
Niedaleka przyszłość. Nagłe załamanie się rynku, gwałtownie rosnące bezrobocie, a co za tym idzie wzrost przestępczości sprawiło, że zwykli ludzie – tacy jak Stan i Charmaine – z obawą przeżywają kolejne dnie, bojąc się ataku z każdej strony. Dlatego, gdy rusza projekt Pozytron gwarantujący wszystkim zakwalifikowanym domy i prace, bez wahania dołączają do tłumu chętnych…
REKLAMA
I tu można by się spodziewać iście dystopijnej powieści i której koniec łatwy byłby do przewidzenia. Bo przecież, czyż nie brzmi to znajomo? Kryzys, tworzenie się nowych społeczeństw, świat idealny na pierwszy rzut oka, nieco bardziej przerażający, gdy przyjrzeć się temu bliżej, zagłada nieuchronnie nadciągająca. Historie może i niezbyt oryginalne – bowiem na ile można teraz liczyć na jakąś świeżość w zalewie dystopii na rodzimym rynku?- ale gwarantujące sukces. a szczęście „Serce umiera ostatnie” postawiło na inną kartę.
Margaret Atwood bawi się z czytelnikiem w kotka i myszkę. Gdy już odbiorcy wydaje się, że wie, w jakim kierunku autorka zamierza pójść, ta przekręca powieść o sto osiemdziesiąt stopni, zmieniając opowieść silnie osadzoną w klimatach dystopijnych w romans – czworokąt? trójkąt w kilku konfiguracjach? – a ta równie szybko potrafi przekształcić się w thriller. Istna powieść-niespodzianka.
Margaret Atwood bawi się z czytelnikiem w kotka i myszkę. Gdy już odbiorcy wydaje się, że wie, w jakim kierunku autorka zamierza pójść, ta przekręca powieść o sto osiemdziesiąt stopni, zmieniając opowieść silnie osadzoną w klimatach dystopijnych w romans – czworokąt? trójkąt w kilku konfiguracjach? – a ta równie szybko potrafi przekształcić się w thriller. Istna powieść-niespodzianka.
Sam zaś koniec powieści pozostawia czytelnika w osłupieniu. Jakkolwiek by nie kombinował, na zakończenie nie wpadnie. Dziwna to książka, która sprawia, że w sumie nie wiadomo, co odbiorca ma myśleć. Z pewnością zakończenie daje autorce furtkę do kontynuacji – na co mieć należy nadzieję, że się nie zdecyduje, bo w tej formie „Serce umiera ostatnie” jest świetne i zepsułyby je jakiekolwiek próby pociągnięcia opowieści dalej. Ale także owa nie do końca opowiedziana historia pozwala czytelnikowi samemu odpowiedzieć na liczne pytania i przemyśleć świat wykreowany przez Atwood – a nie do końca, na szczęście wyjaśniony - w kierunku nieuchronnie zmierzamy.
Ale stwierdzenie, że sukces książki wiąże się z tym, że przez ciągłe zmiany gatunku potrafi utrzymać przy sobie czytelnika aż do końca, byłoby błędne. „Serce umiera ostatnie” to przede wszystkim dziwna historia – która przez większość czasu zdaje się nie mieć zbytniego sensu, by pod koniec zostawić odbiorcę w kompletnym oszołomieniu. Do tego dziwni bohaterowie – po których nie do końca wiadomo, co należy o nich myśleć i czego się spodziewać – i łamanie kolejnych literackich schematów. Jeśli dodać do tego jeszcze absurd i makabrę przebijające się zewsząd to otrzymuje się powieść idealną.
Zresztą czego innego można by się spodziewać po Margaret Atwood? Jej książki regularnie zostają doceniane i choć nie są nagradzane – jest taką kanadyjską odmiana Leonarda DiCaprio - Bookera otrzymała za piątą nominowaną do tej nagrody powieść „Ślepy zabójca” – to jej powieści zyskują rzesze czytelników i uznanie krytyków.
Co prawda nie każdemu przypadnie do gustu sposób pisania Margaret Atwood. Ale warto się przekonać - a jeśli komuś spodoba się „Serce umiera ostatnie” – w którym Atwood jakby nie było sporo eksperymentuje – to przetrwa już wszystkie pomysły. I choć jest to powieść dziwna, to jeżeli podejść do niej z pozytywnym nastawieniem, to staje się naprawdę satysfakcjonującą lekturą.
Marta Kraszewska
