
Po wypełnieniu dwóch przepowiedni przychodzi kolej na Przepowiednię Krwi, która wymaga, by Gregor i Botka wrócili do Podziemia i uratowali jego mieszkańców od zarazy.
REKLAMA
Po ostatnich przygodach, Gregor wciąż żywił się nadzieją, że może nie będzie musiał po raz kolejny schodzić do Podziemia. Szczególnie, że jego mamie pomysł wystawienia na pewne niebezpieczeństwo dwójki swoich dzieci po raz trzeci nie za bardzo przypadł do gustu. Jednakże zbawieni podstępem z powrotem trafiają do Podziemia, by uratować podziemny świat przed zarazą.
„Gregor i klątwa Stałocieplnych” to trzecia część cyklu „Kronik Podziemia” – serii o wiele lepszej niż „Igrzyska śmierci” – autorka tego tekstu wie, co mówi, przy drugiej części jeszcze wytrzymała, trzecią chciała rzucić o ścianę. Tym razem Gregor zostaje zmuszony, to znaczy poproszony oczywiście, o pomoc w znalezieniu lekarstwa, aby powstrzymać szerzącą się zarazę. I choć chce pomóc – mimo sprzeciwu mamy - dodatkową zachętą do podjęcia działań, aby wypełnić kolejną przepowiednię, staje się fakt, że jego mama zostaje zarażona [przypadek?]. I cóż, Gregor musi ratować świat.
Pięcioksiąg o Gregorze to książki, które faktycznie wyszły Suzanne Collins [w przeciwieństwie do połowy trylogii, jej bardziej znanego dzieła]. Widać, że tworzą zamkniętą, spójną całość – a przynajmniej na razie wszystko na to wskazuje. Każdy element jest dopracowany i miło, że wątki z poprzednich części pojawiają się w kolejnych, że zostają rozwinięte, a nie pozostawione w próżni samym sobie.
Co każdemu spodoba się w tej serii to fakt, w jaki sposób bohaterowie podchodzą do tego świata. W przeciwieństwie do wielu innych, Gregor naprawdę chce się czegoś dowiedzieć o Podziemiu. Zadaje pytania, jest ciekawski, angażuje się w powierzone mu zadanie, co jest miłą odmianą po takich choćby „Więźniach labiryntu” i jemu podobnych powieściach, gdzie bohaterowie idą przez magiczny świat, nie zastanawiając się nad konsekwencjami i z całkowitą obojętnością wobec niesamowitości świata dookoła. To dobrze, że w końcu jakieś postaci książkowe są zainteresowane przygodą i pałają chęcią wiedzy – choć teoretycznie mogłyby się obrazić na wszystkich dookoła, bo znowu zostali podstępem zwabieni do zrobienia czegoś niebezpiecznego.
Niestety nadal można mieć zastrzeżenie do przemocy pojawiającej się w „Kronikach Podziemia”. Wszechobecna śmierć, walki, rasizm, broń biologiczna alias zaraza – można powątpiewać, czy to aż tak właściwy temat dla dziecka. Z drugiej strony lepiej by zostało to opisane w sposób, w jaki to zrobiła Suzanne Collins niż by miał uczyć się o tym w telewizji – zwłaszcza, jeśli chodzi o temat rasizmu. Cóż, oby tak dalej.
Marta Kraszewska
