…czyli cyklu z komisarzem Wistingiem odsłona kolejna

REKLAMA
Jørn Lier Horst – „Szumowiny”
logo
Pierwsze zdanie: „Centrala operacyjna policji w Tønsber przyjęła zgłoszenie we wtorek 22 czerwca o godzinie 9:32.”
Gdy jesteś miłośnikiem kryminałów i bierzesz do ręki książkę, na której okładce widzisz nazwisko Jørn Lier Horst, myślisz od razu realizm i jeszcze raz realizm. Jest bowiem więcej niż pewne, że każda kolejna część cyklu o komisarzu Wistingu autorstwa tego norweskiego pisarza będzie niezwykle rzetelna i drobiazgowa jeśli chodzi o przedstawienie, często bardzo mozolnej, pracy policyjnej. Do tego Horst przyzwyczaił już swoich czytelników kilka tomów temu.
Pewnym problemem może być natomiast sama zagadka kryminalna i napięcie z nią związane. Ta pierwsza może nie być dość ciekawa, a tego drugiego może nie być wcale. Niestety, tak było choćby w „Poza sezonem” tegoż autora. Na szczęście „Szumowiny” nie powielają tych błędów. Ba, póki co to jest zdecydowanie najlepsza część cyklu. Oczywiście spośród tych, które dotychczas ukazały się po polsku (niestety, bez zachowania kolejności chronologicznej, o co żal do wydawnictwa Smak Słowa ma chyba każdy fan Wistinga).
Horst zazwyczaj typowo kryminalną fabułę okrasza różnymi wątkami społecznymi. W „Szumowinach” będzie to powrót do tej dość wstydliwej karty norweskiej historii czyli współpracy z Niemcami podczas II wojny światowej. Autor zastanawia się nad moralnością ludzi, którzy podczas okupacji niemieckiej bogacili się na cudzym nieszczęściu.
Drugi wątek społeczny, jeszcze dokładniej przedstawiony niż ten pierwszy, dotyczy z kolei programu resocjalizacji więźniów w Norwegii. Chodzi o to jak sam pobyt w więzieniu i odbywanie kary ma wpływ na osadzonych. Jak to odbija się później na ich życiu już na wolności? Czy bez problemów mogą wrócić do funkcjonowania w społeczeństwie? Ten wątek poznajemy dzięki Line, córce Wistinga, która w ramach swego kolejnego dziennikarskiego zadania przeprowadza wywiady z byłymi przestępcami. Oczywiście śledztwo prowadzone przez samego Wistinga oraz praca wykonywana przez Line z czasem zaczną się zazębiać – to już u Horsta tradycja.
logo
Jorn Lier Horst Foto: Marius Batman Viken
A czego dotyczy samo śledztwo? Otóż w nadmorskim miasteczku Stavern dochodzi do makabrycznych zdarzeń – morze wyrzuca na plażę odcięte ludzkie stopy. Co ważne wyłącznie lewe stopy i należące do różnych osób. Będzie ich cztery w ciągu tygodnia. Okaże się też, że ma to jakiś związek z zaginięciem kilku seniorów z pobliskiego domu spokojnej starości. Wisting będzie musiał cofnąć się w głąb przeszłości aby dowiedzieć się o co tu tak naprawdę chodzi.
„Wisting nigdy nie miał problemów z motywacją. Wykonywał pracę pchany wewnętrznym motorem. Nie interesowały go pochwały ani wyższy status społeczny, nie bał się krytyki. Szukanie odpowiedzi było wystarczającą motywację. Walka o sprawiedliwość. Poczucie, że naprawia krzywdę, przywraca równowagę, a na końcu poczucie satysfakcji, że osiągnęli cel, który sobie postawili. Im odleglejszy wydawał się ten cel, tym większą miał motywację.”
Jak to u Horsta akcja będzie się rozkręcać powoli, systematycznie pojawiać się będą nowe wątki i poszlaki, sprawa zacznie się coraz bardziej gmatwać a wątpliwości narastać. Misterna tym razem intryga poprowadzona jest bez jakiegokolwiek zarzutu. Przede wszystkim napięcie stopniowo rośnie i co najważniejsze utrzymuje ten trend do samego finału. Poza tym płynnie się to czyta z uwagi na przystępny język i dobrze poprowadzoną narrację. Absolutnie nie ma się do czego przyczepić. Prawdopodobnie jeden z najlepszych kryminałów tego roku.
Aktualnie czytam:
logo