Włodzimierz Nowak
Niemiec
Wszystkie ucieczki Zygfryda
Włodzimierz Nowak Niemiec Wszystkie ucieczki Zygfryda Wydawnictwo Agora

Alienacja. Straszne uczucie, które sprawia, że na każdym drugim brzegu widzimy trawę bardziej zieloną i soczystą. Szukamy uporczywie miejsca, gdzie będziemy czuć się jak w domu. Szukając uciekamy niczym więźniowie skazani na dożywocie. O takim uciekinierze jest właśnie ten reportaż.

REKLAMA
Zygfryd Kapela, rocznik 1947, urodzony w mieszanej, polsko niemieckiej rodzinie. Piętno, które w polskiej, powojennej rzeczywistości potrafiło odsunąć każdego na margines. Jeżeli dodamy do tego bezradną matkę i dość brutalnego ojca, otrzymamy dość smutne dzieciństwo, a to naznacza na całe życie. kim bowiem był Zygfryd Kapela? Polakiem? Miana tego potrafił odmówić mu nawet rodzony ojciec. Niemcem? Wszak jedyny kontakt z kulturą niemiecką nasz bohater zawdzięczał jedynie opowieściom babci, których nasłuchał się jako dziecko. Tęsknota za babcią kierowała jego kroki na Zachód, do wymarzonego raju, raju utraconego, którego nigdy nie zaznał.
Pierwsze ucieczki kończyły się zazwyczaj w pociągach lub miastach portowych. Odbierany z milicyjnych posterunków Zygfryd wracał do domu, gdzie czekał na niego surowy ojciec. Ta pierwsza, poważna była tak naprawdę dezercją z wojska. Potem wyrok, po wyjściu na wolność praca w kopalni i wreszcie ta druga, poważniejsza ucieczka, zakończona strzelaniną w pasie nadgranicznym. Do upragnionej wolności zabrakło jedynie dwudziestu metrów. Aż wreszcie ucieczka w działalność w Solidarności, zdrada ideałów, która miała zagwarantować legalny wyjazd. I ten wstyd, bo przecież wielu uznało go za zdrajcę. I to pragnienie, by zdrada została mu wybaczona. Smutne to i żałosne życie człowieka, który zawsze uciekał.
Nie, nie. Oprę się pokusie i nie zacznę oceniać naszego bohatera. Nie założyłem jego butów i nie przeszedłem jego drogi. Nie zaznałem jego wzlotów i upadków, nie doświadczyłem odrzucenia i podejrzeń. I nie chcę nawet słuchać jego tłumaczeń. We własnym cv każdy z nas jest ideałem, dlaczegóż więc miałbym mu wierzyć, wierzyć w jego dobre chęci, którymi jak wiemy piekło podmurowano. Nie nasz sąd nad Kapelą, ale zupełnie coś innego jest cenne w tej opowieści. Przede wszystkim otrzymaliśmy modelowy przykład outsidera, jednak to rodzinne strony, ziemie odzyskane, na których określenie poniemieckie, oznaczało bezpańskie, przeznaczone do zabrania, zniszczenia czy zapomnienia. Właśnie tam starano się budować nowe, niszcząc jednocześnie stare, próbując zatrzeć kilkaset lat innej kultury panującej na ziemiach otrzymanych z łaski Stalina.
Przyznacie, że los tych ziem jest równie smutny co historia Zygfryda Kapeli?

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?