
Philip Roth, pisarz, który mówi o sobie, że nigdy nie dostanie literackiej nagrody Nobla. Jeden z najważniejszych amerykańskich pisarzy XX wieku, który zasłynął skandalizującym „Kompleksem Portnoya”. Wnikliwy obserwator współczesnej Ameryki i krytyczny recenzent jej społeczeństwa. Cóż można dodać?
REKLAMA
Wydaje się, że dość ryzykownym jest pisanie biografii pisarza za jego życia. Wszak żyjący pisarz może jeszcze dokonać jakiegoś życiowego wyboru, zasłynąć skandalem czy przemodelować swoje życie. Claudia Roth Pierpont podjęła jednak to ryzyko wiedząc, że pisarz zapowiedział zakończenie kariery literackiej. Aby jeszcze bardziej zminimalizować ryzyko, skupiła się na spojrzeniu na Pisarza z perspektywy jego książek. W ten sposób powstała kulawa wprawdzie biografia Rotha, jednak zaostrzająca apetyt czytelnika na przeczytanie wszystkich jego dzieł.
W świadomości statystycznego czytelnika Roth pozostanie zawsze autorem „Kompleksu Portnoya”. Książka ta, niesłusznie uznana za lekką pornografię, wpisała się z jednej strony w zmiany obyczajowe współczesnej Ameryki, z drugiej jednak ukazywała walkę jednostki z pętającą ja spuścizną kulturową przodków. Jak dowodzi Pierpont, żadna z następnych książek Rotha, nie zyskała takiego uznania czytelników i nie powtórzyła jej sukcesu.
Jeśli powiemy, że Roth został sportretowany w książce jedynie przez pryzmat swoich dzieł, spłycimy sądy o książce. Autor Kompleksu zafascynowany twórczością Schula i Borowskiego? Alter ego Zuckermana zaczytujący się w Ferdydurke Gombrowicza? Wspierający dysydenckich czeskich pisarzy? Przypominający o traumie Holokaustu? Pewnie każdy z nas znajdzie w jego życiorysie jakąś niespodziankę.
A nam, po lekturze tej biografii pozostaje wrócić do ulubionej książki Rotha i mieć nadzieję, że ulegnie pokusie i nie wypełni zapowiedzi o rezygnacji z kariery pisarskiej.
