W związku z przyznaniem nagród na blogaska roku, dostarczona mi została kolejna porcja stron internetowych, o których nie miałam pojęcia. W ogóle pisanie bloga jest dla mnie jak wrzucanie igły na stos igieł. Zgubi się. Jak trafić w sieci na coś fajnego, skoro nie ma programu, jak w TV, nie ma stron informacyjnych, które nadają, że w tym tygodniu fajne było to, w w przyszłym fajne będzie to, a w ogóle to ten i ten trzyma cały czas poziom i warto tam zaglądać.
REKLAMA
Dziwne są blogaski i w ogóle wiąże się to ze zboczonym obnażaniem siebie i swojej prywatności, dlatego ja nigdy nie będę miała bloga...
Główny ton wpisów jest taki - ja, moje zdanie, oni są tacy, moja opinia, jestem asertywny, inteligentny, błyskotliwy, mam cięte riposty, a poza tym jestem idealny, a jeśli już piszę o moich wadach, to nawet one pokazują, jakim jestem świetnym i nowoczesnym człowiekiem.
Dotychczas starałam się unikać takiego tonu - zawsze próbuję jednak, mimo wszystko, nie krzywdzić innych, a jak już kogoś krytykuję, to nie z góry do dołu, tylko tak troszeczkę.
Ale dziś miarka się przebrała. Po przeczytaniu kilku inteligentnych, bystrych i oryginalnych obserwacji postanowiłam wybuchnąć jak bąk. Najedzony bąk.
Piszą o tym, że reklamy są beznadziejne, że filmy są beznadziejne, że radio też jest beznadziejne, rozkładają na części pierwsze każdy odcinek "Project Runaway", podniecają się beznadzieją TVP czy TVN, pokazując, jakie mają analityczne umysły, zmysł obserwacji i nietuzinkowe spojrzenie na "sztukę współczesną". Blogi, vlogi, fotoblogi oparte są właśnie na takiej "wyższościowatej" asertywności. Nawet dzieci potrafią krytykować innych i czerpią z tego satysfakcję i pewność siebie - obejrzcie sobie YouTube. Nie rośnie nam społeczeństwo osób asertywnych i świadomych - rośnie nam społeczeństwo chamów i egoistów.
Piszą o tym, że reklamy są beznadziejne, że filmy są beznadziejne, że radio też jest beznadziejne, rozkładają na części pierwsze każdy odcinek "Project Runaway", podniecają się beznadzieją TVP czy TVN, pokazując, jakie mają analityczne umysły, zmysł obserwacji i nietuzinkowe spojrzenie na "sztukę współczesną". Blogi, vlogi, fotoblogi oparte są właśnie na takiej "wyższościowatej" asertywności. Nawet dzieci potrafią krytykować innych i czerpią z tego satysfakcję i pewność siebie - obejrzcie sobie YouTube. Nie rośnie nam społeczeństwo osób asertywnych i świadomych - rośnie nam społeczeństwo chamów i egoistów.
Czytam o tym, że "wreszcie zacznę myśleć o sobie" na jednym z blogów. Właśnie takie myślenie doprowadza nas do tego, jak wygląda nasze społeczeństwo. Być może w mniejszych miastach jest inaczej. Mam nadzieję, że tak. Ale to co dzieje się w Warszawie, trochę mnie przeraża. Gadające na koncercie dzieciaki, które właśnie teraz muszą powiedzieć co myślą - oczywiście nie będą szeptać, bo są wolnymi, asertywnymi, wartościowymi obywatelami, które mają prawo do wolności, dlatego będą na tym koncercie budować koledze obok zdanie popiątnie złożone. Nie pomyśli, że przeszkadza. Liczy się on.
Na deser sytuacja na potwierdzenie "asetrwności" prosto ze stolicy. Idę pod dom, patrzę, a mąż mi się kłóci z jakimś artystą-fotografikiem ze statywem. Zgodnie z zasadą, której nauczyłam się od moich psów, krzyczę z daleka, żeby przestraszyć ewentualnego agresora : Co się dzieje!?
Podeszłszy, dowiaduję się, że artysta zrobił zdjęcie (focię prawdopodobnie na zajęcia ze strzelania foć) naszemu psu, który po operacji ma tylne łapki sparaliżowane, kołnierz na łebku i nie może się ruszać, więc siedzi jak ciapka. Na pytanie, po co robi zdjęcie, odpowiada: Bo mam taką ochotę.
Na żądanie, żeby usunął zdjęcie, bo wyraźnie sobie nie życzymy, powiada taki cham, że nie. Argument o bezprawnym robieniu zdjęć był mu wyraźnie obcy. Nie wiem, kto cię, dzieciaku uczy, ale chyba nie masz opanowanych podstaw prawnych, więc wracaj na wieś robić zdjęcia drzewom.
Podeszłszy, dowiaduję się, że artysta zrobił zdjęcie (focię prawdopodobnie na zajęcia ze strzelania foć) naszemu psu, który po operacji ma tylne łapki sparaliżowane, kołnierz na łebku i nie może się ruszać, więc siedzi jak ciapka. Na pytanie, po co robi zdjęcie, odpowiada: Bo mam taką ochotę.
Na żądanie, żeby usunął zdjęcie, bo wyraźnie sobie nie życzymy, powiada taki cham, że nie. Argument o bezprawnym robieniu zdjęć był mu wyraźnie obcy. Nie wiem, kto cię, dzieciaku uczy, ale chyba nie masz opanowanych podstaw prawnych, więc wracaj na wieś robić zdjęcia drzewom.
Nie wdając się w szczegóły tego ulicznego konfliktu, przytaczając go chciałam rozwinąć wątek wspomniany w jednym z wcześniejszych wpisów, a mianowicie - bezstresowe wychowanie, myślenie o sobie i skoncentrowanie na swoich celach. Strasznie mnie to wkurza i właśnie dlatego dobijają mje ludzie. Na szczęście nie wszyscy są tacy beznadziejni - normalni i fajni są wszyscy ci, którzy to przeczytali.
