
Obydwa spektakle zostały starannie wyreżyserowane i znakomicie zagrane. Z pasją wcielił się w rolę reżysera (a w „Personie” – w męża, tego samego Henryka Voglera) Gijs Scholten van Aschat. Świetnie odegrała nieco manipulującą i kurczowo trzymającą się życia aktorkę, a także milczącą matkę, subtelnie, samą mimiką okazującą uczucia – Marieke Heebink. Zachwyciła też atrakcyjna Gaite Jansen w roli aktorki i pielęgniarki, za każdym razem zmysłowej, spragnionej fizycznej miłości (lub ją wspominającej) i emocjonalnej bliskości. Także Narratorka miała na zakończenie coś zabawnego do powiedzenia. Naiwność artystów? No, kto by pomyślał?
