Wołyń, Ostatnia Rodzina i Inferno. Taki ot maraton filmowy w dwa dni. Będzie krótko i na temat.
REKLAMA
Ta ocena jest subiektywna. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Wołyń. Czekałem długo na ten film. Oczywiście Smarzowski oznacza niekwestionowaną jakość, Jakubik również, o głównej roli nie wspomnę. Tylko tyle, że ... wbrew wszystkiemu z pewnością nie poprawi on stosunków polsko-ukraińskich. Zdawkowa scena odwetu pod koniec filmu jest wprawdzie ukłonem ku prawdzie ale odebrałem ją tylko jako "kiwnięcie głową" aniżeli wyraźnym "Wybaczamy i prosimy o wybaczenie". Jeżeli ma być zaproszeniem do dyskusji to w moim mniemaniu jednak zbyt jednostronnym.
Inferno. Można sobie darować. Taka podróbka Bonda bez Bonda. Zbyt genialny aktor aby oceniać ten wypadek przy pracy. Choć i ja czasem muszę dla kasy zrobić coś co nie do końca zaspakaja moje ego i wykorzystuje możliwości odtwórcze. Kod był zdecydowanie najciekawszy. Przed zaśnięciem uchroniły mnie tylko głośne efekty.
Ostatnia Rodzina. Przelewanie swoich wizji na płótno z taką łatwością jaką robił to Beksiński nie podlega ocenie - moim zdaniem "geniusz". Znam wiele rodzin, które mógłbym zakwalifikować do kategorii "przeklętych" ale zdecydowanie nie tą. Oczywiście w porównaniu.
Warto zobaczyć ten film ze względu na kreacje aktorskie. Wcale nie uważam, żeby Tomek był przerysowany. Jedynym elementem, który stawia pytanie "Czy ten film musiał powstać?" jest ekcentryzm i choroba Tomka, która pokazuje łatwość i "wytłumaczalność" popełnienia samobójstwa. Na to reaguję alergicznie. Ale przecież to już temat na głębszą dyskusję.
Warto zobaczyć ten film ze względu na kreacje aktorskie. Wcale nie uważam, żeby Tomek był przerysowany. Jedynym elementem, który stawia pytanie "Czy ten film musiał powstać?" jest ekcentryzm i choroba Tomka, która pokazuje łatwość i "wytłumaczalność" popełnienia samobójstwa. Na to reaguję alergicznie. Ale przecież to już temat na głębszą dyskusję.
