
Tutaj przypomniała mi się jedna z najlepszych anegdot ever, także związana z muzyką, filmem i motocyklem. Otóż Roman Polański umieścił w swoim największym horrorze reklamę motocykli Yamaha. Japończycy zachwyceni tym faktem wręczyli reżyserowi w ramach podziękowania podobny jednoślad. Podczas jednego z przyjęć w czasie promocji „Dziecka Rosemary” na scenie stał fortepian marki Yamaha. Goszczący na imprezie Polański powiedział obecnemu tam także Krzysztofowi Komedzie, żeby podszedł do fortepianu i coś zagrał, wtedy – jak przekonywał reżyser muzyka – na pewno Japończycy dadzą mu ten instrument. Komeda dał się skusić. Po zakończonym występie przedstawiciel koncernu Yamaha dał kompozytorowi firmową… zapalniczkę.
Tutaj przypomniała mi jedna z najlepszych anegdot, jakie słyszałem, także związana z muzyką, filmem i motocyklem. Otóż Roman Polański umieścił w swoim największym horrorze reklamę motocykla Yamaha. Japończycy zachwyceni tym faktem wręczyli reżyserowi w ramach podziękowania podobny jednoślad. Podczas jednego z przyjęć w czasie promocji „Dziecka Rosemary” na scenie stał fortepian marki Yamaha. Goszczący na imprezie Polański powiedział obecnemu tam także Krzysztofowi Komedzie, żeby podszedł do fortepianu i coś zagrał, wtedy – jak przekonywał muzyka reżyser – na pewno Japończycy dadzą mu ten instrument. Komeda dał się skusić. Po zakończonym występie przedstawiciel koncernu Yamaha dał kompozytorowi firmową… zapalniczkę.
Druga część opowieści o czterech kolegach ma przede wszystkim charakter rocznicowy – powstała na dwudziestolecie filmu i siłą rzeczy chłopcy są o szmat czasu starsi. Ale czy są inni? Niewiele się w tym względzie zmieniło, w co trochę trudno uwierzyć. Bohater grany przez McGregora wraca po długiej nieobecności i musi się spodziewać konsekwencji tego powrotu. Jak się okazuje lata nie wyleczyły kumpli, których oszukał, z wściekłości wobec niego i w zasadzie temu „wyrównywaniu rachunków” jest poświęcona druga część filmu. Obraz jest śmieszny, sytuacja bohaterów nadal tragiczna, ale – jak to bywa przeważnie z drugimi, trzecimi czy dziesiątymi częściami – pierwowzór ciężko przebić. Nawet jak poszczególne części łączy ze sobą niewiele elementów, a fabułę buduje się na czymś zupełnie nowym. Tutaj łączników z pierwszą częścią jest bardzo dużo. Mało tego, pojawiają się nawet fragmenty pierwszego filmu, żeby poza głównymi aktorami pokazać silny związek obu części. „Trainspotting 2” jest zrobiony całkiem dynamicznie, wiarygodnie, nie brakuje przezabawnych elementów, takich jak choćby ratujące niebezpieczną sytuację spontaniczne wykonanie piosenki na okoliczność rocznicy jakiejś bitwy, czy bokserskie ambicje Spuda. Pod koniec sprytnie prowadzona całość trochę się rozjeżdża, żeby na sam finał jednak zaskoczyć widza.
