Akcje promujące czytelnictwo w Polsce zazwyczaj nie kończą się sukcesem, a przy części pomysłów można mówić nawet o porażce. Na szczęście istnieją też te szczęśliwsze przypadki, jak Narodowe Czytanie – nagle ludzie orientują się, że Prus to całkiem fajny jest. Swój pomysł na promocję ma też Kraków, który chciał do czytania zachęcać internetowo.
REKLAMA
A że miasto miało w tym swój własny cel – jak się jest Europejską Stolicą Kultury to w końcu trzeba się wykazać – to kolejne pomysły pro literackie pojawiały się jak grzyby po deszczu. Wśród nich Czytaj PL!, które okazało się wielkim sukcesem i do akcji dołączyło kilkanaście tysięcy mieszkańców. A że do tego powszechnie chwalono zamysł, to druga edycja objęła swym zasięgiem nie tylko Kraków, ale i Gdańsk, Katowice, Poznań, Warszawę i Wrocław. W sumie istnieje 300 punktów wypożyczalni e-booków porozstawianych na przystankach komunikacji miejskiej.
Sam pomysł jest prosty. Wystarczy pobrać bezpłatną aplikację Czytaj PL!, a następnie przy jej pomocy zeskanować kod QR umieszczony na plakacie przy okładce danej książki. Wypożyczony e-book będzie można czytać przez 30 dni na smartfonie lub tablecie. Jednocześnie można czytać tylko jedną książkę, przy zeskanowaniu innego kodu poprzedni e-book zostaje zastąpiony nowym.
Inicjatywa brzmi ciekawie i zaskakująco prosto, a także zapowiada sukces. Tyle, że twórcy trochę polegli na części technicznej – a to na szczęście może będzie trochę łatwiej poprawić. Choć aplikacja dopuszcza możliwość zmiany czcionki, jej wielkości czy koloru cyfrowej kartki, to często zacina się, a ładowanie może doprowadzić do szału. Również jakakolwiek próba wyjścia z książki kończy się tym, że trzeba na nowo pobrać książkę, no a nie każdy ma pod ręką przystanek komunikacji miejskiej z odpowiednim plakatem.
O wiele lepiej jest za to z doborem lektur. Na szczęście autorzy pomyśleli zarówno o wybraniu książek lżejszych, jak i o wiele poważniejszej czy też trudniejszej tematyce. Zatem wśród powieści znalazł się polskie kryminały - „Arena szczurów” Krajewskiego oraz „Kasacja” Remigiusza Mroza, ale też jedna z najzabawniejszych czeskich powieści zeszłego roku „Ostatnia arystokratka” Boczka czy kultowa powieść skandynawska „Kolos” Finna Alnaesa. Każdy znajdzie coś dla siebie, ale cóż z tego, jeśli z możliwością czytania jest o wiele gorzej.
To wszystko sprawia, że nawet czytelnik, który w sumie nie ma nic przeciwko e-bookom, a i z chęcią pozbyłby się tej jednej dodatkowej książki z torby, zaczyna mieć dość. I cóż, plecy protestują – i to mocno przeciwko swojemu właścicielowi, który potrzebuje jakoś zająć sobie drogę do pracy/szkoły etc. – to praktyka pokazuje, że należy po staroświecku ufać jedynie papierowym wydaniom.
Marta Kraszewska
