
Stosunki polsko żydowskie. Ileż w nich miejsca dla odwiecznych sporów, wypominania win, kłótni i licytowania się na martyrologię. W tym sporze jedna ze stron przekonana jest o swojej niewinności, na dowód której przedstawiana jest liczba sześciu tysięcy sprawiedliwych, ludzi, którzy mają prawo czuć się niczym listek figowy kryjący Jedwabne.
REKLAMA
Uważamy się więc za niewinnych i wspaniałych, uważamy się za Chrystusa Narodów, cierpiących, w związku z czym wymagających specjalnego traktowania. Wszelki nasz winy odkupione są naszą narodowością, a wszystkie inne nacje winny padać przed nami na kolana i wielbić Cierpiętnika Świata. Z tego więc względu każdy, kto przypomina nam, że w cieście polskości obok rodzynek znajduje się sporo mamałygi, zasługuje na potępienie, zarzut antypolskości i braku wdzięczności. Rozpętuje się wtedy ogólnonarodowa histeria w czasie której nagle przypominane są nazwiska rodziny Ulmów, Henryka Sławika czy Ireny Sendlerowej.
Historia, którą opisała w swojej najnowszej książce Anna Kłys winna być teoretycznie znana każdemu z nas. Getta ławkowe, numerus clausus, numerus nullus, czy pogromy z lat trzydziestych to fakty, z którymi miał okazję zapoznać się każdy z nas. Przyjmujemy jednak te fakty jako coś, co przeminęło, czego nie można równać z antyżydowską polityką III Rzeszy. Jak królik z kapelusza wyciągany jest tu Jan Mosdorf, którego śmierć ma pokazać, że polska skrajna prawica nie była wcale aż tak bardzo zła. Zapominają jednak dyskutanci o tym, że Mosdorf należał do myślącej elity, zaś pogromów dokonywała bezmyślna tłuszcza. Ta sama, która swym uczestnictwem w pogromie wielkanocnym 1940 roku zniechęciła do siebie nawet kogoś takiego jak ksiądz Trzeciak.
Zapominamy więc o tym, że elity mimo wypowiadanych przez siebie sloganów i haseł, niechętne są do brudzenia sobie rąk i zachowują minimum empatii, która czasami zmusza do rewizji, przynajmniej czasowej, swoich poglądów. Ekscesy, czy jak chce Anna Kłys „hece” antyżydowskie przeprowadzali ludzi, których trudno by było zaliczyć do elity intelektualnej. Biorąc pod uwagę, co było ich motywacją do uczestnictwa w pogromach, możemy śmiało powiedzieć, iż logiczne myślenie było ostatnią rzeczą, o którą można ich było posądzić. Tacy właśnie ludzie są najbardziej podatni na sugestię, że są lepsi od swoich sąsiadów, że ich sąsiedzi krzywdzą ich, że osiągną dobrobyt jeśli zmuszą swoich sąsiadów do opuszczenia domostw i kraju. Ich jedynymi łupami stały się jedynie garnki czy firanki swoich ofiar. Za kilka lat ci sami ludzie będą zakradać się do oczyszczonych z Żydów gett, czy sprzedawać idącym na śmierć wodę za złote ruble.
Historie, które opisała Autorka są mi doskonale znane, a jednak poczułem gniew . Zrozumiałem bowiem, że tylko niechęć malarzyny z Braunau do Polaków pozwoliła nam na względnie niewinne przejście przez okres wojenny. W przeciwnym wypadku moglibyśmy śmiało konkurować z litewskimi szaulisami czy węgierskimi strzałokrzyżowcami.
A świadomość tego nie jest wcale przyjemna.
