
Zaklinacz zarazy, tropiciel mordów rytualnych i król erotoman. Ludzie o prawdziwych, mrocznych nieco charakterach. Bohaterzy tej książki i antybohaterzy własnych czasów. Przypominają nam o starej prawdzie, że historia lubi się powtarzać, a my tak naprawdę nic się nie różnimy od naszych protoplastów.
REKLAMA
Wojciech Kalwat wygrzebał z dziejów Polski epizody, które z dzisiejszej perspektywy budzą zażenowanie. Prymitywna wiara w uzdrawiającą moc świętego męża, w spiski i mordy rytualne, cy wreszcie prowokację, mającą zdyskredytować opozycję a jednocześnie ukryć wstydliwy monarszy romans. To tylko niektóre wydarzenia opisane w „Aferach…” skłaniające nas do nieco krytycznego spojrzenia na historię Rzeczpospolitej Obojga narodów.
Okres przedrozbiorowy jawi się nam jako czas potęgi i chwały Polski. Okres złotej wolności szlacheckiej, mitycznych zwycięstw w licznych wojnach, demokracji i bogactwa. Do tej beczki miodu Wojciech Kalwas dodał swoją książką łyżkę dziegciu, która psuje ten wyidealizowany smak. Nic bowiem nie jest idealne, w szafie każdego narodu znaleźć można jakiegoś trupa, dlaczego więc Polacy mieliby być w tym wyjątkiem? O ile jednak z niesmakiem i politowaniem będziemy czytać historię sandomierskich obrazów o mordach rytualnych, których owocem były liczne procesy, albo o proroku, który wierzył, że ma moc do powstrzymania zarazy, o tyle machinacje ostatniego króla polskiego, mające ukryć jego seksualne apetyty, a jednocześnie zdyskredytować opozycje, albo magnata, tuszującego zamordowanie własnej synowej muszą być powodem wstydu i dążenia, by historia się nie powtórzyła, nawet jeśli nie będzie to możliwe.
Wojciech Kalwat napisał książkę, która jest wspaniałą rozrywką dla czytającego i wspaniałym uzupełnieniem popołudniowej herbaty. A tego też oczekujemy sięgając po książkę?
