
... czyli najnowsza książka Mariusza Czubaja
REKLAMA
Mariusz Czubaj – „R.I.P.”
Pierwsze zdanie: „Nie przypominał sobie takiego lata.”
Tuż przed tym kiedy wpadł mi w ręce egzemplarz „R.I.P.”, zapowiadany jako połączenie czarnego kryminału z westernem, czytałem wywiad z Mariuszem Czubajem, w którym mówił on, iż od samotnego szeryfa do prywatnego detektywa droga biegnie prosta i krótka. Podobnie jak od Jamesa Fenimore’a Coopera do Raymonda Chandlera - zresztą teza ta powtórzona jest w słowie odautorskim na końcu książki. I jak z twierdzeniem tym nie sposób się nie zgodzić, tak nie bardzo mogłem sobie jakoś wyobrazić jak tu przenieść klimat i reguły Dzikiego Zachodu na nasz rodzimy grunt. W końcu Polska to, jeśli już, raczej Dziki Wschód. Po lekturze „R.I.P.” wiem jednak, że da się to zrobić, i w dodatku z powodzeniem. Czubaj naprawdę popełnił kryminalny western. I do tego w typowo polskich realiach.
Samotnym szeryfem jest tu, znany już z „Martwego popołudnia”, Marcin Hłasko. Były policjant, który jest prywatnym detektywem specjalizującym się w odnajdywaniu osób zaginionych. Zostanie on wynajęty do rozwiązania tajemnicy zniknięcia młodej dziewczyny, ale zlecenie to przyjmie tylko dlatego, że sprawa ta będzie delikatnie łączyć się z zupełnie inną, mającą dla niego wymiar osobisty. Mianowicie, zaginięciem ojca Hłaski sprzed kilkudziesięciu lat.
I tak główny bohater trafi na Mazury, a dokładnie do Starych Kiejkut (gdzie agenci CIA mieli przesłuchiwać terrorystów – ten wątek też pojawia się w książce) i w okolice Szczytna. Region ten będzie właśnie odgrywał, i to z powodzeniem, rolę Dzikiego Zachodu. Rządzi nim bowiem, stojący ponad prawem, niejaki Henryk Koenig. Typowy czarny charakter. Człowiek na wskroś zły i porywczy, który używając nomenklatury westernowej najpierw strzela a dopiero później pochyla się nad tym kogo trafił. Wokół niego zgromadzona jest banda przeróżnej maści podwładnych – mniejszych lub większych bandytów czy też informatorów, z psychopatycznym synem zwanym Jaszczurem na czele.
Śledztwo Hłaski będzie więc przebiegało dwutorowo w układzie teraźniejszość (dziewczyna) – przeszłość (ojciec), a autor będzie oba te wątki przeplatał tworząc zmyślną, a co najważniejsze przekonywującą intrygę. Ten twardy realizm, utrzymywany w takiej a nie innej przyjętej konwencji, zasługuje na szczególne uznanie. Zwłaszcza, że fabuła jest w „R.I.P.” dość zagmatwana. Oprócz Koeniga ze świtą i samym Hłaską, przez karty tego kryminału przewija się jeszcze wiele innych postaci mających mniejszy lub większy wpływ na prowadzone dochodzenie. Jest choćby pewien guru dziwnej sekty (Mistrz) czy też najbardziej tajemnicza postać całej książki - samotny,anonimowy mściciel. Ten pojawia się i znika niczym duch, eliminując w brutalny sposób kolejne czarne charaktery. To kolejna postać, która idealnie wpisuje się w tę westernową konwencję. A są przecież jeszcze poszukiwacze skarbu (interesująca wstawka historyczna dotycząca pułkowego złota rosyjskiego generała Samsonowa z 1914 r.), no i konie. Bo jakże mogło być inaczej, western bez koni?!
Do tego mamy jeszcze celnie odmalowane realia współczesnej, małomiasteczkowej Polski - skorumpowana policja, zapijający się dziennikarz itd. Podobnie jak w „Piątym Beatlesie”, swojej poprzedniej książce, Czubaj odnosi się również w fajny sposób do popkultury. Tam była to muzyka rozrywkowa, tu mamy przede wszystkim aluzje do klasyki kina gatunkowego z „15:10 do Yumy” na czele czy też nawiązania do filmów Sergia Leone. Nieźle przedstawione są także emocjonalne rozterki Hłaski, jego przemiana i rys psychologiczny. W ogóle podczas czytania odnosiłem wrażenie, że z rozdziału na rozdział główny bohater staje się coraz bardziej ostry i nieobliczalny. Zanurzony w otaczające go z każdej strony zło, sam staje się mroczną postacią.
Wszystko to podane jest nie tylko z dużym wyczuciem, ale także podobną dynamiką. Akcja zasuwa do przodu w szalonym tempie, ciągle coś się dzieje, a i trup ściele się gęsto. Nie mówiąc już o tym, że autor nie pogardza również suspensem. Język też jest jak najbardziej odpowiedni dla tego gatunku – prosty i plastyczny. „R.I.P.” raczej się połyka niż z pietyzmem czyta. W ogóle nie za bardzo jest się tu do czego przyczepić. Co specjalnie nie dziwi, bo w końcu Mariusz Czubaj to profesor antropologii kultury i wybitny specjalista od tego rodzaju literatury. Razem z Wojciechem Chmielarzem tworzą dla mnie obecnie parę dwóch najlepszych autorów na polskiej scenie kryminalnej. Podsumowując - kawał dobrze skonstruowanej, pierwszorzędnej, gatunkowej rozrywki. Czytać.
Aktualnie czytam:
