Jurgen Thorwald
Ginekolodzy
Jurgen Thorwald Ginekolodzy Wydawnictwo Marginesy

Stulecie detektywów, Stulecie chirurgów, Wielka ucieczka. To tylko niektóre książki Jurgena Thorwalda, niemieckiego pisarza i historyka piszącego nie o samych odkryciach czy zdobyczach nauki, ale o mozolnej do nich drodze. Ginekolodzy to książka szczególna. Mimo, że napisana 40 lat temu, jej światowe wydanie nastąpiło dopiero teraz, dziesięć lat po śmierci Autora, a sama praca nad nią przebiegała w cieniu ogólnoniemieckiej dyskusji nad usankcjonowaniem prawa kobiety do aborcji.

REKLAMA
Praca ginekologa służy przede wszystkim kobiecie. Jej zdrowie, bezpieczeństwo, komfort w planowaniu życia, zarówno własnego jak i swoich dzieci oraz partnera zależy od tego, czy trafia do lekarza traktującego ją jak równorzędny, posiadający prawa i współdecydujący o sobie podmiot lub do lekarza narzucającego jej swoje przekonania, przyzwyczajenia, normy etyczne, słowem traktującego ją jak bezwolny przedmiot. To od tego kim jest ginekolog zależy nie tylko przebieg ciąży i porodu, ale też przyszłe życie matki i dziecka. Jestem świadomy tego, że oto napisałem oczywistą oczywistość, wręcz truizm, ale również zdaję sobie sprawę z tego, że w wielu społeczeństwach zapomina się, w imię narzucenia swoich przekonań, o tej właśnie oczywistości.
Jest rzeczą naturalną, że rozwój każdej nauki, w tym medycyny, musi trwać. Naukowcy, w tym praktykujący lekarze, każdego dnia znajdują rozwiązanie, które załatwia rzeczy wczoraj jeszcze nie do przeskoczenia. Podobnie było z ginekologią. Współczesne kobiety narzekające na warunki, w jakich przychodzi im rodzić, nie zdają sobie sprawy z tego, że jeszcze dwieście lat temu przebieg porodu był horrorem. „Będziesz rodzić w bólach”. To biblijne memento z Księgi Rodzaju na długie lata pozbawiało kobiety prawa do ulgi w cierpieniach. Poród musiał boleć i droga do jego uśmierzenia, lub choćby porodu przez cesarskie cięcie była długa i mozolna. Pierwotnie stosowane narzędzie w postaci kleszczy pozostawiło na tym świecie rzesze dzieci z uszkodzeniami mózgu. Ci zaś z lekarzy, którzy poszukiwali i stosowali nowinki medyczne, kosztem własnego zdrowia, dobrego imienia czy kariery, narażeni na ostracyzm ze strony współczesnych im „bogobojnych lekarzy”, wymienieni są przez Thorwalda jak prawdziwi bohaterowie.
Nie będę zaskoczony, jeśli przedstawicielki płci pięknej, po lekturze tej książki odczują ulgę, że przyszło im żyć dziś, gdy mogą korzystać ze wszystkich zdobyczy nowoczesnej medycyny. Nie zdziwi mnie też, jeśli z jednej strony odczują gniew na myśl o „damskich rzeźnikach” opisywanych przez Thorwalda. Również nie zaskoczy mnie śmiech na myśl o podchodzących na klęczkach do rodzącej, lekarzach położnikach, obawiających się ujrzeć pacjentkę w całej swej krasie. Oczywiście nasze prawnuki czytając opisy zdobyczy nam współczesnej medycyny będą targani podobnymi odczuciami. I jeśli tak będzie, to otrzymamy dowód na stały rozwój medycyny. A to właśnie określane jest postępem.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?