
Zgadnijcie kim oni są? Pomyślicie pewnie że to żołnierze lub alpiniści, albo może strażacy czy taksówkarze w niebezpiecznych miastach. Nic z tego! We Wrocławiu kończy się właśnie Brave Festival, który ukazał mi zupełnie inny, zaskakujący rodzaj odwagi.
REKLAMA
Wyobraźcie sobie niewidomą od dzieciństwa dziewczynę. Trzeba być dzielnym, aby funkcjonować normalnie mimo braku możliwości widzenia. Co jednak powiecie na to, gdy okaże się, że ta dziewczyna jest... baletnicą? I to do tego tańczy solówki! Balet to taniec ekstremalny. Niemal cały czas stoi się na jednej stopie, wiruje się, albo, co z puntu widzenia osoby niewidomej najbardziej chyba odważne – skacze się wysoko i do przodu, przemierzając całą kilkudziesięciometrową scenę w potężnych susach.
Brave Festival dał nam możliwość obejrzenia takich artystek dzięki brazylijskiej Blind Ballet Company prowadzonej przez niezłomną Fernandę Bianchini.
Inną inicjatywę dla najodważniejszych wymyślili mieszkańcy Izraela. Istnieje coś takiego jak zespół Ushera. Jest on bardzo rzadkim schorzeniem, na szczęście, jeśli zastanowimy się co w jego rezultacie przytrafia się choremu.
Jak się dowiadujemy ze strony Brave Festival:
Nalaga’at po hebrajsku znaczy „Dotknij”. Taką nazwą nosi jedyny w świecie teatr aktorów niewidomych i niesłyszących. Założyli go w 2002 roku w Tel Avivie Adina Tal i Eran Gur. To nie tylko teatr, ale zarazem centrum kultury i sztuki. A także Kapish Kafe i restauracja Black Out, pogrążona w całkowitej ciemności i obsługiwana przez niewidomych
[…]
[…]
Say Orange
Spektakl to podróż do świata głucho-niewidomej aktorki Bat Shevy Revensari. To opowieść o tęsknocie za tworzeniem relacji, o inspirującym wyzwaniu, przeniesiona na teatralne deski. To zebrane wspomnienia z dzieciństwa i momenty kryzysu młodej dziewczyny i dorosłej kobiety. Bat Sheva wędruje do krainy obrazów, świateł i cieni, tworząc nowe, wyobrażone światy. Z pomocą humoru odpędza ciemność i strach.
Spektakl to podróż do świata głucho-niewidomej aktorki Bat Shevy Revensari. To opowieść o tęsknocie za tworzeniem relacji, o inspirującym wyzwaniu, przeniesiona na teatralne deski. To zebrane wspomnienia z dzieciństwa i momenty kryzysu młodej dziewczyny i dorosłej kobiety. Bat Sheva wędruje do krainy obrazów, świateł i cieni, tworząc nowe, wyobrażone światy. Z pomocą humoru odpędza ciemność i strach.
Monodramy Bat Shevy Revensari nie należy traktować z żadną taryfą ulgową. To świetny teatr, poruszający do łez, zachwycający umiłowaniem życia i wrażliwością na otaczający świat, którego nie można już zobaczyć ani usłyszeć, ale którego można dotknąć. Muszę przyznać, że ciężko mi było opanować wzruszenie, gdy to oglądałem. Sam poczułem się dotknięty czymś pięknym i ważnym.
Udało mi się nagrać też spotkanie z Bat Shevą (niebawem będzie dostępne na racjonalista.tv). To piękna kobieta uśmiechająca się promiennie i wyglądająca na jedną z najszczęśliwszych obywatelek planety Ziemia. Jest też matką trójki dzieci i babcią dla jednej już wnuczki.
Trzeba niewyobrażalnej wręcz odwagi, aby przekuć nieszczęście w szczęście i uczyć tego innych. Jak twierdzi Bat Sheva, na scenie czuje się osobą widzącą i słyszącą. Czuje się wolna. Jednak zanim wejdzie na scenę, plotkuje z tłumaczką za pomocą języka dotykowego, aby dowiedzieć się, ile osób przyszło na spektakl, jak wyglądają i ja się zachowują. Bez tego nie może ich odczuć...
Całkiem niedawno miałem okazję zobaczyć pierwszy raz w życiu Malezję. Kraj bardzo piękny, pełen niezniszczonej przyrody i imponującej nowoczesnej architektury obok reliktów kolonialnej i kupieckiej przeszłości. Przemierzając aleje Kuala Lumpur czy zaułki George Town nie sądziłem, że w kraju tym działa zespół głuchych bębniarzy. Grają oni muzykę chińską, związaną ze świętem tańca lwa.
Dla każdego humanisty ludzie, którzy stawiają sobie tak śmiałe wyzwania są dowodem na potęgę ludzkich uczuć i umysłów. Zresztą sami posłuchajcie ich i o nich:
Na koniec Candoco Dance Company, czyli współczesny teatr ruchu, jeden z lepszych na świecie. Łączy on osoby niepełnosprawne z osobami sprawnymi i sprawia, że przestajemy rozumieć to rozróżnienie. Jak dobrze można grać na wózku inwalidzkim. Jak mało przeszkadza w tańcu brak ręki i jak nieźle można go wykorzystać w scenie mówionej. Nie wierzycie? Sami zobaczcie. Candoco to Londyńczycy, zatem skrzą się aż od brytyjskiego humoru, nie wahając się być dla samych siebie uroczo złośliwymi. Przygarnęli też jedną Francuzkę, która wcale nie ma zamiaru mówić po angielsku w angielskich sztukach. Udało mi się wyrwać im tę scenę, sami zobaczcie jak bardzo zabawną (jest ona wkomponowana w rozmowę z aktorami):
Do tej pory Brave Festival skupiał się na artystach wykluczonych z własnej kultury, jak choćby trubadurzy z Mali coraz mocniej spychani w niebyt przez islamistyczne Boko Haram.
Albo jak nosiciele prastarych tradycji koreańskich i indyjskich wypierani przez głośną i zglobalizowaną nowoczesność. W tym roku, z okazji Europejskiej Stolicy Kultury Grzegorz Bral, będący także szefem Teatru Pieśń Kozła, zdecydował się pokazać nam artystów wykluczonych przez niesprawiedliwe wyroki losu. Przyznam, że bałem się trochę, iż tym razem będzie to festiwal współczucia, a nie artystycznego piękna. Jak bardzo się myliłem! Człowiek jest na tyle niezwykłą istotą, że może zwyciężyć najbardziej nawet dotkliwe ograniczenia.
Jestem przekonany, że dzięki takim inicjatywom, jak wyjątkowo odważny w tym roku Brave Festival Wrocław jest Europejską Stolicą Kultury zupełnie nie do pobicia. Drżyjcie inne miasta! Na koniec zaś o spektaklu przygotowanym przez samego gospodarza, o jakże wdzięcznym dla notorycznego ateisty tytule: „Crazy God”:
