
Bunt czterdziestolatka, czyż to nie brzmi śmiesznie? Czterdziestoletni mężczyzna jest zazwyczaj statecznym panem, głową rodziny, podporą społeczeństwa. Czy ktoś taki może się zbuntować? A jeśli się już buntuje, to przeciw czemu? Na te pytania stara się odpowiedzieć Jaroslav Rudis.
REKLAMA
Czterdziestoletni Ole, dawny enerdowski punkt, prowadzi w jednym z małych wschodnioniemieckich miast, małą knajpkę. Jest to ostatnie miejsce gdzie można palić, matki z dziećmi nie są mile widziane, do picia serwuje się kawę i piwo, zaś do jedzenia solankę i rolmopsa. W Helsinkach, bo tak właśnie nazywa się ten lokal, zbierają się ludzie, którzy starają się żyć niebanalnie. Ekscentrycy 40+, być może jest to śmieszne, ale czy na pewno?
Piętą achillesową naszego bohatera są kobiety. Jakoś nie udało mu się nawiązać trwałej relacji z żadną z nich. Pragnie więc świętego spokoju, a to mogą mu zapewnić jedynie Helsinki. Gdy lokalowi grozi zamknięcie, Ole rusza na poszukiwanie jedynej kobiety z przeszłości, z którą, jak sądzi może być szczęśliwy.
Obecność Nancy, zbuntowanej Czeszki, która uważa się za etniczną Niemkę, kojarzy się w książce tylko z przeszłością. Przaśność czeskich lat osiemdziesiątych rozjaśnić może jedynie bunt wyrażony muzyką. Nancy słucha polskich zespołów punkowych, z rzadka dociera również do muzyki zachodnioniemieckiej. Któregoś dnia rusza na koncert słynnej kapeli i zetknie się z Olem….
Podróż naszego bohatera w poszukiwaniu dawnej miłości przypomina szukanie świętego grala. Oczywiście nazwanie krótkiego związku obojga miłością byłoby sporym nadużyciem, jednak Ole zaczyna go idealizować. Starszy pan zmierzający w przeszłość wydaje się nieco śmieszny, tym bardziej, że jej jedyny realny ślad ma smak dwudziestoletniego papierosa.
Nie można bowiem drugi raz wejść do tej samej rzeki, nie można przywrócić przeszłości, nawet, gdy byliśmy w niej szczęśliwi.
