
Z dużym wysiłkiem woli starałem się ignorować medialny szum powstały wokół wrocławskiej premiery spektaklu – „Śmierć i dziewczyna” – wyreżyserowanego przez Ewelinę Marciniak, a opartego na tekstach austriackiej noblistki Elfriede Jelinek. Od samego początku, relacjonowane przez prasę wydarzenia świadczyły o tym, że dojrzałości w tej sprawie zabrakło dosłownie wszystkim. Zrozumiała jest dla mnie ofensywa środowisk katolickich, które namaszczone silną legitymizacją władzy, w ostatnim czasie czują się wyjątkowo pewnie. Nie byłoby jednak, aż takiego zamieszania, gdyby nie upolitycznienie sprawy przez miejscowych radnych PO, którzy w imię poprawności moralnej, a bardziej międzypartyjnej wrogości postanowili zrobić na złość dyrektorowi teatru, czyli posłowi na sejm bieżącej kadencji z ramienia Nowoczesnej Ryszarda Petru i zażądać zdjęcia sztuki z afisza. Po chwili jednak zrobili krok w tył, gdyż zrozumieli, że wytrącony oręż oprócz Nowoczesnej, z dumą podnieśli rządzący w osobie ministra kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotra Glińskiego.
Warto posłuchać do końca, w kwestiach planów ministerstwa dotyczących polityki kulturalnej pojawił się zastawiający dwugłos.
