
Możliwość zaprojektowania świata według własnych upodobań? Wyeliminowania wrogów, ale i denerwujących elementów dnia codziennego, jak mandaty czy korki? Szansa, że ktoś odmówi, jest znikoma. Jednak czy cena nie okaże się za wysoka?
REKLAMA
Taką szansę otrzymało ośmioro ludzi. Turyści i przewodnik oprowadzający ich po fabryce produkującej bomby. W wyniku wypadku – uszkodzenia jednej z maszyn – spadają z mostku i przez kilkanaście sekund są nieprzytomni. Lecz gdy budzą się, rzeczywistość okazuje się być inna. Bo zaprogramowana przez jednego z nich.
„Oko na niebie” to jedna z pierwszych powieści znanego i cienionego autora science-fiction Philipa K. Dicka. Napisana w zaledwie dwa tygodnie roku 1955, gdy pisarz miał zaledwie 27 lat. I to od niej rozpoczyna się moja przygoda z prozą Philipa K. Dicka. Może i dobrze, bo na własnej skórze mogłam przekonać się, dlaczego ludzie tak bardzo zachwycają się jego prozą.
A jest czym. Choć początek może zniechęcić do dalszej lektury, to wraz z kolejnymi stronami powieść wciąga i sprawia, że trudno się od niej oderwać. Z założenia w sferze rzeczywistości dzieje się niewiele – cała akcja rozgrywa się w ciągu kilkunastu sekund – jednak w umyśle rozgrywają się horrory. I mimo że czytelnik pamięta, iż jest to najpewniej tylko kolejna projekcja marzeń- to trudno przybrać tę racjonalną pozycję podczas lektury i nie przejmować się życiem bohaterów.
Dodatkowo autor sprawił czytelnikom psikusa. Kwestionuje ich moralność, wskazując, że odbiorcy zawsze wezmą stronę bohatera i będą usprawiedliwiać jego czyny – nawet jeśli by to miało być morderstwo. A gdy zabójstwa pojawiają się w każdym świecie i zawsze czyni to siedmiu bohaterów przeciwko ósmemu i za każdym razem ofiarą ma paść inna osoba. Choć wiadomo, że zawsze czytelnik ma swoich faworytów, którym dopinguje, to nagle okazuje się, że nawet jeśli to ulubieniec może stać się następnym celem – a zarazem twórcą wykreowanego świata – to człowiek bierze stronę pozostałej siódemki. I z wielką uwagą czyta kolejne plany pozbycia się ostatniego bohatera.
Całości dopełnia wydanie – fantastyczne - w dosłownym i przenośnym tego słowa znaczeniu – ilustracje Wojciecha Siudmiaka. Wspaniale wykonane, budzące niepokój i wymagające zastanowienia. Po lekturze warto raz jeszcze do nich zajrzeć, by skonfrontować swoje wrażenia z odbiorem „Oka na niebie” ilustratora, który – moim zdaniem – chyba siedział pisarzowi w głowie.
Philip K. Dick niesie w „Oku na niebie” przerażająco trafną ocenę rzeczywistości i kontaktów międzyludzkich. Ludzi którzy nie potrafią się ze sobą porozumieć, chowając swe pragnienia, poglądy pod maską, którzy nigdy się nie zrozumieją, żyjąc w innych rzeczywistościach, innych światach. Którzy nie ufają sobie nawzajem i którzy boją się siebie, bliskich i obcych.
Proza Philipa K. Dicka zaskakuje. Bierze pod włos. Sprawia, że czytelnik na chwilę zatrzymuje się i zadaje sobie pytania od tych z pozoru banalnych – Jak on postąpiłby w takiej sytuacji? Jak wyglądałaby jego projekcja świata? – po te najtrudniejsze – Czym w zasadzie jest rzeczywistość? Do czego prowadzą człowieka żądze, pragnienia, poglądy i na ile wpływają na rozumienie świata?
Marta Kraszewska
