
Życie wygnańca bywa ciężkie. Głód, nędza i tęsknota za krajem. Przypadek Gustawa Couberta zdaje się przeczyć powszechności tego scenariusza. Ale czy na pewno?
REKLAMA
Po upadku Komuny Paryskiej Coubert udaje się na wygnanie do Szwajcarii. Powód jest prosty, ucieka przed finansową zemstą starego reżimu. Coubert był bowiem pomysłodawcą usunięcia kolumny z placu Vendome. Obarczony winą za jej zniszczenie, chroni się na emigracji, by nie być zmuszony do pokrycia kosztów jej odtworzenia.
Przymusowy pobyt w Szwajcarii trwa siedem lat. To ostatnie lata życia malarza. Malarz nie cierpiał bedy, zdołał bowiem zachować majątek rodzinny, w dodatku nadal był wziętym artystą. Mógł więc pędzić iście rozpustne życie. Wino, kobiety i śpiew, jakbyśmy dziś to ujęli… I właśnie to wino skróciło życie Couberta.
Bądźmy szczerzy- jeśli ktoś sięgnie po książkę Bosca po to, by poznać twórczość Couberta srodze się zawiedzie. Nie jest to biografia, raczej opis natury ludzkiej, zmierzającej w stronę samozagłady, nakreślony wizerunek hedonisty i antymonarchisty, malarza świadomego swojego talentu i oczekiwań od życia. Dodatkowym urokiem książki jest styl, w jakim została napisana. Nie ma w niej bowiem żadnej chronologii, nie ma też moralizatorstwa, ani też wmuszania wiedzy na siłę. Zamiast tego jest masa drobnych epizodów, szczególików podanych w sposób gawędziarski. Czytelnik pławi się wręcz w atmosferze epoki. Czytelnik więc dostaje porcje wiedzy, która co prawda nie uczyni go znawcą Couberta, ale z pewnością pozwoli mu zabłysnąć w czasie rozmowy.
A przecież czasem i o to chodzi, prawda?
