
„Bo tak powiedział do mnie Pan: Idź, postaw wartownika, iżby doniósł, co zobaczy.”
REKLAMA
Do Maycomb w stanie Alabama przybywa Jean Louise Finch. Kilka lat temu wyjechała z rodzinnego miasta na studia. Dwutygodniowe wakacje zamierza spędzić z ukochanym ojcem, nie przypuszczając, że konfrontacja ze wspomnieniami okaże się bolesna – prawda o mieście okaże się wstrząsająca pod każdym względem – a szczególnie dla czytelników.
„Naprawdę chcesz widzieć tłumy Murzynów w naszych szkołach, kościołach i teatrach? […] Chciałabyś, żeby nasze dzieci uczyły się w szkołach, w których poziom nauczania zostanie wyraźnie obniżony, by murzyńskie dzieci dały radę?”
Oto bowiem ponad 50 lat od wydania „Zabić drozda” świat dostał możliwość przeczytania ciągu dalszego wydarzeń w małym miasteczku, o którym nikt nie słyszał, w Maycomb. I nowego spojrzenia na Atticusa Fincha, powszechnie cenionego i uwielbianego – zarówno w świecie fikcji, jak i rzeczywistym. Otóż czytelnicy i Jean Louise zostają skonfrontowani z rasistowskimi poglądami prawnika, który przez dekady stawiany był za wzór cnót wszelakich, w tym tej najważniejszej – tolerancji.
Trudno określić czym właściwie w kwestii formalnej jest ta książka. Pierwszą myślą to nazwanie jej kontynuacją „Zabić drozda”, opierając się na prostej zasadzie – akcja dzieje się długo po słynnym procesie i mowie Atticusa Fincha – jednakże Harper Lee napisała „Idź, postaw wartownika” dużo wcześniej niż powieść, dzięki której zdobyła sławę. A taka przynajmniej jest oficjalna wersja. Pierwszy maszynopis został odrzucony, a wydawca zasugerował napisanie czegoś lżejszego. Tym sposobem „Idź, postaw wartownika” powędrowało do szuflady, z której zostało wyjęte dopiero niedawno. Podobno książka do wydawnictwa miała trafić za zgodą Harper Lee, jednak można poddać tę informację w wątpliwość, zważywszy na to, jak przez dekady autorka odmawiała stworzenia nowej powieści, a umowę podpisano, gdy już od dłuższego czasu chorowała.
Możliwe, że wykorzystano bezbronność autorki. Możliwe, że bardzo źle się stało, iż powieść ujrzała światło dzienne. Owszem, widać mankamenty. Niektóre opisy scen z dzieciństwa drażnią, zdają się być zbyt długie i choć są potrzebne – przeciwstawienie sobie dzieciństwa i dorosłości, w końcu wtedy „Zabić drozda” jeszcze nie istniało. Ale nie da się zaprzeczyć, że jest to książka świetnie napisana i poruszająca istotne problemy. A także niezwykle aktualne, zważywszy na to, jak poglądy Atticusa nadal są wykorzystywane, choć od napisania czasu minęło mniej więcej pół wieku – jeśli wierzyć oficjalnej wersji.
„Idź, postaw wartownika” o tyle jest książką lepszą, że nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Wielostronicowe polemiki pomiędzy Jean Louise a resztą nie kończą się ostatecznym oświadczeniem – ona ma rację, a wy żyjecie w błędzie. Harper Lee pozwoliła wypowiedzieć się i jednej i drugiej stronie, wybrzmieć ich poglądom, jednak nie ocenia. Daje szansę czytelnikom, by sami zdecydowali, po której prawicy staną.
W „Idź, postaw wartownika” czytelnik musi zmierzyć się tak samo jak główna bohaterka, Jean Louis z okrutną rzeczywistością. Wyobrażenia dzieciństwa – przedstawione w „Zabić drozda” – niekoniecznie odwzorowują prawdę. Spojrzenie dziecka nie musi oddawać sytuacji obiektywnie, wspomnienia zacierają się i nigdy nie są tak samo wyraziste co chwila obecna. Postać ojca może być wyidealizowane i choć to wszystko teoretycznie czytelnik wie, nie może się pogodzić z chichotem ponurej rzeczywistości. Nie chce wierzyć, woli pozostać w bezpiecznej przeszłości. Ale prawda i tak go dosięgnie, choćby nie wiadomo, jak walczył.
Marta Kraszewska
