
Lubię sposób przekazu Jerzego Pilcha. Na wskroś oszczędny, jakby On, wychowany w kulturze protestanckiej ważył nie tylko dobra materialne, ale i duchowe. Czy właśnie z tego powodu Pilch tak niechętnie odsłania prawdziwego Jerzego Pilcha w sobie? Czy dlatego musimy przedzierać się przez gąszcz słów jego prozy, by dowiedzieć się czegoś o nim samym? Ewelina Pietrowiak znalazła klucz do Pilcha i specjalnie dla nas uchyliła drzwi.
REKLAMA
Gdzie rozpocząć rozmowę z pisarzem? Najlepszym miejscem jest oczywiście jego biblioteka. To tam znajdziemy jego ulubione książki, których dobór, jak i sposób ułożenia potrafią wiele powiedzieć o jej właścicielu. Podobnie biurko, na którym znajdziemy notatniki, przyciski, kilkadziesiąt zaostrzonych ołówków i różne drobiazgi, których historia i przeznaczenie wiadome są tylko ich właścicielowi. Każdy z nas ma swoje własne dziwnostki, które po bliższym poznaniu, nie rażą nikogo. Właśnie w takim miejscu Jerzy Pilch, odsłania samego siebie.
Książki, ulubieni pisarze, spojrzenie na literaturę, duma z własnych odkryć literackich (wszak to Pilch jako pierwszy pisał o Masłowskiej), relacje z rodzicami, słabości i nałogi, przygoda z filmem, niechęć do polityki, polityków i tej ogłupiającej papki medialnej, którą zasypywani jesteśmy każdego dnia. Wszystko to okraszone jest anegdotami, z których czasami, zwłaszcza gdy chodzi o niego samego, wychodzi uśmiech przez łzy. Pilch trochę też plotkuje, ale plotka ta wychodzi naturalnie, jak w przyjacielskiej rozmowie, co stwarza nastrój osobistego kontaktu pisarza z czytelnikiem.
Cóż można jeszcze napisać o tej rozmowie tak by jej nie streszczać? Pozostaje chyba tylko zaprosić do lektury książki, która jest przedsmakiem autobiografii Pisarza.
