Antony Beevor
Ardeny 1944
Ostatnia szansa Hitlera
Antony Beevor Ardeny 1944 Ostatnia szansa Hitlera Wydawnictwo Znak

Ofensywa ta miała zmienić bieg wojny. Wbicie klina pomiędzy wojska aliantów miało doprowadzić do zawarcia pokoju na zachodzie i skierowanie wszystkich sił na front wschodni. Od początku do końca jednak operacja ta skazana była na niepowodzenie. Nowoczesne wojny wygrywa się nie męstwem i ofiarnością żołnierzy, ale zasobami. A tych w III Rzeszy już nie było.

REKLAMA
Grudzień 1944 roku. Wynik wojny jest już przesądzony. Wprawdzie jeszcze nie wiadomo kiedy armie sprzymierzonych zmuszą wroga do podpisania aktu bezwarunkowej kapitulacji, nie wiadomo jeszcze jak przebiegać będą granice w powojennej Europie, jasnym jest jednak, że tego konfliktu Niemcy wygrać nie mogą. Jeśli sięgniemy do relacji z rozmów bonzów hitlerowskich Niemiec, albo poczytamy dzienniki Goebbelsa pojmiemy, że już wtedy przewidywano rozpad państwa niemieckiego i zimnowojenny konflikt. W interesie Niemiec leżało więc to, by jak największy obszar Niemiec zajęli alianci zachodni. Jednak od dyktatorów nie można wymagać logiki działania. Dyktator działa zgodzie tylko i wyłącznie z własnym interesem. A w interesie Adolfa Hitlera leżało przedłużanie agonii Niemiec. Choćby po to, by przedłużyć własne życie.
Wszystko to właśnie leżało u podstaw operacji w Ardenach, błędnie nazwanej kontrofensywą Rundstedta. Przedarcie się jednostek pancernych w czasie zimowych przygotowań aliantów do spędzenia świąt Bożego Narodzenia pogodzie uniemożliwiającej wykorzystania przewagi w powietrzu miało opóźnić wejście nieprzyjaciela do Niemiec a tym samym skłonić do zawieszenia broni lub zawarcia pokoju. Przeprowadzenie takiej operacji w piątym roku wojny było iście heroicznym wysiłkiem. Rzucono na front zachodni doborowe jednostki armii niemieckiej, uzbrojone w potężne czołgi. Zignorowano tym samym potrzeby frontu wschodniego, który wprawdzie zatrzymał się na linii Wisły, ale dla każdego sztabowca jasnym być powinno, że przegrupowanie wojsk sowieckich właśnie dobiega końca i lada dzień można spodziewać się kolejnej ofensywy zimowej. Bo właśnie zimą armia Stalina osiągała najbardziej spektakularne zwycięstwa nad Niemcami. Ardeny pomogły więc marszałkom Żukowowi i Czujkowowi w dotarciu do przedwojennych granic Niemiec, a w konsekwencji zdobycia Berlina.
Antony Beevor, brytyjski historyk i oficer w stanie spoczynku, udowadnia po raz kolejny, że potrafi po mistrzowsku relacjonować wydarzenia z pól bitewnych. Drobiazgowa analiza bitew i potyczek okraszona jest wieloma anegdotycznymi szczegółami, w relacji tej, oprócz wielu nieznanych dotąd postaci taie tuzy literackie jak bawiący się w partyzantkę Ernst Hemingway, J.D. Salinger, Kurt Vonnegut czy Henry Kisinger. Dzięki plastycznej narracji wchodzimy głęboko w realia bitewne, marzniemy wraz z alianckimi żołnierzami, umieramy wraz z nimi ze strachu, że oto zginiemy pod gąsienicami potężnych czołgów i pałamy gniewem na wieść o masakrowaniu przez esesmanów wziętych do niewoli aliantów, przy okazji zdobywając potężną wiedzę o tym kilkutygodniowym epizodzie wojennym.
A ta ostatnia jest przecież bezcenna…

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?