Solowe płyty wydawane przez artystów, którzy zwykle realizują się w grupach często mogą zaskakiwać. No bo nierzadko jest tak, że to co ich jara tak zupełnie prywatnie, jest dalekie od tego, co grają w macierzystych projektach. Nierzadko też takie płyty powstają długo, przez to są bardzo przekrojowe, nierzadko niespójne i, co ciekawe, często przez to są też gorzej odbierane przez fanów i krytykę. Ale ja uważam, że to dobrze. Dobre jest to, kiedy ktoś tworzy coś co jest zupełnie jego. Zespół, jeśli oczywiście nie ma jednego zdecydowanego przywódcy, to zawsze starcie osobowości i różnych fascynacji. W jednych zespołach widać to bardziej, w innych mniej. Ale ostateczność kreacji zawsze wychodzi zespołowa.
Na pewno jest ciekawie. Masa inspiracji która przeziera przez tą płytę jest ogromna. W gruncie rzeczy płyta nie jest zbyt wesoła, ale nie powoduje jakiegoś załamania nerwowego czy popadania w depresję. Płyta jest też w jakiś sposób niepokojąca, trochę skrzypiących syntezatorów mogłoby posłużyć jako podkład do horroru, ale są też utwory, przy których można pokusić się o potańczenie – albo chociaż do rytmicznego stukania stopą.
Płyta nagrywana była przez 5 lat, ale nie odczuwać tego czasu. Nierzadko materiał, który jest tak długo tworzony i nagrywany traci na spójności – tutaj nic takiego się nie dzieje.
Niektóre piosenki zaskakiwały mnie tym, że brzmiały tak, jakby miały się rozkręcić a w końcu jednak się nie rozkręcały – przykładem jest „Forma, Panie Radku”, gdzie czekałem kulminacji i…. się nie doczekałem.
Najbardziej dla mnie ciekawymi kawałkami są poza wspomnianym wyżej „Forma Panie Radku”, minimalowe „Presje”, bardzo niepokojący „Ergonicjusz” no i bardzo rytmiczny, kończący płytę „Dzioing”.
Jeśli lubicie eksperymenty, nie boicie się ciekawych doznań, nie boicie się abstrakcji to jest płyta dla Was. To jest kawał ciekawej muzyki, nagranej z sercem – bo Szymon Danis nagrał tą płytę sam, gościnnie czasem zapraszając na przykład kwartet smyczkowy by coś dograł – ale jest to płyta prawdziwie solowa. Więc jeśli znacie inną twórczość d’, albo chcecie się z nią poznać – warto byście poznali też to co gra sam. Bo naprawdę jest warto.
