Simone de Beauvoir
Pewnego razu w Moskwie
Simone de Beauvoir Pewnego razu w Moskwie Prószyński i S-ka

Niepozorna książka kryjąca bogate wnętrze. To zdanie chyba najbardziej oddaje istotę noweli Simone de Beauvoir. Można ją przeczytać w czasie picia poobiedniej kawy, jednak wrażenia po niej pozostają przez wiele dni.

REKLAMA
Simone de Beauvoir ma dość pokrętny styl pisania. Każdy czytelnik dostrzeże w jej książkach dokładnie to, czego spodziewa się po feministce, niezależnej myślicielce i długoletniej partnerce życiowej Satre`a. Zwolennik prawicy doszuka się krytyki komunizmu, lewicowiec nadziei na socjalizm z ludzką twarzą, feministka losu kobiety żyjącej w cieniu intelektualisty a znawca dusz ludzkich opowieści o przemijaniu. Oczywiście każdy z nich będzie miał rację w tym samym stopniu, w jakim będzie się mylić. Prozy de Beauvoir nie można bowiem zaszufladkować. Można jednak i należy o niej dyskutować, doszukując się kolejnych wątków.
Zacznijmy jednak od początku. Para emerytowanych Francuzów, Nicole i Andre, wyjeżdża na miesiąc do Związku Radzieckiego. Kraj ten nie jest im nieznany, byli tam już wcześniej, mieszka tam również Masza, córka Andre. Nasi bohaterowie mają wszelkie podstawy, by nie czuć się w Moskwie nieswojo. Kraj jest im znany, mają tam rodzinę, mają lewicowe przekonania polityczne. A jednak w tej opowieści nie ma, charakterystycznej dla francuskich komunistów, bezkrytycznej sympatii dla ZSRR. Kraj ten bowiem się zmienił. Po zapoczątkowanej przez Chruszczowa odwilży nic już nie zostało. Komunistyczna ekstrema powoli zaczyna dławić te drobinki niezależności, na które pozwalał gensek. Komunizm w Rosji zmierza w stronę bezkrytycznego kultu Breżniewa.
Nasi bohaterowie są też ludźmi starymi. Podróż ta daje im okazję do refleksji nad sobą, własnym życiem i dokonanymi przed laty wyborami. Efektem tej podróży jest nie tylko kryzys, ale i dołujące poczucie starości. Ponowne wejście do tej samej rzeki jest bowiem niemożliwe, a próba oszukania czasu przynosi tylko rozczarowanie. Ta stara i oczywista prawda zamyka się w ostatnim zdaniu książki: „Dlaczego poczułaś się staro?”. Odpowiedź na to pytanie nie jest ważna, ważne jest to, że zostało ono zadane.
A ja, po zakończeniu lektury, zastanawiam się dlaczegóż ta książeczka przeleżała w szufladzie przez trzydzieści lat.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?