Teresa Torańska
Aneks
Teresa Torańska Aneks Świat książki

Czym naprawdę był komunizm? Na to pytanie szukała w latach osiemdziesiątych odpowiedzi Teresa Torańska. Znakomita dziennikarka nie przyjmowała do wiadomości uproszczeń, urągało by to jej intelektowi. Postanowiła sama znaleźć na to pytanie odpowiedź. Przeprowadzane wielogodzinne rozmowy z dawnymi działaczami komunistycznymi okresu stalinowskiego zaowocowały znakomitymi książkami. „Oni” i „Aneks” to zapisy rozmów z tymi, o których nawet członkowie partii komunistycznej nie chcieli pamiętać. Z działaczami partii komunistycznej okresu stalinowskiego.

REKLAMA
Artur Starewicz, Walenty Titkow, Jerzy Pomianowski, Jerzy Morawski, Samuel Sandler i Artur Hajnicz. Dziś mało kto kojarzy te nazwiska, w latach osiemdziesiątych wielu starało się ich nie pamiętać. Niegdyś działacze partii komunistycznych różnego szczebla zakładali i utrwalali na terenie Polski władzę ludową, odsunięci na tzw. boczny tor żyli sobie spokojnie do dnia, w którym do ich dzrwi zapukała opozycyjna dziennikarka. Kobieta nie atakowała dawnych działaczy reżimu, chciała tylko porozmawiać, zadać kilka pytań, poznać ich historię i motywację. Taki był początek dwóch, kultowych dzisiaj książek.
Nie chcę rozwodzić się nad treścią książek. Wymagałoby to bowiem mojego osobistego ustosunkowania się do relacji rozmówców. Skoro jednak nie zrobiła tego Torańska, siedząc twarzą w twarz ze swoimi rozmówcami, to jakie mam prawo ja, człowiek, który jest tylko czytelnikiem tychże relacji? Być może też u podstaw mojej decyzji leży też zazdrość. Skoro Teresa Torańska postawiła się ponad osobistą niechęć do komunistów i postępowała profesjonalnie, niczym dziennikarz, który relacjonuje zdarzenia pozostawiając sądy czytelnikom, to czy ja, skromny czytacz tego samego zrobić nie potrafię? Czy blisko siedemdziesiąt lat od opisywanych zdarzeń nie jest dostateczną cezurą, do spojrzenia na tamte dni z pewnym dystansem, odsuwając od siebie rodzinne opowieści, które jeszcze dwadzieścia lat temu wywoływały tak wielką nienawiść?
Pozostawmy więc na boku zarówno treść, jak i mój osobisty stosunek do rozmówców Torańskiej. Skupmy się na samej książce, oraz na jej znaczeniu. A jest ono trudne do przecenienia. Otrzymujemy bowiem dokument, stanowisko jednej ze stron barykady, jaka niegdyś wyrosła w polskim społeczeństwie. Relacje rozmówców Torańskiej nie są obarczone martyrologią, przekonywaniem do własnych racji czy próbą wybielania się w oczach rozmówcy. To właśnie czyni z nich dokument tamtej epoki, dokument, którego dziś sfałszować się nie da.
Zastanawiam się jak przyjmie Torańską młodsze pokolenie. Młodzi ludzie przyzwyczajeni zostali do oglądania świata w czarno białych kolorach, ich wizja nie dopuszcza istnienia odcieni szarości. Czy jeśli sięgną po tę książkę będzie to dla nich szok wywołujący myślenie? A może odrzucą ją, pragnąc historii napisanej na nowo?
To ostatnie byłoby tragedią, zwłaszcza dla nich.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?