Ralf Rothmann
Umrzeć na wiosnę.
Ralf Rothmann Umrzeć na wiosnę. wydawnictwo WAB

Jednostka kontra system, III Rzesza a zwykły człowiek, niemiecki nie nazizm i problem wyboru. Te tematy stale powracają w literaturze niemieckiej. Najpierw poruszane przez uczestników, potem przez pokolenie dzieci, teraz zaś do głosu dochodzi pokolenie wnuków. Od tych ostatnich wiele zależy. Czy brak osobistych doświadczeń spowoduje, że uczciwie podejmą temat nazistowskiej przeszłości własnego kraju, czy zaczną relatywizować historię? Właśnie to pokolenie literatów ukształtuje na najbliższe lata spojrzenie wielu Niemców na swą przeszłość

REKLAMA
Opisywana historia zaczyna się banalnie. Do majątku, w którym pracuje dwóch przyjaciół docierają werbownicy SS. Pseudo patriotyczny wieczór, alkohol, przemowy i deklaracje doprowadzają do sytuacji, w której nasi bohaterowie nie potrafią powiedzieć nie. Ten wieczór stanie się dla nich rzeczywistą cezurą w życiu. Ta pierwsza życiowa porażka, porażka z braku cywilnej odwagi kosztuje wiele. Chłopcy staja się ochotnikami Waffen SS. Krótkie szkolenie, możliwość zdobycia uprawnień kierowcy, wreszcie skierowanie na front, a wszystko to w atmosferze walącego się systemu. Niemcy pełne są uciekinierów i przesiedleńców, atmosfera strachu i beznadziei, brak wiary w ostateczne zwycięstwo. W takiej atmosferze skierowanie na front wschodni brzmi jak wyrok śmierci.
Losem człowieka rządzi przypadek. Walter trafia do jednostki zaopatrzeniowej, gdzie przy odrobinie szczęścia może dotrwać końca wojny. Jego przyjaciel, Friedrich trafia na pierwszą linię. Ranny, wie, że nie ma szansy na ewakuację, postanawia więc zdezerterować. Dezercja karana jest śmiercią, więc złapany nie ma żadnych szans na ocalenie, jego przyjaciel jednak próbuje uczynić to, co niemożliwe. Chęć ocalenia przyjaciela musi zwrócić uwagę całej jednostki, a zwłaszcza oficera, który wyznaczy skład plutonu egzekucyjnego. Walter po raz kolejny zmuszony jest dokonać wyboru.
Umrzeć na wiosnę czytamy jak wspomnienie z koszmarnego snu. Sen jednak kończy się z chwilą przebudzenia, a z życiowymi wyborami i ze skutkami własnych decyzji musimy żyć. Możemy oczywiście wyprzeć ze świadomości swe tchórzostwo utrzymując, że nie mieliśmy wyboru. Możemy też milczeć, w nadziei, że nikt nie pozna prawdy. Zapominamy jednocześnie, że nic nie jest jednoznaczne. Sam Walter zaczyna to rozumieć, dowiadując się o małym bohaterstwie znienawidzonego ojca, strażnika w obozie koncentracyjnym, który okazał serce więźniowi.
Nasz bohater jednak odrzuci od siebie wspomnienia i refleksje pozostawiając to zadanie dzieciom i nie wiedząc czy zostanie surowo oceniony. Rothmann nie ocenia swoich bohaterów i nie zachęca do ich wystawienia czytelników. Wejdź w buty Waltera i przejdź jego drogę, zdaje się mówić nasz Autor. Czy jednak jesteśmy w stanie przejść ot tak do porządku dziennego nad wojną? Wszak najgorsze, co może spotkać niemieckie społeczeństwo, to wymazanie z pamięci dwunastu lat szaleństwa i zbrodni. Tylko pamięć trzyma w ryzach te właściwe każdemu narodowi poczucie wyższości i nie pozwala na ich powszechne odrodzenie w społeczności niemieckiej.
A jeśli to ostatnie sobie uświadomimy, to poznamy źródło prawa Niemców do zwracania uwagi na wszelkiego rodzaju tendencje faszystowskie i ksenofobiczne.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?