Suzanne Collins
Gregor i niedokończona przepowiednia
Suzanne Collins Gregor i niedokończona przepowiednia Wydawnictwo IUVI

„Igrzyska śmierci” wersja dla dzieci? Wydawałoby się, że to skojarzenie jest ze sobą sprzeczne, a jednak nie mogło wyjść nic lepszego z tej mieszanki.

REKLAMA
Gregor ma życiowego pecha, chciałby pojechać na obóz letni, jednak musiał zrozumieć, że ktoś musi zaopiekować się babcią i jego młodszą siostrzyczką. Gregor bowiem od ponad dwóch lat czeka na ojca, który pewnego dnia po prostu zniknął. To poczucie obowiązku odbiera mu całą radość życia, wydawać by się mogło, że nic, co interesujące nie spotka już chłopca. Dlatego Gregor nie może pojąć losu, który rzucił go pewnego dnia do nieznanej i tajemniczej krainy.
Nie jest to niestety podróż czysto rozrywkowa, Gregor ląduje tam z dwuletnią siostrą, Margaret. I to prosto do świata, gdzie nietoperze i karaluchy są wielkości samochodów. Szybko dowiaduje się, że aby wrócić do domu, będzie musiał wypełnić Niedokończoną Przepowiednię, a za omyłkę może zapłacić życiem…
„Gregor i Niedokończona Przepowiednia” to debiut Suzanne Collins, powieść otwierająca pięciotomowe „Kroniki Podziemia” o świecie istniejącym pod Nowym Jorkiem pełnym niebezpieczeństw czyhających na każdym kroku. Teoretycznie to książka dla dzieci 9+, jednak i starsi czytelnicy znajdą coś dla siebie. Zwłaszcza na szukaniu podobieństw do „Igrzysk śmierci”, których rzeczywiście jest sporo. Coś mi mówi, że Collins podobnie jak J.K.Rowling czy George Martin lubi zabijać swoich bohaterów.
Z motywem śmierci mam pewien problem. Z jednej strony nie da się go wyrzucić z powieści dla dzieci – choć część autorów czy to filmów animowanych czy książek z powodzeniem to robią – z drugiej nie do końca jestem za tym, by opisy śmierci pojawiały się przy w czymś przeznaczonym dla odbiorcy 9+. Nawet jeśli byłyby to opisy śmieci zwierząt, co w najmniejszym stopniu nie łagodzi problemu. Owszem, nawet w „Bambim” została pokazana śmierć rodzica, ale konsekwentnie od kilku lat twórcy unikają tematu, którego nie sposób jest przekazać dzieciom bez wtargnięcia w ich psychikę. Teraz śmierć zastępuje choroba, nie przypuszczam jednak, by pokolenie Collins wychowywało się na książkach o babci chorej na Alzheimera. „Gregor i Niedokończona Przepowiednia” sadowi się gdzieś pośrodku – śmierć jest obecna, a zarazem pokazana jest choroba – babcia – czy zniknięcia jednego rodzica – tata.
Wątpliwości przez rozpoczęciem lektury „Gregora i Niedokończonej Przepowiedni” może być sporo. W końcu jej nazwisko kojarzy się nieodmiennie z Głodowymi Igrzyskami. A jednak Suzanne Collins napisała powieść idealnie wczuwając się w klimat wykreowanego świata i potrzeby młodszego czytelnika. Co w sumie nie jest niczym zaskakującym, biorąc pod uwagę, że nim napisała swój debiut, przez lata pracowała dla stacji Nickelodeon jako scenarzystka, tworząc takie bajki jak „Szczenięce lata Clifforda” czy „Małego Misia”, za którego była nominowana do nagrody Emmy.
Choć zasadniczo uciekam od porównywania książek do innych ze względu na temat czy autora, to przy czytaniu „Gregora i Niedokończonej Przepowiedni” nie mogłam ich uniknąć. Ta powieść kojarzy mi się nieodmiennie z nowojorską wersją „Alicji w Krainie Czarów” – a za sprawą inspiracji nią podobno powstały „Kroniki Podziemia” – oraz z dziecięcymi „Igrzyskami Śmierci” – trylogią, którą Suzanne Collins napisała pięć lat po swoim debiucie. Te dwa literackie skojarzenia dobrze oddają klimat „Gregora i Niedokończonej Przepowiedni”.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?