
„Sądzę, że dostajemy ograniczoną wizję rzeczywistości. I ona mówi nam, że ludzie robią różne rzeczy celowo i w zmowie skierowanej przeciwko mnie. Tymczasem prawda jest taka, że są schematy od ludzkiej woli niezależne, na pewno przy tym nie wymierzone w nikogo z nas; są znacznie szersze i działają poprzez nas wszystkich.”
REKLAMA
Tym, którym nieznana jest postać Philipa K. Dicka, „Kopię ojca” z czystym sercem można polecić. Tu bowiem czytelnik może zauważyć całe spektrum możliwości tego geniusza, który potrafi wciągnąć zarówno pisząc o anarchistach walczących o lepszy świat, jak i wtedy porusza kwestię rasizmu czy reklamach usianych wszędzie dookoła człowieka. Potrafi zawładnąć odbiorcą choćby na pierwszy rzut oka wydawało się, że akurat to opowiadanie nie podoła gustom.
„Kopia ojca” to trzeci zbiór opowiadań, jak zwykle świetnie wydanych przez Rebis – serio, ktoś powinien nagrodzić człowieka, który zatrudnił do ilustrowania dzieł Dicka francuskiego artystę polskiego pochodzenia, pana Wojciecha Siudmaka. To był strzał w dziesiątkę. Rysunki nieodmiennie zachwycają, świetnie uzupełniając wizję światów Phillipa K. Dicka.
Świetnym pomysłem było także dodanie na końcu książki spisu wszystkich zamieszczonych w tomie opowiadań wraz z informacją o ich pierwszym wydaniu – gdzie pojawiły się najpierw, w którym roku, a przy niektórych – także komentarz autora – skąd wziął się pomysł, dlaczego wtedy czy o wyborze czasopisma – i jego anegdotki. To zdecydowanie przybliża postać Philipa K. Dicka czy choćby pomaga zrozumieć dane opowiadanie – niektóre są naprawdę dziwne i na pierwszy rzut oka nie mają żadnego sensu.
Wśród opowiadań szczególnie wyróżnia się „Chwyt reklamowy” i „Gra pozorów”. Pierwsze przedstawia świat mocno zrobotyzowany, pełny reklam napierających zewsząd na odbiorcę. To także pojedynek dwóch upartych do granic możliwości istot – człowieka nie chcący za żadne skarby zwieść się reklamie i robota, który nie zamierza wyjść zanim nie zostanie kupiony. Drugie – genialną, praktycznie wiele nie mówiącą fabułą – praktycznie brak tu akcji, zaś wszystko powodowane jest przez obsesje bohaterów i węszenie spisków wszędzie, gdzie się tylko da. Coś podobnego może czytelnik zaobserwować u samego siebie podczas zaznajamiania się z kolejnymi opowiadaniami – dostając jedną opowieść zaczyna szukać dziury w całym, miejsca, w którym to Dick zacznie go zwodzić. Ale to jak z próbą odgadnięcia, kto zabił w „Studium w szkarłacie” Doyle’a – niemożliwe. Philip K. Dick cały czas igra z czytelnikiem, ale efekty są tego warte.
Choć trzeba przyznać, że opowiadania nie są jakoś tematycznie mocno zróżnicowane. Poruszają podobną problematykę, tylko z różnych perspektyw. A czytelnik nawet się nie zorientuje, że oto, po raz drugi zapoznaje się z kwestią doskonalenia gatunku, eutanazji słabszych jednostek – w swym geniuszu Dick mógł pisać o tym samym, jednak nigdy nie nudząc czytelnika.
Co zaś najbardziej przerażające – część wątków z opowiadań jest bliska realizacji. Wiele można zaobserwować w otaczającym świecie – choć głównie patrząc na społeczeństwo według Dicka. Przyszłość odmalowana przez autora jawi się w bardzo ponurych barwach i nawet te nieliczne opowieści kończące się happy endem mają gorzki wydźwięk. Tak więc „Kopię ojca” można też polecić wszystkim ku przestrodze.
Marta Kraszewska
