
Książek o pijaństwie napisano wiele. Nic dziwnego, to jedna ze słabości współczesnego człowieka, nałóg, który zniewala fizycznie i psychicznie, walka, zwłaszcza zwycięska daje ludziom nadzieje na to, że nic straconego, że im też się uda. Obok tej wychowawczej roli, książki o alkoholizmie pełnią też funkcję odstraszającą. I nikomu chyba nie przyszło do głowy, że można napisać rzecz o beznadziejnym i świadomym marszu ku autodestrukcji.
REKLAMA
W skrócie można powiedzieć, że mamy przed sobą opis jednego wieczoru okresowego alkoholika. Nasz bohater, Stefan, jest dawną gwiazdą rocka. Ustabilizowane konto bankowe, ułożone życie rodzinne tworzą ze Stefana solidną podporę społeczeństwa, zakłócaną cyklicznym, wielodniowym piciem alkoholu. Krzysztof Varga przedstawia nam naszego bohatera właśnie w czasie takiego cyklu.
Utrata portfela, kart kredytowych i telefonu komórkowego. Dla każdego z nas taka strata oznaczałaby problemy. Odzwyczailiśmy się od pamiętania numerów telefonu, trzymania gotówki w mieszkaniu, a bez dokumentów nie jesteśmy w stanie załatwić najprostszej rzeczy. Jednak to, co dla nas będzie w sumie drobnym utrudnieniem, dla nałogowego alkoholika będzie tragedią. Gdzie jest jego towarzyszka życia i jego dzieci? Jak się z nimi skontaktować i skąd wziąć gotówkę, aby uleczyć kaca? Życie każdego z nas zdominowała technika, bez gadżetów dnia codziennego jesteśmy wszyscy bezbronni.
Stefan zmuszony jest do wyjścia z domu i przemierzenia połowy miasta w poszukiwaniu kogoś, kto pożyczy mu pieniądze i będzie znał numery telefonów ludzi, z którymi musi się skontaktować. Marsz przez rozgrzaną upałem Warszawę skacowanego mężczyzny przypomina drogę krzyżową, której celem jest kufel przywracającego życie piwa. Spotkany Prezes uraczy naszego bohatera pożyczką, poczęstunkiem i rozmową na tematy egzystencjalne. Po tym spotkaniu Stefan powinien czym prędzej wrócić do domu i położyć się spać, jednak kierowany logiką alkoholika, zmierza ku nieuchronnemu.
Dalsza wędrówka obfituje w kolejne piwa i kieliszki zmrożonej wódki. Poeta, Docent, Prorok i Intelektualista. Towarzysze rozmowy i wypijanych porcji alkoholu. Usprawiedliwienie w postaci poszukiwania kogoś, kto zna potrzebne mu numery telefonów jest wręcz śmieszne i w niczym nie usprawiedliwia powrotu w ciąg alkoholowy. Wczytując się w rozmowy poznajemy kondycję naszego społeczeństwa, dla którego alkohol wydaje się być mniej lub bardziej złowrogim fetyszem, kojącym gorycz porażki i podkreślającym wagę osiągniętego sukcesu. Pije każdy od kloszarda po prezesa, od studentki po docenta, piją lewacy i prawacy, piją konserwatyści i liberałowie. Dlaczego więc musi nas tak denerwować picie Stefana?
Wydawało by się, że pożyczone pieniądze uratują naszego bohatera, że wieczór ten będzie refleksją nad jego postępowaniem. Tak jednak się nie stało. Ta noc, to noc upokorzeń, z których Stefan nawet nie zdaje sobie sprawy. Najgorsze jednak nastąpi po spotkaniu z tajemniczym Lucjanem.
Wydawało by się, że pożyczone pieniądze uratują naszego bohatera, że wieczór ten będzie refleksją nad jego postępowaniem. Tak jednak się nie stało. Ta noc, to noc upokorzeń, z których Stefan nawet nie zdaje sobie sprawy. Najgorsze jednak nastąpi po spotkaniu z tajemniczym Lucjanem.
Kiedy książka Vargi trafiła w moje ręce pomyślałem, że przesadą jest opisywać jeden wieczór na 500 stronach tekstu. Jednak Varga nie napisał żadnego zdania, które można usunąć z książki bez szkody dla całego tekstu. Cała książka jest monolitem, doskonałym studium beznadziejności życia współczesnego człowieka. Jednocześnie lektura zniechęca do picia jakiegokolwiek alkoholu w trakcie lektury i po jej zakończeniu.
A to świadczy o kunszcie pisarza, który stara się nas ostrzec, nie wiemy jednak czy przed piciem, czy brakiem idei.
