
Teoretycznie wyjeżdżali tam na ochotnika, praktycznie jednak nikt ich o zgodę nie pytał. Wyjeżdżali przekonani, że jadą czynić coś dobrego, wrócą jako bohaterowie, poczują tam braterstwo broni. Wracali w cynkowych trumnach, lub, jeśli mieli szczęście, pokiereszowani fizycznie i psychicznie… Nierzadko swą trauma zarazili najbliższych….
REKLAMA
Swietłana Aleksijewicz jest reporterką, która potrafi zaszokować czytelnika. Nie bojąc si trudnych tematów przedstawia je be koloryzowania uznając, że rzeczywistość, ta twarda i bezwzględna rzeczywistość przerasta w tragizmie nawet najbardziej chorą wyobraźnię sadysty. I tak jest właśnie w Cynkowych chłopcach. Książka ta jest bowiem zbiorów relacji, czy jak wolał powiedzieć jeden z jej narratorów, zbiorem spowiedzi ludzi dotkniętych przez Afganistan. Już pierwsza z tych relacji świadczy o tym, że będzie to lektura niezmiernie trudna, a wrażenia jakie pozostawi, złagodzić może tylko kieliszek mocnego alkoholu. Czy może być bowiem coś bardziej przejmującego od żalu matki, której syn dokonał bestialskiego mordu? Matki, która ma jedyną okazję do wykrzyczenia swojego bólu, po tym, jak dowiedziała się, że jej ukochany syn, owoc jej łona zamordował? Już po lekturze tego opowiadania, ludzie o słabych nerwach powinni odłożyć książkę. Jednak nie zrobią tego, wiedząc, że oto czytają opowieści tych, którzy tylko u nich znajdą zrozumienie.
Każdego z rozmówców Swietłany Aleksijewicz naznaczył Afganistan. Znalezienie ich nie było większym problemem. Przez Afganistan przewinęło się ponad 620 tys. żołnierzy, nie licząc cywilnych pracowników wojska, około 90 tys. poległo w czasie walk, w wyniku eksplozji min pułapek bądź odebrało sobie życie. Każdy z nich przeszedł przez piekło, każdy z nich marzył o powrocie do ojczyzny i rozpoczęciu normalnego życia. Czy życie może być jednak normalne po tym, jak na własne oczy widziało się bezsensowną śmierć, samemu odbierało się życie innym i zadawało się cierpienia? Afganistan przysporzył Związkowi Radzieckiemu, a także państwom postradzieckim, pół miliona ludzi, którzy wymagali specjalistycznej opieki psychologicznej, pół miliona tykających bomb zegarowych, które zostały pozostawione samym sobie. Dawni Afgańcy traktowani byli niczym gotowi na wszystko zawodowi mordercy, bezrozumna sotnia, której można użyć przeciwko mafii, opozycji czy przedstawicielom młodzieżowych subkultur. Afgańcy…
Tej książki nie sposób opisać. Ból i cierpienie wylewa się z każdej kartki i każdego zdania. Tę książkę należy po prostu przeczytać, a po jej lekturze docenić przywilej późnego urodzenia i przywilej mieszkania w kraju, który być może nie jest doskonały, ale który unikał wojen zaczepnych.
Ale przede wszystkim powinni ją przeczytać pseudo militaryści, którzy tak chętnie bawią się w niedzielnych żołnierzyków. Choćby po to, aby zgwałcili swoją wyobraźnię opisem prawdziwej wojny. Wojny bez bohaterskiego retuszu.
