
…czyli dwa thrillery i zbiór opowiadań noir
REKLAMA
Donato Carrisi – „Hipoteza zła”
Pierwsze zdanie: „Sala numer trzynaście państwowej kostnicy przeznaczona była dla tak zwanych „uśpionych”.”
„Hipoteza zła”, która jest drugim tomem serii z Milą Vasquez (policjantka pracująca w sekcji osób zaginionych tzw. „Przedpieklu”) była moim pierwszym spotkaniem z jej twórcą, popularnym we Włoszech, ale także docenianym w Europie Carrisim. Na szczęście nieznajomość pierwszej części cyklu pt. „Zaklinacz” jakoś specjalnie nie przeszkadza w lekturze „Hipotezy” mimo przewijających się tu i ówdzie nawiązań do tego co było wcześniej.
Fabuła tocząca się w mieście bez właściwości, które może być wszędzie, dotyczy ludzi, którzy z różnych przyczyn zapragnęli zniknąć i zrezygnować z dotychczasowego życia, a którzy po latach ujawniają ciemną stronę swojej osobowości. Wszystko zaczyna się od nietypowego zabójstwa rodziny pewnego biznesmena – morderca pozostawia przy życiu najmłodszego członka familii, jak gdyby nic robi mu śniadanie po czym każe zadzwonić na policję i poinformować nie tylko o samej zbrodni ale także, z imienia i nazwiska, kto za nią opowiada. Wydawca reklamuje na okładce, że to thriller klimatem nawiązujący do „Siedem” oraz „Milczenia owiec” i rzeczywiście coś w tym jest, bo to historia mega mroczna, klimatyczna oraz pokręcona. Spokojnie jestem sobie w stanie wyobrazić dobry film na podstawie tej książki. Mam jednak jedno zasadnicze ale – fabuła jest trochę przekombinowana. Zbyt dużo w niej przesadnego skupienia na samym problemie i nadmiernym jego teoretyzowaniu czy też psychologizowaniu, co niestety ciut obija się zwłaszcza na budowaniu napięcia. Kiedy to już rośnie i trzyma czytelnika za gardło, autor daje mu zwolnić chwyt serwując nieco wydumane wstawki. I tak do kolejnego zrywu. Za to brawa za liczne zwroty akcji i sam pomysł, który naprawę robi wrażenie.
Reasumując, mimo pewnego niedosytu o stracie czasu nie ma mowy, bo jest to kawał rzetelnej rozrywki z dreszczykiem, a w dodatku książka wciąga. Zresztą spodobała mi się na tyle, że na półce czeka już „Zaklinacz”, bo jak mówi jeden z bohaterów Carrisiego:
„My tu, w Przedpieklu, nie polujemy na złodziei ani na morderców, naszym wrogiem jest pustka, a na nią składają się powietrze i mrok. Im dłużej się w nią wpatrujesz, tym bardziej wydaje ci się prawdziwa. Połyka ludzi i już ich nie oddaje; lub przynajmniej nie takimi, jakimi byli przedtem.”
Różni autorzy (pod redakcją Julii Goumen i Natalii Smirnowej) – „Petersburg noir”
Pierwsze zdanie: „Wstawać orły!”
Kolejna odsłona ciekawej serii opowiadań dziejących się w różnych miastach świata i utrzymanych w gatunku noir ukazuje nam drugie po Moskwie miasto w Rosji, Petersburg. Tom dotyczący Wenecji Północy co prawda nie przebija w moim prywatnym rankingu tego o stolicy Kraju Rad, ale plasuje się tuż za nim. Jak to już bywało w innych odsłonach serii, nie wszystkie ze zgromadzonych tu 14 tekstów są stricte kryminalne ale to zupełnie nie przeszkadza, bo ta różnorodna całość trzyma równy i trzeba przyznać całkiem wysoki poziom.
Wyróżniają się przede wszystkim cztery opowiadania. Otwierający książkę pełen czarnego humoru, „Dzień próby” Andrieja Kiwinowa, gdzie para policjantów jedzie do denata, który udławił się pielemieni. To bezsprzecznie gotowy scenariusz na porywającą filmową nowelę. Poza tym niepokojącą i najbardziej noir „Pijaną przystań” Leny Ełtang, o kasiarzu który obrabiając antykwariat zabija jego właściciela, a potem ukrywa się na opuszczonej łodzi i znajduje w przeręblu ciało. A także „Krople cudzej krwii” Andrieja Rubanowa o pisarzu w specyficznej podróży i „Szybki nurt” Anny Sołowiej o równie specyficznej parze zakochanych.
To co mi się szczególnie podoba w tym zbiorze to jego spójny, chyba najbardziej miejski, z dotychczasowo wydanych tomów, charakter i udanie oddany niepowtarzalny klimat Petersburga, który za fasadą swej niewątpliwej atrakcyjności skrywa ciemne i ponure oblicze. Najlepiej odmalowuje to jeden z bohaterów opowiadania „Upiór w operze na zawsze” Julii Biełomlińskiej:
„Całe to wasze tutejsze życie to jebana dostojewszczyzna! (…) Niby tu jest pięknie, Aniu, ale co to za pochrzanione piękno? To sama zgnilizna, ten pieprzony Piter gnije, rozumiesz… Gnije tak samo jak Wenecja… Ale Wenecja gnije w cywilizowany sposób, a ten Bękart Pojebanej Fantazji gnije samowolnie w przestrzeniach Północy.”
Solidna rzecz, która nie tylko przeraża i rozbawia, ale także broni się literacko.
Jorge Zepeda Patterson – „Skorumpowani”
Pierwsze zdanie: „W pierwszym odruchu chciała poprawić zadartą spódnicę i zasłonić biodra, ale sznur wokół jej nadgarstków to uniemożliwił.”
Książka, którą w tym trzypaku oceniam najwyżej to thriller w interesujący sposób opisujący polityczne realia współczesnego Meksyku. Osią fabuły jest tu próba wyrachowanego „wykończenia” ministra spraw wewnętrznych niejakiego Augusto Salazara. To postać wzorowana na Camilo Mourino (w rzeczywistości zginął w katastrofie samolotu) również ministrze i prawej ręce byłego prezydenta Felipe Calderona. Patterson, który jest znanym w Meksyku dziennikarzem, przy opisie tamtejszej klasy politycznej, skandali przez nią wywoływanych czy tez przy analizie skomplikowanych procesów historycznych wykorzystał swoje własne doświadczenia. Większość przedstawionych w książce sytuacji znajduje więc swe odzwierciedlenie w rzeczywistości. I to jest tu najbardziej wciągające i ciekawe.
„Degradacja polityczna tego kraju wynikała w znacznej mierze z faktu, że w górę pieli się tacy nieudacznicy jak obecny tu zachłanny grubas, pomyślał Jaime. Ot, ślepy król w krainie kulawych, bez krztyny kultury politycznej, którego jedyną zasługą było to, że okazał się wystarczająco głupi, by nie stwarzać zagrożenia przemyślnemu poprzednikowi.”
A jak wiadomo życie w Meksyku do spokojnych i łatwych nie należy.
„Każdego dnia w Meksyku narcos dokonują egzekucji średnio trzydziestu osób, czyli dwanaście tysięcy ludzi traci życie w ciągu jednego roku. Rząd po prostu nie jest w stanie powstrzymać karteli.”
Po tym niebezpiecznym świecie, w którym skorumpowani politycy nieustannie piorą rozmaite brudy i knują jak tu dobrać się do swoich konkurentów, tocząc niekończące się zakulisowe rozgrywki (kłania się „House of Cards”) oprowadza czytelnika czwórka udanie sportretowanych głównych bohaterów i jednocześnie przyjaciół. Jedyna w towarzystwie kobieta, Amelia, jest przewodniczącą PRD głównego ugrupowania opozycyjnego. Tomas to upadły dziennikarz, który daje się podejść jak dziecko i rozpętuje całą aferę związaną z brutalnym morderstwem popełnionym na znanej aktorce Pameli Dosantos, mającym trafić rykoszetem w Salazara. Żyjący poza światem brudnej polityki spokojny i poukładany wykładowca na uniwersytecie Mario zostanie wplątany w cały to bagno przez swojego syna Vidala, zdolnego hakera. I jest jeszcze Jaime, najbardziej tajemnicza i niejednoznaczna postać w tym gronie.
„Skorumpowani” to idealnie skompilowana bezpretensjonalna proza, w której znalazło się miejsce na odwzorowanie meksykańskiej sceny politycznej i mechanizmów jej działania, brutalne zbrodnie a nawet wątek miłosny.
Aktualnie czytam:
