Amos Oz
Judasz
Amos Oz Judasz Wydawnictwo Rebis

Przyznam, że nie potrafię być obiektywny jeśli chodzi o prozę Amosa Oza. Fascynacja jego prozą trwa nieprzerwanie prawie 25 lat i można ją porównać z miłością od pierwszego zaczytania. Nic więc dziwnego, że „Judasz” wzbudził we mnie te same emocje, co „Mój Michael”, pierwsza powieść Oza, jaką przeczytałem.

REKLAMA
Czy jest zdrada? Jak postrzegamy zdrajcę? Czy nasze sądy mają jakąkolwiek rację bytu? A może wyrażając je zwalniamy siebie z obowiązku krytycznego myślenia, analizowania różnych stanowisk i motywacji? A może użycie tego słowa, kończącego każdą dyskusje ma odsunąć lęk przed dopuszczeniem sugestii, że nasze poglądy i czyny mogą być niesłuszne? To pierwsze pytania, które przemknęły mi po głowie, kiedy przeczytałem ostatnią stronę Judasza.
Fabuła książki jest prosta. Oto młody student, Szmuel Asz, powodów finansowych porzuca uczelnię i podejmuje pracę w charakterze opiekuna i „damy do towarzystwa” starszego pana. Praca z pozoru wydawać się może prosta. Podać podwieczorek, zrobić herbatę, nakarmić rybki i dyskutować z niepełnosprawnym intelektualistą. Nie każdy jednak może sprostać wymaganiom intelektualisty miary Gerszoma Walda. Sytuację młodzieńca komplikuje również femme fatale, starsza od niego Atalia, która zafascynowała go od pierwszego wejrzenia.
Charakter pracy pozwala naszemu bohaterowi wygospodarować w ciągu dnia kilka godzin dla siebie. Początkowo analizuje materiały, które zebrał do swej pracy magisterskiej, szybko jednak odkrywa, że życie napisało inną, podobna historię. Historię Szealtiela Abrabanela…
Amos Oz jest mistrzem wielowątkowych książek, których fabuła, pozornie chaotyczna, jest monolitem. I tak jest w „Judaszu”. Zestawienie biblijnego Judasza z lewicowym syjonistą Abrabanelem, młodość zafascynowana starością, samotnik, który nie potrafi niczego doprowadzić do końca, kobieta, która nie potrafi wykrzesać z siebie miłości, a bliskość identyfikuje jedynie z seksem, wreszcie starzec, który staje się coraz bardziej samotny i łaknący zainteresowania. Wystarczy, by zachęcić? Jeśli jeszcze trzeba dodatkowej zachęty, to powiem, że ta książka właściwie nie ma zakończenia. Każdy z nas może je sobie dopowiedzieć, kreując na własny użytek dalsze dni, miesiące i lata życia Szmuela Asza. I to za pełną zgodą Autora.
Przyznacie, że na coś takiego może się zdobyć jedynie pisarz tej klasy?

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?