
Hannibal ante portas. Ostrzeżenia przed obcymi, którzy zmierzają do Polski rozbrzmiewają już od kilku miesięcy. Zgodnie z kasandrycznymi wizjami czeka nas wszystkich wynarodowienie i utrata tożsamości kulturowej. Tymczasem oni już są u nas od wielu lat. Odnajdują się jakoś w naszej rzeczywistości pracując ciężko na codzienne utrzymanie.
REKLAMA
Trzynaście polskich historii z obcokrajowcami w tle. Świetnie wykształcona Ukrainka, która codziennie sprząta bazar, Turek kreujący gusta kulinarne Polaków czy Albanka, która w Polsce poszła do klasztoru. Zwykli ludzie, w zwykłych życiowych sytuacjach. Raz na wozie, raz pod wozem. Historie wprost z życia wzięte, historie jakby uniwersalne – bieda, brak perspektyw i szans rozwoju, wreszcie szansa na odmianę losu, szansa może nie na napoleońską karierę, ale na względnie godne życie. Trzeba oczywiście zakasać rękawy, wziąć pracę, której z gościnnych Polaków by się nie podjął, pracę ciężką i uczciwą.
Z drugiej strony są Polacy, którzy mają swoje, jakże różne doświadczenia z wielokulturowością. Polska szkoła, dla której nauczanie dzieci azylantów to szansa na dalsze jej trwanie. Absolwentka sinologii, która pomaga w prowadzeniu interesów różnym biznesmenom z Kraju Środka, wreszcie Polki z mieszanych związków, które muszą przezwyciężać niechęć nie tylko sąsiadów, ale często i własnej rodziny. Każdy ma swoje racje podyktowane doświadczeniem często nie nastrajającym do entuzjastycznego przyjmowania tych innych, które jednak nie mogą usprawiedliwiać postaw ksenofobicznych.
I wreszcie ta trzecia odsłona naszej historii. Wypowiedzi na anonimowych forach internetowych ogranicza chyba tylko wyobraźnia piszących, a na których widoczni są tylko ci najbardziej radykalni. W sumie pisanie nikomu jeszcze nie zaszkodziło, gorzej jednak gdy ktoś zechce słowa przekuć w czyny. Ironią losu „legionista44” najbardziej fanatyczny z fanatycznych, weteran walk z obcymi i policją ma pewną skazę w swoim drzewie genealogicznych, choć kreuje się na potomka rycerzy spod Grunwaldu i husarii spod Wiednia.
Ale nie ma co się czepiać. Nikt z nas nie jest spokrewniony z Piastem Kołodziejem.
