
Uwielbiam zapach antykwariatów, bibliotek, małych księgarni w narożnikach ulic. Mijając regały, słucham z przyjemnie szeleszczącego języka literatury, próbując odgadnąć, jakie światy przede mną ukrywa. Nie oceniam po okładce. Zwłaszcza, gdy Okładka może ocenić mnie.
REKLAMA
Żywa Biblioteka zyskuje sobie coraz większą popularność w Polsce. Ja, jako rasowy bibliofil, obserwuje rodzący się trend z zaintrygowaniem. Przy nadarzających się okazjach bez wahania zakładam karty w znikającej bibliotece. I rozpoczynam wędrówkę wzdłuż regałów.
Zgrzyt w drzwiach
Trafiam do działu kulturoznawstwo. Moja Książka, poetka, tancerka, matka dwójki niezwykle utalentowanych nastolatków, w czasie półgodzinnej pogawędki próbuje streścić mi bogactwo niepowtarzalnej, wielobarwnej kultury, która wywarła także niebagatelny wpływ na polską literaturę, kinematografię czy malarstwo, a światu oddała takich artystów, jak Charles Chaplin czy, bardziej lokalnie, Michaj Burano. Podziw mój budzą prezentowane na ulotkach reprodukcje obrazów i ręcznie wykonana biżuteria, a wyobraźnia płata mi figle, wygrywając w uszach czardasza.
Świat romski kojarzy się Polakom jednoznacznie – z brudnym światkiem oszustów, analfabetów, żebraków i złodziei. Tymczasem kształtowana przez wieki wędrówek historia artystów, wędrujących w kolorowych taborach, to skarbnica fascynujących tradycji. Historia wciąż żywa, za sprawą ocalałego języka i zachowanej tożsamości.
Oczarowana magicznym światem wróżek i kuglarzy, dopytuję o możliwości obcowania z kulturą romską, o organizowane wystawy, festiwale.
Romni uśmiecha się smutno.
-Media się nie interesują takimi wydarzeniami – potok słów, który sprowokowałam pytaniem o działalność artystyczną współczesnych Romów, zostaje na chwilę przerwany. - Dzieci mają problemy z doproszeniem się o stypendium. Na festiwalach pojawiają się krewni i znajomi, ale nikt więcej.
Bajka powoli musi ustąpić ponurej rzeczywistości, gdy zadaję najbardziej interesujące mnie pytanie, na które odpowiedzi szukam w Bibliotece.
Mimo całego, poświadczonego artystycznego dorobku, zarówno Romni, jak i jej dzieci, jej znajomych, mimo organizowanych wystaw, występów na festiwalach, otrzymanych nagród wciąż odmawiane im jest miejsce na równi z artystami spoza wykluczonego kręgu etnicznego.
-Byliśmy wyrzucani z galerii, w których parę dni wcześniej prezentowane były nasze prace. Ochroniarze twierdzili, że "nie chcą podejrzanych elementów" – kończy zbulwersowana Romni. - To taki zgrzyt w drzwiach wystawy na piętrze.
Trafiam do działu kulturoznawstwo. Moja Książka, poetka, tancerka, matka dwójki niezwykle utalentowanych nastolatków, w czasie półgodzinnej pogawędki próbuje streścić mi bogactwo niepowtarzalnej, wielobarwnej kultury, która wywarła także niebagatelny wpływ na polską literaturę, kinematografię czy malarstwo, a światu oddała takich artystów, jak Charles Chaplin czy, bardziej lokalnie, Michaj Burano. Podziw mój budzą prezentowane na ulotkach reprodukcje obrazów i ręcznie wykonana biżuteria, a wyobraźnia płata mi figle, wygrywając w uszach czardasza.
Świat romski kojarzy się Polakom jednoznacznie – z brudnym światkiem oszustów, analfabetów, żebraków i złodziei. Tymczasem kształtowana przez wieki wędrówek historia artystów, wędrujących w kolorowych taborach, to skarbnica fascynujących tradycji. Historia wciąż żywa, za sprawą ocalałego języka i zachowanej tożsamości.
Oczarowana magicznym światem wróżek i kuglarzy, dopytuję o możliwości obcowania z kulturą romską, o organizowane wystawy, festiwale.
Romni uśmiecha się smutno.
-Media się nie interesują takimi wydarzeniami – potok słów, który sprowokowałam pytaniem o działalność artystyczną współczesnych Romów, zostaje na chwilę przerwany. - Dzieci mają problemy z doproszeniem się o stypendium. Na festiwalach pojawiają się krewni i znajomi, ale nikt więcej.
Bajka powoli musi ustąpić ponurej rzeczywistości, gdy zadaję najbardziej interesujące mnie pytanie, na które odpowiedzi szukam w Bibliotece.
Mimo całego, poświadczonego artystycznego dorobku, zarówno Romni, jak i jej dzieci, jej znajomych, mimo organizowanych wystaw, występów na festiwalach, otrzymanych nagród wciąż odmawiane im jest miejsce na równi z artystami spoza wykluczonego kręgu etnicznego.
-Byliśmy wyrzucani z galerii, w których parę dni wcześniej prezentowane były nasze prace. Ochroniarze twierdzili, że "nie chcą podejrzanych elementów" – kończy zbulwersowana Romni. - To taki zgrzyt w drzwiach wystawy na piętrze.
Najpierw osoba
Na mapie Europy problematyczne byłoby wskazanie kraju, którego nie odwiedziła. Ukończyła studia na Politechnice Poznańskiej, prowadzi firmę oraz organizuje zajęcia w szkołach z zakresu "savoir-vivre'u osób z niepełnosprawnością". W wolnych chwilach uprawia sport, choć oddanie się największej pasji, żegludze, uniemożliwia niezgoda na wydanie patentu żeglarskiego motywowana jej sytuacją zdrowotną – mimo że za granicą znaleziono rozwiązanie podobnych problemów.
Niewidomi i niedowidzący, jak tłumaczy, w Genewie mają nawet własne sekcje żeglarskie i regaty.
- Ludzie zdrowi boją się osób z niepełnosprawnością – celowo używa tego określenia zamiast pejoratywnie nacechowanego "niepełnosprawny". - Nie mają wiedzy, dlatego wolą się odwrócić.
Wskazuje również na niezrozumiałą tendencję do utożsamiania niepełnosprawności, niezależnie od jej rodzaju i stopnia, z zaburzeniami psychicznymi.
- Jeżeli niewidomy podejdzie z przewodnikiem do kasy, nikt nie zwróci się do niego, aby sprzedać bilet, tylko rozpocznie rozmowę z owym przewodnikiem. A przecież ten tylko go prowadzi, nie jest jego mózgiem!
Zajęcia w szkołach mają na celu nauczenie dzieci obcowania z niepełnosprawnością, ale przede wszystkim rozpowszechnienia tej umiejętności w społeczeństwie. Uczniowie mają być swoistymi ambasadorami wiedzy; wiedzy o tym, że osoba z niepełnosprawnością to nie kosmita, a właśnie Osoba.
W trakcie lekcji pokazowej uczniowie mogą przez chwilę znaleźć się w sytuacji ludzi, dotkniętych różnymi schorzeniami gałki ocznej za pomocą specjalnych okularów, symulujących objawy zaćmy, jaskry czy zwyrodnienia plamki żółtej. Podczas odgrywania w parach scenek uczą się też, jak efektywnie udzielać pomocy osobie niewidomej.
- Dzieciaki bardzo się angażują. Parę razy zostaliśmy nawet nagrodzeni brawami!
Proste i treściwe motto Książki zapada mi na długo w pamięć: najpierw jest osoba. Potem niepełnosprawność.
Na mapie Europy problematyczne byłoby wskazanie kraju, którego nie odwiedziła. Ukończyła studia na Politechnice Poznańskiej, prowadzi firmę oraz organizuje zajęcia w szkołach z zakresu "savoir-vivre'u osób z niepełnosprawnością". W wolnych chwilach uprawia sport, choć oddanie się największej pasji, żegludze, uniemożliwia niezgoda na wydanie patentu żeglarskiego motywowana jej sytuacją zdrowotną – mimo że za granicą znaleziono rozwiązanie podobnych problemów.
Niewidomi i niedowidzący, jak tłumaczy, w Genewie mają nawet własne sekcje żeglarskie i regaty.
- Ludzie zdrowi boją się osób z niepełnosprawnością – celowo używa tego określenia zamiast pejoratywnie nacechowanego "niepełnosprawny". - Nie mają wiedzy, dlatego wolą się odwrócić.
Wskazuje również na niezrozumiałą tendencję do utożsamiania niepełnosprawności, niezależnie od jej rodzaju i stopnia, z zaburzeniami psychicznymi.
- Jeżeli niewidomy podejdzie z przewodnikiem do kasy, nikt nie zwróci się do niego, aby sprzedać bilet, tylko rozpocznie rozmowę z owym przewodnikiem. A przecież ten tylko go prowadzi, nie jest jego mózgiem!
Zajęcia w szkołach mają na celu nauczenie dzieci obcowania z niepełnosprawnością, ale przede wszystkim rozpowszechnienia tej umiejętności w społeczeństwie. Uczniowie mają być swoistymi ambasadorami wiedzy; wiedzy o tym, że osoba z niepełnosprawnością to nie kosmita, a właśnie Osoba.
W trakcie lekcji pokazowej uczniowie mogą przez chwilę znaleźć się w sytuacji ludzi, dotkniętych różnymi schorzeniami gałki ocznej za pomocą specjalnych okularów, symulujących objawy zaćmy, jaskry czy zwyrodnienia plamki żółtej. Podczas odgrywania w parach scenek uczą się też, jak efektywnie udzielać pomocy osobie niewidomej.
- Dzieciaki bardzo się angażują. Parę razy zostaliśmy nawet nagrodzeni brawami!
Proste i treściwe motto Książki zapada mi na długo w pamięć: najpierw jest osoba. Potem niepełnosprawność.
Nie przyszedłem pana nawracać
Klasyfikacja następnej powieści przysporzy mi wielu problemów. Nota autorska stwierdza krótko: ateistka, co wskazywałoby wyraźnie i niezaprzeczalnie na teologię tudzież religioznawstwo. Jednak w trakcie niespełna półgodzinnego naczytywania przechodzimy przez politykę, prawo, historię, filozofię, zahaczamy o edukację i socjologię, by skończyć na sporcie i... podróżowaniu PKP.
Temat religii, w tym przede wszystkim Kościoła katolickiego, powraca falami.
-Jestem ewenementem pod tym względem, że w skrajnie katolickim kraju, za jaki uchodzi Polska, urodziłam i wychowałam się w rodzinie niewierzących. Nie zostałam ochrzczona, choć rodzice bynajmniej nie odcinali mnie od religii, parokrotnie uczestniczyli ze mną we mszy świętej. Pozwolili mi na świadomy wybór: wierzyć czy nie wierzyć.
Jak przyznaje, nie odczuwała nigdy potrzeby wiary w jakikolwiek byt metafizyczny, Absolut, siłę wyższą. Sprzeciwia się obowiązkowym katechezom w szkołach, a przynajmniej spychaniu na margines uczniów, którzy z różnych względów rezygnują z uczestnictwa w lekcjach religii. Rzadko która placówka może zapewnić zamienne zajęcia z etyki czy religioznawstwa, co więcej, często uczniowie nie mają gdzie "odpokutować" okienka.
-Dyskusja o krzyż w salach lekcyjnych zaczęła się w moim liceum – przyznaje z przekornym uśmiechem. - Z krzyżem jako takim nie mam problemu. Ale dopóki jest to symbol polityczny, zamierzam z nim walczyć.
Kontynuując temat, wskazuje na brak równouprawnienia w możliwościach manifestowania swojej przynależności do danej wiary. Choć sama nigdy nie spotkała się z dyskryminacją, nie wyobraża sobie, by przeciętna polska szkoła wyraziła zgodę na umieszczenie obok chrześcijańskiego krzyża na przykład półksiężyca.
-Wiara to sprawa indywidualna – mówi, żywo gestykulując. - Nie traktuję wierzących jak ludzi głupich. Paradoksem jest dla mnie fakt mieszania się wiary do Konstytucji.
Przykładów nie trzeba szukać długo. W Polsce Kościół katolicki wpływa na proces ustawodawczy na porządku dziennym. Problem aborcji, eutanazji, in vitro rozważany jest przez pryzmat nauki katolickiej. A konstytucyjny zapis o małżeństwie, zgodny z definicją kościelną, nieustannie powraca w dyskusji nad legalizacją związków partnerskich dla par jednopłciowych.
-Przecież jeżeli komuś przekonania nie pozwalają na zabieg, ustawa pozostawi mu uchyloną furtkę, demokratyczną możliwość wyboru. Dyskryminacją jest ograniczanie wolności współobywateli o innych poglądach i zatrzaskiwanie im wspomnianej furtki przed nosem.
Od tej furtki właśnie odbijają się grupy mniejszościowe, bezskutecznie szukając wytrychów. Ich dorabianiem zajmuje się między innymi organizacja Amnesty International, z której zbiorów pochodzi moja Nie-boska Książka.
Klasyfikacja następnej powieści przysporzy mi wielu problemów. Nota autorska stwierdza krótko: ateistka, co wskazywałoby wyraźnie i niezaprzeczalnie na teologię tudzież religioznawstwo. Jednak w trakcie niespełna półgodzinnego naczytywania przechodzimy przez politykę, prawo, historię, filozofię, zahaczamy o edukację i socjologię, by skończyć na sporcie i... podróżowaniu PKP.
Temat religii, w tym przede wszystkim Kościoła katolickiego, powraca falami.
-Jestem ewenementem pod tym względem, że w skrajnie katolickim kraju, za jaki uchodzi Polska, urodziłam i wychowałam się w rodzinie niewierzących. Nie zostałam ochrzczona, choć rodzice bynajmniej nie odcinali mnie od religii, parokrotnie uczestniczyli ze mną we mszy świętej. Pozwolili mi na świadomy wybór: wierzyć czy nie wierzyć.
Jak przyznaje, nie odczuwała nigdy potrzeby wiary w jakikolwiek byt metafizyczny, Absolut, siłę wyższą. Sprzeciwia się obowiązkowym katechezom w szkołach, a przynajmniej spychaniu na margines uczniów, którzy z różnych względów rezygnują z uczestnictwa w lekcjach religii. Rzadko która placówka może zapewnić zamienne zajęcia z etyki czy religioznawstwa, co więcej, często uczniowie nie mają gdzie "odpokutować" okienka.
-Dyskusja o krzyż w salach lekcyjnych zaczęła się w moim liceum – przyznaje z przekornym uśmiechem. - Z krzyżem jako takim nie mam problemu. Ale dopóki jest to symbol polityczny, zamierzam z nim walczyć.
Kontynuując temat, wskazuje na brak równouprawnienia w możliwościach manifestowania swojej przynależności do danej wiary. Choć sama nigdy nie spotkała się z dyskryminacją, nie wyobraża sobie, by przeciętna polska szkoła wyraziła zgodę na umieszczenie obok chrześcijańskiego krzyża na przykład półksiężyca.
-Wiara to sprawa indywidualna – mówi, żywo gestykulując. - Nie traktuję wierzących jak ludzi głupich. Paradoksem jest dla mnie fakt mieszania się wiary do Konstytucji.
Przykładów nie trzeba szukać długo. W Polsce Kościół katolicki wpływa na proces ustawodawczy na porządku dziennym. Problem aborcji, eutanazji, in vitro rozważany jest przez pryzmat nauki katolickiej. A konstytucyjny zapis o małżeństwie, zgodny z definicją kościelną, nieustannie powraca w dyskusji nad legalizacją związków partnerskich dla par jednopłciowych.
-Przecież jeżeli komuś przekonania nie pozwalają na zabieg, ustawa pozostawi mu uchyloną furtkę, demokratyczną możliwość wyboru. Dyskryminacją jest ograniczanie wolności współobywateli o innych poglądach i zatrzaskiwanie im wspomnianej furtki przed nosem.
Od tej furtki właśnie odbijają się grupy mniejszościowe, bezskutecznie szukając wytrychów. Ich dorabianiem zajmuje się między innymi organizacja Amnesty International, z której zbiorów pochodzi moja Nie-boska Książka.
Szukajcie a znajdziecie
Ostatnia Lektura z powodzeniem mogłaby dopisać na okładce: "bestseller". Przyciągający uwagę, kontrowersyjny tytuł sprawia, że do ostatniej minuty otwarcia Biblioteki cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem Czytelników.
-Wierzę w Boga, w to, że stworzył mnie taką, jaką jestem – przyznaje szczerze, wręczając mi ulotkę grupy chrześcijańskiej, do której należy. - Nie wierzę za to w dogmat o nieomylności papieża. Kościół w swojej historii niejednokrotnie zmieniał stanowisko wobec wielu spraw, jak prawa kobiet czy odkrycia naukowe.
Prezentując swoje poglądy, imponuje rozległą wiedzą, dotyczącą znajomości Starego i Nowego Testamentu oraz różnych, często sprzecznych, interpretacji jego fragmentów. Takim wykształceniem może pochwalić się niewielki odsetek pielgrzymujących co niedzielę na mszę.
-Uważam, że większym wykroczeniem przeciw Bogu byłoby oszukiwanie Go, poprzez udawanie tego, kim się nie jest i krzywdzenie w ten sposób innych – dodaje z przekonaniem. - Przygodny seks uważam za grzech, ale dlaczego mam wstydzić się aktu bliskości w pełnym miłości i zrozumienia związku?
Kiedy pokrótce streszcza mi cele swojej wspólnoty, nie mogę oprzeć się podświadomym, nieco ironicznym porównaniom do Inkwizycji albo milicji w czasach PRL-u, kiedy to każdy przejaw religijności był aktem niebezpiecznie niepoprawnym politycznie. Księża, umożliwiający praktykowanie dyskryminowanym wiernym religii chrześcijańskiej, pozostają anonimowi, gdyż za swoją działalność mogliby zostać ukarani przez hierarchów kościelnych.
-Pragniemy połączenia z Kościołem. Nie chcemy walczyć, szukać innych dróg, ale jesteśmy do tego zmuszani, choć nie robimy nic złego – na poparcie swoich słów objaśnia mi wybrane fragmenty z Biblii, rzuca też tytuły paru publikacji naukowych i teologicznych. - Dlaczego tu jestem? Poprzez Żywą Bibliotekę mogę kształtować czyjś światopogląd, skonfrontować krzywdzące slogany z rzeczywistością. Nie raz jestem pierwszą osobą homoseksualną, którą dany Czytelnik spotyka.
Ostatnia Lektura z powodzeniem mogłaby dopisać na okładce: "bestseller". Przyciągający uwagę, kontrowersyjny tytuł sprawia, że do ostatniej minuty otwarcia Biblioteki cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem Czytelników.
-Wierzę w Boga, w to, że stworzył mnie taką, jaką jestem – przyznaje szczerze, wręczając mi ulotkę grupy chrześcijańskiej, do której należy. - Nie wierzę za to w dogmat o nieomylności papieża. Kościół w swojej historii niejednokrotnie zmieniał stanowisko wobec wielu spraw, jak prawa kobiet czy odkrycia naukowe.
Prezentując swoje poglądy, imponuje rozległą wiedzą, dotyczącą znajomości Starego i Nowego Testamentu oraz różnych, często sprzecznych, interpretacji jego fragmentów. Takim wykształceniem może pochwalić się niewielki odsetek pielgrzymujących co niedzielę na mszę.
-Uważam, że większym wykroczeniem przeciw Bogu byłoby oszukiwanie Go, poprzez udawanie tego, kim się nie jest i krzywdzenie w ten sposób innych – dodaje z przekonaniem. - Przygodny seks uważam za grzech, ale dlaczego mam wstydzić się aktu bliskości w pełnym miłości i zrozumienia związku?
Kiedy pokrótce streszcza mi cele swojej wspólnoty, nie mogę oprzeć się podświadomym, nieco ironicznym porównaniom do Inkwizycji albo milicji w czasach PRL-u, kiedy to każdy przejaw religijności był aktem niebezpiecznie niepoprawnym politycznie. Księża, umożliwiający praktykowanie dyskryminowanym wiernym religii chrześcijańskiej, pozostają anonimowi, gdyż za swoją działalność mogliby zostać ukarani przez hierarchów kościelnych.
-Pragniemy połączenia z Kościołem. Nie chcemy walczyć, szukać innych dróg, ale jesteśmy do tego zmuszani, choć nie robimy nic złego – na poparcie swoich słów objaśnia mi wybrane fragmenty z Biblii, rzuca też tytuły paru publikacji naukowych i teologicznych. - Dlaczego tu jestem? Poprzez Żywą Bibliotekę mogę kształtować czyjś światopogląd, skonfrontować krzywdzące slogany z rzeczywistością. Nie raz jestem pierwszą osobą homoseksualną, którą dany Czytelnik spotyka.
Księgi Zakazane
Już w tramwaju rozglądam się po niezapisanych twarzach ludzi wokół. Porządkując w myślach chaotycznie rozrzucone akapity, zdaję sobie nagle sprawę, że otaczają mnie Książki. Pożółkłe kartki i bogate zdobione okładki ukrywają treści, których same nie podejrzewają.
Także w literaturze panuje dyskryminacja. Pozycje niewygodne, nieprawomyślne wciąż trafiają na społeczny Indeks Ksiąg Zakazanych – ironizuje cicho, obserwując młodego mężczyznę pogrążonego w lekturze "Metra".
Muszę głębiej zbadać współczesny drugi obieg.
Już w tramwaju rozglądam się po niezapisanych twarzach ludzi wokół. Porządkując w myślach chaotycznie rozrzucone akapity, zdaję sobie nagle sprawę, że otaczają mnie Książki. Pożółkłe kartki i bogate zdobione okładki ukrywają treści, których same nie podejrzewają.
Także w literaturze panuje dyskryminacja. Pozycje niewygodne, nieprawomyślne wciąż trafiają na społeczny Indeks Ksiąg Zakazanych – ironizuje cicho, obserwując młodego mężczyznę pogrążonego w lekturze "Metra".
Muszę głębiej zbadać współczesny drugi obieg.
