
Tradycja inwestowania w kulturę i sztukę sięga początków państwowości USA i systematycznie się w tym kraju rozwija. Przemysł kreatywny jest w Stanach Zjednoczonych na tyle istotny, że stał się mocnym elementem budowania innowacyjnej gospodarki. Warto się zastanowić, czy także i my nie moglibyśmy wykorzystać tego wielowymiarowego potencjału i tak finansować sztukę, by nadal funkcjonowała nie tylko na rzecz rozwoju społecznego i promocji kraju, ale by – zarabiając na siebie – mogła się szybciej rozwijać.
REKLAMA
Zapewne każdy słyszał o teatrach na Broadway’u i wystawianych tam sztukach. To właśnie Amerykanie jako pierwsi stworzyli na nowojorskim Manhattanie miejsce, gdzie finansowane przez biznes wydarzenia artystyczne mają generować zysk i pomnażać zainwestowany kapitał. Dziś przemysł związany ze sztuką teatralną w samym Nowym Jorku to kilkaset milionów USD rocznie, a poziom artystyczny wystawianych na deskach nowojorskich teatrów spektakli to światowa ekstraklasa.
Analogiczny mechanizm działania charakteryzuje amerykański przemysł filmowy – słynne Hollywood. Jeżeli wyprodukowany tam film nie osiągnie kilkudziesięciu milionów dolarów zysku, to uznaje się go za finansową klapę. Warto jednak podkreślić, że mimo iż tak rygorystyczne finansowe kryteria decydują o powstaniu olbrzymiej liczby filmów komercyjnych o niskiej wartości artystycznej, to kinematografia amerykańska tworzy także obrazy ambitne, na bardzo wysokim poziomie przekazu artystycznego, które stanowią klasę samą w sobie. Podkreślmy także prężny amerykański rynek gier komputerowych, będący filarem rozwoju sektora teleinformatycznego i nowoczesnych technologii, który stał się elastycznym buforem, a słynna Dolina Krzemowa dość bezboleśnie przeszła przez ostatni kryzys finansowy. Warto zaznaczyć, że wzorem światowych liderów – również w Polsce obserwujemy sukcesy związane z branżą gier.
Tylko w 2014 roku Totalizator Sportowy zgodnie z zapisami ustawy o grach hazardowych przekazał na fundusze celowe związane z kulturą ponad 150 mln złotych. To niewątpliwie duże kwoty, rodzi się jednak pytanie, czy aby wynieść kulturę i sztukę na wyższy poziom artystyczny wystarczy finansowanie z samych tylko dotacji? Paryski Luwr, hiszpańskie Prado, londyńskie British Museum – każdy o nich słyszał, ale czy mamy świadomość, ile na swoich muzeach zarabiają Francuzi, Hiszpanie i Brytyjczycy? My co prawda mamy swoje perełki jak Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Historii Żydów Polskich, Muzeum Narodowe w Warszawie czy Zachęta, jednak to nadal wciąż za mało, by mówić o sektorze muzealniczym na poziomie światowym jako całości.
Inwestycja w kulturę i sztukę nie musi oznaczać jej komercjalizacji, może jednak stanowić silny i pozytywny czynnik wpływający na inne sektory gospodarki. Naszym celem powinno zatem być dynamiczne podążanie w tym właśnie kierunku, bo mamy tu co nadrabiać.
***
Autorka jest Dyrektorką PR i Komunikacji Totalizatora Sportowego
Autorka jest Dyrektorką PR i Komunikacji Totalizatora Sportowego
