
Fantastyka nie należy do dziedzin poważanych, szczególnie w środowisku akademickim. Gdy ktoś na pytanie o zawód odpowie, że zajmuje się komiksami/grami elektronicznymi/literaturą fantastyczną, rozmówca zwykle kiwa współczująco głową: „Ach. Bezrobotny!”
REKLAMA
Chociaż podejście do tematu zmienia się niemal z miesiąca na miesiąc, więcej zrozumienia wzbudzi dyskusja na temat nowego kryminału Marka Krajewskiego niż kreacji fantastycznego świata pióra Jarosława Grzędowicza.
A jednak fantastyka znajduje sobie miejsce na uniwersytetach i w dyskusjach naukowych. Jednym z najważniejszych prekursorów badań nad polską fantastyką naukową jest profesor Antoni Smuszkiewicz, w latach 1999-2005 dziekan Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Profesor Smuszkiewicz jest również od 2008 roku przewodniczącym jury Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. Przewodzi także zespołowi redakcyjnemu, który prowadzi pracę nad papierową wersją Encyklopedii polskiej fantastyki. Podczas tegorocznej edycji Pyrkonu miałam okazję przeprowadzić rozmowę z Panem Profesorem. Towarzyszyła nam Pani doktor hab. Monika Brzóstowicz-Klajn, badaczka związków literatury fantastycznej z historią oraz problematyką polskiego socjalizmu w kontekście fantastyki i utopii literackiej. To właśnie Pani doktor rozpoczęła naszą zainicjowała naszą rozmowę w pomieszczeniu prasowym na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Narzekając na wciąż niewystarczającą liczbę publikacji naukowych na temat literatury fantastycznej przyznała zarazem, że obecnie widać w środowiskach akademickich wzrost zainteresowania tą twórczością. Liczba organizowanych konferencji o tej tematyce rośnie z roku na rok.
O fantastyce za murami Uniwersytetów, fantastyce na ławkach szkolnych oraz fantastyce przy dobrej herbacie i w ulubionych kapciach – rozmowa z profesorem Antonim Smuszkiewiczem oraz doktor hab. Moniką Brzóstowicz-Klajn.
A jednak fantastyka znajduje sobie miejsce na uniwersytetach i w dyskusjach naukowych. Jednym z najważniejszych prekursorów badań nad polską fantastyką naukową jest profesor Antoni Smuszkiewicz, w latach 1999-2005 dziekan Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Profesor Smuszkiewicz jest również od 2008 roku przewodniczącym jury Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. Przewodzi także zespołowi redakcyjnemu, który prowadzi pracę nad papierową wersją Encyklopedii polskiej fantastyki. Podczas tegorocznej edycji Pyrkonu miałam okazję przeprowadzić rozmowę z Panem Profesorem. Towarzyszyła nam Pani doktor hab. Monika Brzóstowicz-Klajn, badaczka związków literatury fantastycznej z historią oraz problematyką polskiego socjalizmu w kontekście fantastyki i utopii literackiej. To właśnie Pani doktor rozpoczęła naszą zainicjowała naszą rozmowę w pomieszczeniu prasowym na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Narzekając na wciąż niewystarczającą liczbę publikacji naukowych na temat literatury fantastycznej przyznała zarazem, że obecnie widać w środowiskach akademickich wzrost zainteresowania tą twórczością. Liczba organizowanych konferencji o tej tematyce rośnie z roku na rok.
O fantastyce za murami Uniwersytetów, fantastyce na ławkach szkolnych oraz fantastyce przy dobrej herbacie i w ulubionych kapciach – rozmowa z profesorem Antonim Smuszkiewiczem oraz doktor hab. Moniką Brzóstowicz-Klajn.
Doktor Wojciech Kajtoch w wywiadzie sprzed trzech lat przyznał z ubolewaniem, że science-fiction nie jest pasją młodego pokolenia doktorantów. Czy odnosi Pan to samo wrażenie? Fantastyka nie jest wdzięcznym tematem akademickim?
Antoni Smuszkiewicz: Fantasy dominuje nad science-fiction. Wystarczy zresztą spojrzeć na przebierańców wokół [na Pyrkonie – przyp. red.]. Przecież robotów tu prawie nie widać, to wiedźmy, wiedźmini, elfy najróżniejsze zawładnęły wyobraźnią. Natomiast lata 60. i 70. należały do żelaznej, technologicznej fantastyki Lema, wcześniej Trepki. Oni w swoich powieściach wykorzystywali nawet wykresy, wzory, słowniki z terminami specjalistycznymi. Wydawało się, że będzie to literatura przyszłości, że ona jest głosem pokolenia. Trwało to mniej więcej do końca lat 70. I nagle, ni stąd, ni zowąd, weszła nowa tematyka: socjologia. Pojawili się Oramus, Wnuk-Lipiński, Parowski. Zajdel - dziś symbol ówczesnej literatury z podtekstami. Pamiętam, że kiedy profesor Maciejewki zobaczył Paradyzję w Teatrze Telewizji, powiedział: „Nie wiedziałem, że fantastyka może być taka ciekawa!”.
Antoni Smuszkiewicz: Fantasy dominuje nad science-fiction. Wystarczy zresztą spojrzeć na przebierańców wokół [na Pyrkonie – przyp. red.]. Przecież robotów tu prawie nie widać, to wiedźmy, wiedźmini, elfy najróżniejsze zawładnęły wyobraźnią. Natomiast lata 60. i 70. należały do żelaznej, technologicznej fantastyki Lema, wcześniej Trepki. Oni w swoich powieściach wykorzystywali nawet wykresy, wzory, słowniki z terminami specjalistycznymi. Wydawało się, że będzie to literatura przyszłości, że ona jest głosem pokolenia. Trwało to mniej więcej do końca lat 70. I nagle, ni stąd, ni zowąd, weszła nowa tematyka: socjologia. Pojawili się Oramus, Wnuk-Lipiński, Parowski. Zajdel - dziś symbol ówczesnej literatury z podtekstami. Pamiętam, że kiedy profesor Maciejewki zobaczył Paradyzję w Teatrze Telewizji, powiedział: „Nie wiedziałem, że fantastyka może być taka ciekawa!”.
W PRL pod maską fantastyczną autorzy demaskowali mechanizmy totalitarnego ustroju. Jaką dziś rolę może spełniać fantastyka? Czy to tylko, a może aż, rozrywka?
Antoni Smuszkiewicz: Myślę, że nie tylko rozrywka. Podejmuje problemy bardziej ogólne, humanistyczne. Choć nie jest już nastawiona na język ezopowy, może mówić otwartym tekstem. Od kiedy ludzie wylądowali na Księżycu, technika już tak nie fascynuje, ale nie twierdzę, że fantastyka naukowa się skończyła.
Monika Brzóstowicz-Klajn - A nie sądzisz, że łączenie science-fiction z fantasy, widoczne na przykład u Dukaja czy Grzędowicza, czy to nie jest wyjście poza stare rozpoznania? W dodatku popularny staje się posthumanizm – temat z pierwszych stron gazet, którym fascynują się dziennikarze. Posthumanizm w literaturze fantastycznej przewija się nieustannie.
A.S. - To prawda. Literatura się nie interesuje, czy nie musi się, na szczęście, interesować, różnymi podziałami czy klasyfikacjami. Dlatego, kiedy pisarz chce coś powiedzieć, to mówi. A czy używa takich czy innych „rekwizytów”, pisze w takim czy innym stylu, to jego sprawa. I tylko fani mają kłopot, na którą półkę postawić najnowszą książkę.
Antoni Smuszkiewicz: Myślę, że nie tylko rozrywka. Podejmuje problemy bardziej ogólne, humanistyczne. Choć nie jest już nastawiona na język ezopowy, może mówić otwartym tekstem. Od kiedy ludzie wylądowali na Księżycu, technika już tak nie fascynuje, ale nie twierdzę, że fantastyka naukowa się skończyła.
Monika Brzóstowicz-Klajn - A nie sądzisz, że łączenie science-fiction z fantasy, widoczne na przykład u Dukaja czy Grzędowicza, czy to nie jest wyjście poza stare rozpoznania? W dodatku popularny staje się posthumanizm – temat z pierwszych stron gazet, którym fascynują się dziennikarze. Posthumanizm w literaturze fantastycznej przewija się nieustannie.
A.S. - To prawda. Literatura się nie interesuje, czy nie musi się, na szczęście, interesować, różnymi podziałami czy klasyfikacjami. Dlatego, kiedy pisarz chce coś powiedzieć, to mówi. A czy używa takich czy innych „rekwizytów”, pisze w takim czy innym stylu, to jego sprawa. I tylko fani mają kłopot, na którą półkę postawić najnowszą książkę.
W tym miejscu pan Profesor przytoczył interesującą anegdotę, dotyczącą przyjęcia zakończenia powieści [i]Limes interior Janusza Zajdla. Zakończenia, które wywołało sprzeciw wśród tych z jego wielbicieli, którzy należeli do „frakcji twardego science-fiction”. Frakcja ta nie mogła pogodzić się z dalekim od logicznego, wyrozumowanego rozwiązania akcji – dodajmy, przez samego Profesora uznanego za znakomite.[/i]
M.B.-K. – Pamiętam tę dyskusję! Byłam wtedy w liceum, w klasie matematyczno-fizycznej, a więc w tej grupie, która miłuje fantastykę naukową. Do dzisiaj, jeśli czegoś nie znajdę na półkach naszej biblioteki, to udaję się na Politechnikę właśnie... Wtedy, w moich czasach szkolnych, byłam pozytywnie zaskoczona tą popularnością Limes inferior.
Natomiast ostatnimi czasy jestem zafascynowana motywami holocaustowymi w fantastyce. Nawet Pilipiuk, który wydaje się… ludyczny, napisał niezłe opowiadanie Szewc z Lichtenrade o doświadczeniu właśnie post-holocaustowym i post-pamięci. Jeden z moich studentów z kolei zafascynowany jest historiami alternatywnymi, bardzo popularnymi teraz w Polsce i różnie realizowanymi.
A.S. – To znakomity temat, nie do końca jeszcze wykorzystany. Każdą historię można przerobić, jest wiele spraw, na które można się wypowiedzieć: „a co by było, gdyby...”. Wart uwagi jest znakomity Lód Dukaja.
M. B.-K. – Wiele osób boi się go czytać. Język Dukaja jest trudny, a Lód... to grube tomisko. Studenci mają problemy, żeby „wejść” w Dukaja. Narzekają na Katedrę, w której wiele jest słownictwa naukowego, stylizacja na naukowy język. I oni biorą to serio, myślą, że trzeba te pojęcia koniecznie znać i rozumieć – a to niepotrzebne. A Inne pieśni pisane na Gombrowiczu... wspaniałe, uwielbiam je!
Wracając jednak do samych historii alternatywnych: oczywiście, dają się one wpisać w nurt rozliczeń historycznych, ale poza tym są często zabawne, przewrotne...
A.S. – Jednak bywają też śmiertelnie poważne, jak w przypadku Jacka Inglota. Pismo Święte, które gdzieś zaginęło, Apostata żył dłużej niż w rzeczywistości, religia chrześcijańska została prawie zniszczona... a po latach zaczyna się odradzać. Już Parnicki postawił pytanie, co by było, gdyby Apostata żył dłużej.
M. B.-K. – Fantastyka to kopalnia możliwości. Może służyć rozrywce, ale poprzez rozrywkę może też uczyć, prawda?
Natomiast ostatnimi czasy jestem zafascynowana motywami holocaustowymi w fantastyce. Nawet Pilipiuk, który wydaje się… ludyczny, napisał niezłe opowiadanie Szewc z Lichtenrade o doświadczeniu właśnie post-holocaustowym i post-pamięci. Jeden z moich studentów z kolei zafascynowany jest historiami alternatywnymi, bardzo popularnymi teraz w Polsce i różnie realizowanymi.
A.S. – To znakomity temat, nie do końca jeszcze wykorzystany. Każdą historię można przerobić, jest wiele spraw, na które można się wypowiedzieć: „a co by było, gdyby...”. Wart uwagi jest znakomity Lód Dukaja.
M. B.-K. – Wiele osób boi się go czytać. Język Dukaja jest trudny, a Lód... to grube tomisko. Studenci mają problemy, żeby „wejść” w Dukaja. Narzekają na Katedrę, w której wiele jest słownictwa naukowego, stylizacja na naukowy język. I oni biorą to serio, myślą, że trzeba te pojęcia koniecznie znać i rozumieć – a to niepotrzebne. A Inne pieśni pisane na Gombrowiczu... wspaniałe, uwielbiam je!
Wracając jednak do samych historii alternatywnych: oczywiście, dają się one wpisać w nurt rozliczeń historycznych, ale poza tym są często zabawne, przewrotne...
A.S. – Jednak bywają też śmiertelnie poważne, jak w przypadku Jacka Inglota. Pismo Święte, które gdzieś zaginęło, Apostata żył dłużej niż w rzeczywistości, religia chrześcijańska została prawie zniszczona... a po latach zaczyna się odradzać. Już Parnicki postawił pytanie, co by było, gdyby Apostata żył dłużej.
M. B.-K. – Fantastyka to kopalnia możliwości. Może służyć rozrywce, ale poprzez rozrywkę może też uczyć, prawda?
Wciąż powraca debata nad tzw. kanonem lektur szkolnych. Dyskutuje się, czy warto włączać do nauczania Hobbita, Bajki robotów, Harry'ego Pottera, itp. Jak wykorzystać literaturę fantastyczną w nauczaniu szkolnym? Czy można wymienić Hobbita na coś bardziej „nowoczesnego”?
M. B.-K. – Harry jest specyficzny. Nie wiem, na ile nauczyciele są tego świadomi, ale mamy tu do czynienia z kulturą konwergencji. Znaczy to, że dzieciaki stykają się z grami komputerowymi, filmami, mogą więc dotrzeć do książki, wcześniej poznawszy grę. Poza tym mogą wejść na stronę Pottermore. Jest ona interaktywna, cały czas rozbudowywana, pod patronatem i kierowana przez autorkę serii – to zupełna inna rzeczywistość dla nauczyciela. Nie wiem, na ile to funkcjonuje, bo są to zupełnie nowe, interesujące zjawiska. Co do Hobbita, to myślę, że się sprawdza; to są lektury, po które dzieci i młodzież chętnie sięgają. Historie alternatywne, jak wspomniany Szewc Pilipiuka, mogą być wykorzystywane do zainteresowania uczniów wydarzeniami historycznymi.
A.S. – Warto by zapytać młodzież, czy rozumieją poszczególne słowa, która w książkach fantastycznych padają. Może się okazać, że nie rozumieją – co im nie przeszkadza.
M. B.-K. – Trafiłeś w sedno! Dzieciakom nie przeszkadza, a już studentów to paraliżuje. A powinni się cieszyć tekstem-kreacją.
A.S. – Powieści historyczne czytało się przecież na tej samej zasadzie. Padały terminy, które oddawały atmosferę. Te nazwy, czy to koncerz, szabla, to było nieistotne, jakoś to sobie człowiek wyobrażał. Podobnie u Harry'ego Pottera, też występują często całkowicie zmyślone terminy, ale one budują świat. Źródło niechęci chyba jest gdzie indziej.
M. B.-K. – Co do wymiany lektur. Nie wiem, czy jest potrzeba je wymieniać. Stare Bajki robotów Lema bawią do dzisiaj. Uważam, że warto przypominać, że fantastyka, na którą jest teraz boom, ma swoją tradycję i to ciekawą. Nie orientuję się, na ile znany jest Zajdel, a jest równie godny przypomnienia, bo można go czytać i bez kontekstu politycznego lat 80. Podsunęła mi pani natomiast jeszcze jeden, aktualny temat: problematyka religijna w fantastyce. Powraca to w wielu publikacjach, szczególnie dotyczących Tolkiena, który sproblematyzował tematykę religijną. Poza tym gdzieś się to pokrywa z nurtami newage'owskimi, przemianami w obyczajowości i religii, kwestiami w ogóle przemian rozumienia religii w życiu człowieka. Fantastyka doskonale się w to wpisuje.
A.S. – Warto by zapytać młodzież, czy rozumieją poszczególne słowa, która w książkach fantastycznych padają. Może się okazać, że nie rozumieją – co im nie przeszkadza.
M. B.-K. – Trafiłeś w sedno! Dzieciakom nie przeszkadza, a już studentów to paraliżuje. A powinni się cieszyć tekstem-kreacją.
A.S. – Powieści historyczne czytało się przecież na tej samej zasadzie. Padały terminy, które oddawały atmosferę. Te nazwy, czy to koncerz, szabla, to było nieistotne, jakoś to sobie człowiek wyobrażał. Podobnie u Harry'ego Pottera, też występują często całkowicie zmyślone terminy, ale one budują świat. Źródło niechęci chyba jest gdzie indziej.
M. B.-K. – Co do wymiany lektur. Nie wiem, czy jest potrzeba je wymieniać. Stare Bajki robotów Lema bawią do dzisiaj. Uważam, że warto przypominać, że fantastyka, na którą jest teraz boom, ma swoją tradycję i to ciekawą. Nie orientuję się, na ile znany jest Zajdel, a jest równie godny przypomnienia, bo można go czytać i bez kontekstu politycznego lat 80. Podsunęła mi pani natomiast jeszcze jeden, aktualny temat: problematyka religijna w fantastyce. Powraca to w wielu publikacjach, szczególnie dotyczących Tolkiena, który sproblematyzował tematykę religijną. Poza tym gdzieś się to pokrywa z nurtami newage'owskimi, przemianami w obyczajowości i religii, kwestiami w ogóle przemian rozumienia religii w życiu człowieka. Fantastyka doskonale się w to wpisuje.
Wypowiadając się na temat Nagrody im. Jerzego Żuławskiego w roku 2009, zapytany o jej rolę wśród innych polskich nagród literackich, powiedział Pan, że trudno jest wypowiadać się o tak nowej inicjatywie. Czy dziś, po siedmiu latach, można powiedzieć, że Nagroda pełni ważną rolę nie tylko w środowisku literatury fantastycznej, ale ogólnoliterackiej?
A.S. - Myślę, że się zakorzeniła. Wymieniana jest w notkach biograficznych. Choć jak to z nagrodami bywa – nie zawsze tak jest, że docenione dzieła uzyskują poklask zwykłego czytelnika i pozostają na dłużej w świadomości literackiej. Gusta są różne.
A.S. - Myślę, że się zakorzeniła. Wymieniana jest w notkach biograficznych. Choć jak to z nagrodami bywa – nie zawsze tak jest, że docenione dzieła uzyskują poklask zwykłego czytelnika i pozostają na dłużej w świadomości literackiej. Gusta są różne.
Jest Pan Przewodniczącym Jury, przyznającej ową nagrodę. Czy mógłby Pan skomentować listę tegorocznych nominowanych?
A.S. – Wśród nominowanych znajdują się znane i przewijające się od lat nazwiska, ale także i drugie, nawet trzecie pokolenie autorów fantastycznych. Jest Biała reduta Tomasza Kołodziejczaka [uhonorowany w 2013 roku Złotym Krzyżem Zasługi za pielęgnowanie pamięci o najnowszej historii i wkład w polską kulturę – przyp. red.], jest Pokój światów Pawła Majki. Ad Infinitum Michała Protasiuka, Polaroidy z zagłady Pawła Palińskiego i Forta Michała Cholewy. Cholewa to chyba najmłodszy autor wśród nominowanych. Do tego Niewidzialna korona Elżbiety Cherezińskiej, której, przyznaję, nie znam.
M. B.-K. – Cherezińska jest teraz niezwykle popularna, zwłaszcza wśród naszych studentów, za sprawą cyklu osadzonego w historii Polski.
A.S. – To są nominowani przez jury, że tak powiem, pierwszego stopnia. Z nich będziemy wybierać tegorocznego laureata.
A.S. – Wśród nominowanych znajdują się znane i przewijające się od lat nazwiska, ale także i drugie, nawet trzecie pokolenie autorów fantastycznych. Jest Biała reduta Tomasza Kołodziejczaka [uhonorowany w 2013 roku Złotym Krzyżem Zasługi za pielęgnowanie pamięci o najnowszej historii i wkład w polską kulturę – przyp. red.], jest Pokój światów Pawła Majki. Ad Infinitum Michała Protasiuka, Polaroidy z zagłady Pawła Palińskiego i Forta Michała Cholewy. Cholewa to chyba najmłodszy autor wśród nominowanych. Do tego Niewidzialna korona Elżbiety Cherezińskiej, której, przyznaję, nie znam.
M. B.-K. – Cherezińska jest teraz niezwykle popularna, zwłaszcza wśród naszych studentów, za sprawą cyklu osadzonego w historii Polski.
A.S. – To są nominowani przez jury, że tak powiem, pierwszego stopnia. Z nich będziemy wybierać tegorocznego laureata.
Miejmy nadzieję, że do dotychczas nominowanych i nagradzanych nie przestaną napływać nowe, równie ciekawe nazwiska. Dziękuję za rozmowę i życzę owocnej pracy.
