Powszechnie wiadomo, że promuje się zieloną energię, są dotacje, państwo podobno do niej dopłaca. Warto poznać, na czym polega wspieranie zielonej energetyki:zwiększa się liczba dotowanych kredytów, a do zielonej energii dopłacają ... konsumenci w rachunkach za prąd.

REKLAMA
Temat energetyki odnawialnej to coś, o czym się dużo słyszy i w prasie dużo mówi, choć wiedza na temat wspierania przez Państwo energetyki odnawialnej nie jest w ogóle powszechna. Warto to wiedzieć, gdyż zgodnie z projektem ustawy o odnawialnych źródłach energii niebawem ma być wspierana każda przydomowa instalacja.
W Polsce wspieranie instalacji produkujących odnawialną energię składa się z trzech elementów:
1) dotacji,
2) preferencyjnych kredytów,
3) dopłat do wyprodukowanej energii w formie tzw. zielonych certyfikatów
Dotychczasowe dotacje wynikają z przyznanych Polsce środków na lata 2007-2013. Były (i są nadal) one rozdysponowywane w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych poszczególnych województw, głównie dotyczą one projektów o wartości poniżej 10 mln zł. Większe inwestycje były dotowane z budżetu centralnego, m.in. przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Bardzo powszechne i relatywnie łatwo dostępne są kredyty preferencyjne i dopłaty do kredytów organizowane przez Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, jednostki podległe NFOŚiGW. NFOŚiGW także udziela kredytów preferencyjnych na większe inwestycje.
Ostatni i najważniejszy element dotowania zielonej energii to system świadectw pochodzenia zwanych zielonymi certyfikatami. Zgodnie z prawem energetycznym sprzedawca energii elektrycznej (tzw. spółka obrotu) na każde 100 MWh sprzedanej odbiorcy końcowemu energii powinien przedstawić do umorzenia zielone certyfikaty odpowiadające energii 10,4 MWh (10,4%). Certyfikaty te może kupić na Towarowej Giełdzie Energii, jeśli tego nie zrobi to będzie musiał zapłacić karę, tzw. opłatę zastępczą. Zielone certyfikaty otrzymują elektrownie odnawialne, które mogą je sprzedać do spółki obrotu za cenę nieco niższą niż opłata zastępcza. Ponieważ produkcja zielonej energii w Polsce jest zdecydowanie niższa niż 10,4%, elektrownie odnawialne nie mają problemów ze sprzedażą certyfikatów, na których zarabiają więcej niż na produkcji energii. Oczywiście cena zielonych certyfikatów jest doliczona do ceny energii sprzedawanej odbiorcy końcowemu i w efekcie płacimy za nie w rachunkach za prąd, z czego bardzo niewielu z nas zdaje sobie sprawę.
W Polsce prowadzona jest wciąż ożywiona dyskusja, jak powinno wyglądać wspieranie energetyki odnawialnej. Większość Europy (i Świata) wspiera źródło odnawialne systemem Feed-in-Tariff (taryf dotowanych) polegających na tym, że elektrownia odnawialna ma zagwarantowaną cenę, po której sprzedaje energię do sieci. W Polsce pozostaniemy przy systemie zielonych certyfikatów (obecny m.in. w Szwecji i Rumunii), zgodnie z opublikowanym przez Ministerstwo Gospodarki projektem ustawy o odnawialnych źródłach energii. Wzorcem innych Państw wysokość wsparcia będzie jednak zależy od rodzaju źródła. Wprowadzono współczynniki korekcyjne określające ile zielonych certyfikatów za wyprodukowanie tej samej ilości energii otrzymają poszczególne źródła. Współczynniki będzie w drodze rozporządzenia określał Minister Gospodarki, niemniej już dzisiaj wiadomo, że silniej niż dotychczas będą wspierane energetyka wodna, fotowoltaika, biogazownie, a słabiej elektrownie wiatrowe.
Ciekawym jest, że projekt ustawy przewiduje specjalne przywileje dla mikroinstalacji (poniżej 40 kW mocy zainstalowanej), czyli bardzo małych instalacji, które będą instalowane głównie na wewnętrzne potrzeby, a nadwyżki energii będą oddawać do sieci. Procedura uzyskiwania pozwoleń na ich eksploatację i przyłączenia będzie znacząco uproszczona, a współczynniki korekcyjne przyznawanych certyfikatów będą jeszcze wyższe niż w przypadku większych instalacji.