
Wiecznym Grunwaldem mnie zauroczył, Drachem uwiódł, a Morfiną dobił. Szczepan Twardoch jest chyba najbardziej obiecującym pisarzem młodego pokolenia, który przeżył już zarówno okres sukcesu, jak i wściekłego ataku na jego osobę. Zdawałem sobie sprawę, że największy nawet pisarz przeżyć może okres słabości, z tego więc względu nie przejmowałem się krytycznymi opiniami na temat jego ostatniej książki. Rzeczywistość jednak zaskoczyła mnie i to negatywnie.
REKLAMA
Każdy z nas ma prawo uważać, że życie jego jest wyjątkowe, a wszystkie przemyślenia są dziejowymi odkryciami filozoficznymi. Brakuje tylko ludzi, którzy chcieliby przemyśleń tych wysłuchać. Szczepan Twardoch tym różni się od reszty, iż dysponuje potężnym narzędziem jakim jest pióro, którym przemyślenia te może zapisywać i miejsce, jakim jest Wydawnictwo Literackie, gdzie może je publikować. I z tego właśnie powodu to, co wielu z nas kryje w sobie, Twardoch może pokazać całemu światu.
Będę bezwzględny w swojej ocenie. Twardoch, jak już wspomniałem, jest mi bliski. Tym bardziej nie mogę zrozumieć po co zdecydował się na publikację fragmentów swoich osobistych zapisków z okresu 2007-2015. Odsuwam od siebie najwygodniejsze wytłumaczenie, nie chcę myśleć, że jeden z moich ulubionych pisarzy stara się wykorzystać swoje pięć minut, że chce wykorzystać je maksymalnie, bojąc się, że powodzenie to nie będzie trwać wiecznie. Odsuwam też podejrzenie, iż sukces wywołał u pisarza przerost poczucia własnej wartości, że oto Twardoch sięgnął po zapiski, dokonał ich selekcji i opracował z przesłaniem : klękajcie narody.
Dzienniki mnie zawiodły. Pisane nierówno, język prosty miesza się z przeintelektualizowanymi zdaniami, opisy spacerów z synem przeplatają się z opisami dalekich podróży, rozważania na temat własnej prozy z analizą twórczości tuzów prozy. Chłód i dystans wobec własnej osoby zabarwiony jest gdzieniegdzie ekshibicjonizmem. A jednak przeczytałem tę książkę z zainteresowaniem, a sam Twardoch stał mi się bliższy. Czy to zadziałała magia cytowanych autorów, czy wspólne upodobanie do goździkowych djarum, a może ta życiowa nieporadność, jakieś pozorne zagubienie w tej współczesnej codzienności?
A jednak coś mi każe powiedzieć : Szczepanie Twardochu, nie idź tą drogą. Twój czytelnik będzie wiedzieć, że Wieczny Grunwald kosztował Cię wiele wysiłku, nie musisz o tym przypominać w swoim Dzienniku. Nie idź tą drogą, bo pisanie dziennika nie kojarzy się już z pokazaniem własnego ja, ale z recenzowaniem polityki, a to Ci nie pasuje. I nie rób tego więcej, nie jesteś jeszcze pisarzem klasy Umberto Eco, samo nazwisko nie wystarczy Ci za jedyną recenzję.
