
... czyli dobra literatura obyczajowa z wątkiem romansowo-kryminalnym
REKLAMA
Sarah Waters – „Za ścianą”
Pierwsze zdanie: „Barberowie zapowiedzieli, że będą przed trzecią.”
O Sarah Waters słyszałem wcześniej same pozytywne opinie. Od jakiegoś już czasu mam też na półce „Pod osłoną nocy” jej autorstwa, ale od przeczytania tej książki czy też wychwalanej pod niebiosa „Złodziejki” powstrzymywała mnie podświadomie opinia, że to jednak pisarka tworząca głównie dla płci pięknej – mocno romansowe historie, miłość lesbijska, te sprawy. Uległem więc płytkiemu uprzedzeniu klasycznego męskiego knura-szowinisty. Jak się okazało niepotrzebnie.
Do zmierzenia się z solidną cegłą (grubo ponad 600 stron) jaką jest „Za ścianą” skłonił mnie wreszcie zapowiadany szumnie, konkretny wątek kryminalny. Zacząłem więc czytać i choć wspomniana warstwa kryminalna pojawia się mniej więcej dopiero gdzieś od połowy książki, wsiąkłem w tę historię bez reszty.
Do zmierzenia się z solidną cegłą (grubo ponad 600 stron) jaką jest „Za ścianą” skłonił mnie wreszcie zapowiadany szumnie, konkretny wątek kryminalny. Zacząłem więc czytać i choć wspomniana warstwa kryminalna pojawia się mniej więcej dopiero gdzieś od połowy książki, wsiąkłem w tę historię bez reszty.
Akcja powieści dzieje się w Wielkiej Brytanii po I wojnie światowej (1922 r.). Przedmieścia, dobra dzielnica, porządny dom (kiedyś ze służbą), a w nim osamotnione panie Wray, córka z matką – bracia/synowie zginęli na wojnie, ojciec/mąż zmarł pozostawiając wstydliwe długi. Żeby jakoś związać koniec z końcem kobiety decydują się jeszcze bardziej obniżyć swój status klasowy i wynająć pokój młodemu małżeństwu, państwu Barberom - ludziom z niższych sfer. Początkowy sztywny dystans wobec lokatorów oraz liczne niezręczności związane z ich pojawieniem się w opustoszałym domostwie, z czasem zmieniają się w co raz mocniejsze zaciekawienie i fascynację, którą odczuwa główna bohaterka „Za ścianą”, 26-letnia Frances Wray. Frances, która przez takie a nie inne okoliczności przejęła funkcje służby, opiekuje się matką, dogląda domu, gotuje, sprząta i ma niewiele czasu dla siebie samej. Rozbudza jednak w sobie pragnienie innego, lepszego, pełniejszego życia, w którym powinno być również miejsce na miłość...
„(...) zabrała się do podłogi w holu. Używała tylko octu, mydło zostawiało smugi na czarnych kafelkach. Najpierw należało zruszyć brud wodą, a następnie przejechać wyżętą szmatą. Proszę! Ależ te kafle pięknie błyszczały. Naturalnie zaraz blask zgaśnie, ale było mu to pisane. Grunt to cieszyć się jego trwaniem i nie troszczyć się o drobiazgi. Była młoda, silna, zdrowa. Miała... co takiego miała? Drobne przyjemności takie jak ta. Małe kuchenne triumfy. Papieros pod koniec dnia. Środowe kino z matką. Regularne wyprawy do miasta. Owszem, czasem dopadał ją niepokój, ale doświadczał go każdy. Zdarzały się tęsknoty, pragnienia... Ale dotyczyły głównie spraw cielesnych, a ona nie miała w tym względzie uprzedzeń rodem z minionej epoki.”
Nie chcę zdradzać co się będzie działo dalej, żeby nie psuć przyjemności tym, którzy zdecydują się na lekturę tej książki. Napiszę tylko, że mniej więcej od połowy, fabuła wciągać będzie jeszcze bardziej niż obyczajowo-romansowe rozwinięcie, a to za sprawą kilku zaskakujących zwrotów akcji oraz udanemu budowaniu napięcia, które będzie systematycznie rosło do samego końca. Trzeba przyznać, że z tej brytyjskiej autorki rzeczywiście jest niezła macherka od literek. Jeśli chodzi o samą prezentowaną historię i jej konstrukcję, wszystko przemyślane jest tu od początku do końca i zapięte na ostatni guzik niczym w wiktoriańskiej sukni.
Zachwyca zwłaszcza tło powieści przedstawione z niesłychaną dbałością o najmniejsze nawet detale. Mamy zatem wierny obraz, znajdującej się akurat w okresie schyłkowym, epoki wiktoriańskiej - zaczynają się bowiem powojenne przemiany społeczne z budzącym się wyzwoleniem obyczajów i samych kobiet na czele. Autorka z pietyzmem oddaje nie tylko realia życia tamtych czasów, ale także ważne dla nich zagadnienia, od wspomnianych już podziałów klasowych, poprzez nierówność płci po trudną sytuację weteranów wojennych.
Do tego mamy świetnie skonstruowane, barwne postaci - bardzo emocjonalne i z bogatą psychologią (zwłaszcza z rozłożoną na czynniki pierwsze Frances). A przede wszystkim nieśmiertelny zestaw - nieszczęśliwa miłość i mroczna zbrodnia, który jeśli trafi jako temat przewodni pod pióro dobrego fachowca, nie musi wcale stać się kolejną opowiastką jak spod sztancy charakterystycznej dla czytadeł bez polotu.
I tak też dzieje się w tym wypadku. „Za ścianą” to kawał wciągającej, napisanej w sposób bardzo klasyczny, powieści obyczajowo-psychologicznej-historycznej, z mocnym wątkiem romansowo-kryminalnym. To dobra literatura na wysokim poziomie i na pewno nie tylko dla kobiet.
I tak też dzieje się w tym wypadku. „Za ścianą” to kawał wciągającej, napisanej w sposób bardzo klasyczny, powieści obyczajowo-psychologicznej-historycznej, z mocnym wątkiem romansowo-kryminalnym. To dobra literatura na wysokim poziomie i na pewno nie tylko dla kobiet.
Aktualnie czytam:
