
Zazwyczaj jest tak, że po śmierci kogoś cenionego czy to w literaturze, czy to w polityce czy też w sporcie, na rynku wydawniczym pojawiają się stosy książek opisujących życie i osiągnięcia owego człowieka. W tym wypadku polscy czytelnicy są w lepszej sytuacji od swoich kolegów anglojęzycznych, gdzie zalew tego typu powieści jest dużo gorzej kontrolowany – wiadomo, na naszym rodzimy język ktoś to musi tłumaczyć, ktoś kupić prawa, a w takiej Ameryce wystarczy znaleźć wydawcę chętnego do zarobienia na znanym nazwisku. I tym sposobem wydaje się wiele potworków. Na szczęście jest inaczej w przypadku „Terry Pratchett. Życie i praca z magią w tle”.
