
Pokazywanie umierania z całą jego ohydną fizjologią wyzwala u widzów rozmaite emocje: wstręt, gniew, lęk, współczucie, smutek. Eksponowanie cieczy i mazi, które w niekontrolowany sposób wydziela z siebie źle funkcjonujący organizm daje przewagę pierwszej z wymienionych reakcji. Epatowanie okropnością nieuleczalnej choroby może służyć jej oswajaniu, może też tworzyć kontekst dla innych opowieści. Ivo van Hove, jak sądzę, miał ten drugi zamysł. Zajmująca połowę spektaklu sekwencja scen zakończonych spektakularnym zgonem stanowiła niejako tło dla kilku scen obyczajowych. Interakcje kobiet z mężami i kochankiem, sióstr, a nawet zmarłej z przyjaciółką przepełnione były konfliktem, szukaniem zrozumienia, lecz także agresją. Pytanie, po co to wszystko nie znalazło jednak oczywistej odpowiedzi.
Szepty i krzyki, reż. Ivo van Hove. Toneelgoep Amsterdam, Holandia. VIII Międzynarodowy Festiwal Teatralny Dialog, Wrocław.
