
Starość czeka na nas cierpliwie i doczeka się – to tylko kwestia czasu, o ile będziemy mieli na tyle dużo szczęścia, by jej dożyć. Niedołężność, bolesne choroby, uciążliwa niepełnosprawność, otępienie, demencja – oto możliwe jej towarzyszki. Nie wygląda to dobrze, jednak bardziej odpowiada prawdzie stereotypowej, uproszczonej i domyślnej, niż oddaje różnorodność jednostkowych losów. A właśnie do tych, owszem, fikcyjnych, sięgnęła Krystyna Messner, ożywiając bohaterów „Miłości w czasach zarazy”. Romantyczna historia z happy endem w późnej starości to coś na tyle nietypowego, że wymyka się schematom natychmiastowych spełnień i towarzyszących im dramatów. Cierpliwe kochanie bez jakiejś szczególnej nadziei na spełnienie na tyle jest odległe od naszej współczesnej kultury instant, że młodym zapewne wydaje się bajką. Ale Fermina Daza i Florentino Ariza urodzili się w innych czasach. Niewykluczone też, że zmarli, nakrążywszy się do woli wycieczkowcem, wraz z ich ojcem – Gabrielem Garcią Márquezem.
Hopla, żyjemy! Scenariusz i reżyseria: Krystyna Meissner. Wrocławski Teatr Współczesny we Wrocławiu, Duża Scena.
Spektakl: 3 grudnia 2015
