
Czerwień. Kolor władzy, kolor krwi wreszcie kolor pożądania. Te trzy synonimy czerwieni powtarzają się na kartach książki Orhana Pamuka.
REKLAMA
XVI wieczny Stambuł. Grupa iluminatorów otrzymuje zadanie wykonania księgi złożonej z obrazów ukazujących wielkość i chwałę ich władcy. Księga ta zostanie przekazana niewiernym, by Ci zrozumieli jak nierozsądnym jest spierać się z samym Sułtanem. Z tego powodu księga musi być czytelna dla ludzi zachodu, to z kolei związane jest ze złamaniem zasady nie wykonywania portretów ludzi i zwierząt. Nic więc dziwnego, że zadanie to wykonywane jest w absolutnej tajemnicy aż do dnia, w którym jeden z iluminatorów zostaje zamordowany. Zadanie znalezienia sprawcy zostaje przekazane jednemu z nich.
Orhan Pamuk, turecki pisarz i noblista wielokrotnie używał do opisania współczesnego społeczeństwa tureckiego odniesień z przeszłości. „Nazywam się Czerwień” toczy się teoretycznie w XVI wieku, jednak tak naprawdę ukazuje konflikt orientacji tureckiej pomiędzy zachodem a wschodem, nowoczesnością a tradycją, laickością a fundamentalizmem religijnym. Konflikt ten, pozornie niewidoczny, toczy się w Turcji już od wielu lat. Widoczny jest szczególnie na ulicach, często w okresie świąt religijnych. Nie dochodzi wprawdzie tam do bójek, jednak podziały widoczne są choćby w strojach kobiet. Nie jest jednak wykluczone, iż atmosfera bardziej się zaostrzy, radykalizm bowiem widoczny jest na całym świecie i sceny, o jakich czytamy w „Nazywam się..” mogą się powtórzyć.
Oczywiście wątek dotyczący sztuki iluminatorskiej nie jest jedynym w sztuce. Miłość, stale obecny wątek u Pamuka, również jest pretekstem do ukazania dwóch światów, świata, w którym kobieta może być zniewolona i świata, w którym jest pełnoprawnym partnerem mężczyzny. Pierwszy ze światów jest silny przez powoływanie się na tradycję i wartości religijne, argument ludzi słabych i podłych, siłą drugiego jest determinacja i miłość. Który z nich zdobędzie przewagę?
Ciekawa jest sama konstrukcja książki. Nie ma w niej jednolitego narratora, narracją zajmuje się każdy z bohaterów opowiadając swoją własną historię, historię widzianą z własnej perspektywy, różną więc od opowieści innych. Jeden tylko bohater jest dla nas zagadką. Morderca, który został ukarany, lecz jego imienia nigdy nie poznamy, ślad po nim zaginął, co ma być dodatkową karą za jego czyn. Zakończenie wątku kryminalnego niech nie zniechęca potencjalnych czytelników do lektury. Kryminał jest bowiem tylko pretekstem do opowiedzenia czegoś więcej.
I jest jeszcze ten Stambuł. Dostojne, wielkie miasto opisywane przez Autora oszczędnie, jakby chciał wywołać u czytelnika efekt lelouchowskiej nieostrości. Miasto stale obecne, patrzące na ludzi jakby chciało dodać otuchy jednej ze stron.
Pytanie tylko której.
