
„Kiedy skracała moje loki... było tak, jakby nie obcinała mi włosów, lecz kawałek po kawałku uwalniała skrzydła, które zdążyły zarosnąć skórą...”
REKLAMA
Nancy Astley, córka sprzedawcy ostryg, która nie wyobraża sobie innego życia niż to całkowicie poświęcone oprawianiu owoców morza i przyrządzania z nich smakołyków, ma jedno skryte marzenie. Tak skryte, że nikomu go nie zdradza, a sama ledwo w nie wierzy – pragnie występować na scenie, tańczyć i śpiewać. Gdy poznaje Kitty Butler, gwiazdę wodewilu, bez wahania rusza za nią do Londynu, by w roli asystentki choć trochę zaznać życia teatrem.
Wraz z przeprowadzką i życiem z przyjaciółką, która jest dla Nancy kimś więcej – ale co do której pozwala sobie tylko na jawne ubóstwianie, jej życie przyspiesza. Odkrywa siebie, poruszając się po ruchliwym Londynie i coraz bardziej oddala się od spokojnej przeszłości. Wraz z upływem czasu, jej własna kariera nabiera tempa, a czytelnik otrzymuje historię pierwszej miłości.
Wraz z przeprowadzką i życiem z przyjaciółką, która jest dla Nancy kimś więcej – ale co do której pozwala sobie tylko na jawne ubóstwianie, jej życie przyspiesza. Odkrywa siebie, poruszając się po ruchliwym Londynie i coraz bardziej oddala się od spokojnej przeszłości. Wraz z upływem czasu, jej własna kariera nabiera tempa, a czytelnik otrzymuje historię pierwszej miłości.
I to brzmiałoby dobrze, byłoby świetną powieścią – czegoż więcej chcieć od koncepcji pierwszej miłości, niekoniecznie życzliwie postrzeganej przez świat, dwójki młodych, niedoświadczonych kobiet? Może sam pomysł brzmi banalnie, ale Waters w pierwszej części „Muskając aksamit” potrafi oddać wiernie wszystkie emocje. A że opisuje całość z niezwykłym wyczuciem, czytelnik otrzymuje świetną opowieść.
Tyle, że… Sarah Waters pokusiła się o pokazanie wszystkich odcieni związków par homoseksualnych, przez co biedna Nancy lata po całym Londynie, ciągle zmieniając swoją sytuację życiową. A że autorka postawiła rzeczywiste odwzorowanie różnych kombinacji, to niestety czytelnik ma do czynienia z nie do końca udanymi w opisie scen seksu. Waters bardziej wychodzi oddawanie erotyzmu przez drobne gesty – i cóż, gdzie są sceny, takie jak w „Złodziejce”, w której wystarczyło opisywanie rękawiczek? Zdecydowanie, Sarah Waters nie powinna była porzucać tamtej praktyki, bo wychodziło to książkom na dobre.
Przez to pragnienie ukazania każdego aspektu związków nietypowych i w owym czasie – tj., w wieku XIX – zakazanych przez prawo, sama historia Nancy trochę się rozleciała. Część sytuacji wydaje się absurdalna – choć rzeczywiście mogła mieć miejsce naprawdę – i w którymś momencie czytelnik zaczyna się zastanawiać, gdzie to jeszcze Waters postanowi zaprowadzić bohaterkę w celu dokładnego oglądu przez odbiorcę ówczesnej Anglii. Co prawda, na szczęście udało się na koniec autorce poskładać wszystko w jedno i pozamykać ładnie wątki – choć został jeden otwarty, a o którym z chęcią bym poczytała – ale i tak nie udało się jej obronić dwóch pozostałych części książki.
Na plus można zaliczyć główną bohaterkę. Nie jest schematyczna i wyrywa się wszelkim etykietom. Nie wiadomo w sumie na ile celowo zostało to poczynione przez autorkę, ale czytelnik bez trudu dostrzega wszystkie wady Nancy, których jest chyba więcej niż zalet – one też, jak choćby egoizm, prowadzą dziewczę po Londynie i to one sprawiają, że przez większość powieści znajduje się w takich, a nie innych sytuacjach. Choć początkowo łatwo ją polubić, to wraz z drugą częścią historii czytelnik niejednokrotnie będzie próbował zredefiniować Nancy, ustalić jej motywy działań, zanalizować jej moralność.
To opowieść o tolerancji, próbach odnalezienia siebie wśród napierających zewsząd pokusach. Ale i o budzącym się wówczas socjalizmie – choć jest to w sumie trochę nieśmiało zarysowane w „Muskając aksamit”. Wreszcie, to opowieść o wszystkich odcieniach związków.
Nie jest to może najlepsza powieść Sarah Waters, ale miłośnicy jej prozy z pewnością znajdą tu coś dla siebie. Dla reszty – aby nie stracić o autorce dobrego zdania, lepiej odłożyć książkę po przeczytaniu pierwszej części historii.
Marta Kraszewska
