
Janusz Odrowąż-Pieniążek to człowiek instytucja. Wieloletni dyrektor Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza, znawca polskiej literatury, pisarz i gawędziarz, obdarzony niesamowitym poczuciem humoru. Wystarczy, by sięgnąć po jego książkę?
REKLAMA
Bolączką Janusza Odrowąża-Pieniążka było uporczywe tytułowanie go profesorem. Sam Dyrektor Muzeum Literatury nie przywiązywał wagi o tytułów naukowych i kariery, ceniąc sobie praktykę naukową, której celem nie jest zdobywanie laurów, ale wiedzy i zachowania dziedzictwa dla przyszłych pokoleń. Niestety dla wielu niepojętym był fakt, iż człowiek o tak wybitnych zasługach i tak bogatej wiedzy nie posiada stosownych tytułów naukowych. Dla nich nasz Autor ukuł określenie „profesor kopertowy”, który to tytuł stał się powodem licznych, anegdotycznych wręcz, nieporozumień. Sam Odrowąż-Pieniążek, jako człowiek skromny, pisał o sobie najchętniej w trzeciej osobie, lub używając swoich inicjałów. Szanując wybór dyrektora postanowiłem zaakceptować jego upodobania i nazywać go wybranym przez niego skrótem JOP.
Wrodzona skromność nie pozwoliła JOP na poświęcenie własnej osobie zbyt dużo miejsca w książce, która z założenia jest zbiorem wspomnień. Uznając, że nie jest on najważniejszym bohaterem własnej biografii, opisał w nich przede wszystkim ludzi, z którymi miał okazję się zetknąć, poznać i zaprzyjaźnić, miejsca, w których miał on szczęście bywać i sytuacje, których był świadkiem. Jak można się domyślić, to część poświęcona ludziom jest najobszerniejsza. Gombrowicz, Giedroyc, Paul Cazin, Maja Berezowska, Kisielewski, Putrament czy Puzyna, to tylko niektóre z postaci opisanych przez Autora z dużą dozą sympatii i humoru. W kolejnych częściach znajdziemy opis miejsca położonego nad dachami Paryża, które przez czas jakiś było schronieniem Autora, walkę o upamiętnienie miejsca bitwy pod Płowcami, czy liczne spotkania z Czesławem Miłoszem.
Wiem, że to, co napisałem brzmi może zbyt ubogo, zastanawiam się jednak, co napisać, by nie spotkać się z zarzutem o streszczaniu książki. Nie jestem też zwolennikiem cytowania fragmentów samej książki. Mogę jedynie zachęcić do lektury zwierzeń człowieka skromnego, obdarzonego dużym poczuciem humoru i palacza fajki. Zwierzeń, które nie tylko przybliżą nam walkę o zachowanie dziedzictwa literackiego, nie tylko poszerzą naszą wiedzę, bawiąc nas przy okazji, ale też zachęcą nas do dalszego jej poszerzania.
A przecież to jest głównym celem naszych lektur, nieprawdaż?
