Nikos Dimou
Nieszczęście bycia Grekiem
Nikos Dimou Nieszczęście bycia Grekiem Książkowe klimaty

Nie wiem czy potrzeba nam narodowej, grupowej psychoanalizy. Niewątpliwie jednak potrzebujemy samowiedzy, samobadania i samoświadomości. Potrzeba nam demitologizacji, a wraz z nią ustalenia nowych granic. Ale nade wszystko potrzeba nam edukacji opartej na prawdzie, która pomoże nam wydobyć spoza wszystkich tych warstw makijażu naszą prawdziwą twarz.

REKLAMA
Czy sam fakt przynależności narodowej może czynić kogoś szczęśliwym? A może unieszczęśliwia przedstawicieli narodów? A może teza ta jest swego rodzaju prowokacją, która winna zmusić do refleksji nad mitami narodowymi, nad przekonaniem o posiadaniu szczególnej misji, pozycji w historii bądź zalet? Nikos Dimou postanowił pobudzić nieco umysły swych rodaków do myślenia, kreśląc specjalnie dla ich użytek, pełen ironii obraz Greków. Zupełnie przez przypadek książka ta przyniosła mu międzynarodową sławę, a we własnym kraju miano zdrajcy interesów narodowych. Radykałom bowiem wszędzie brakuje nie tylko dystansu i poczucia humoru, ale i umiejętności logicznego myślenia.
Czytelnik już po pierwszych kilku stronach uświadomi sobie, iż wystarczy zamienić słowo „Grek” na „Polak”, by otrzymać książkę o tytule „Nieszczęście bycia Polakiem”, książkę opisującą nasze wady narodowe. W tym momencie zacznie zastanawiać się nad weryfikacją przysłowia o bratankach. Może to Polak z Grekiem są tak naprawdę bratankami, a nie ci Węgrzy, których co prawda również doświadczyła historia i również uważają się za wspaniały naród, ale gdzież Madziarom równać się z twórcami podstaw demokracji oraz zwycięzcami spod Wiednia czy Grunwaldu? Poza tym czy ci Madziarzy dorównują nam w kłótliwości, przekonaniu o naszym szczególnym miejscu na arenie międzynarodowej, które nam dane zostało przez Stwórcę i historię? Czyż to właśnie Węgrzy nie są, podobnie jak i inne nacje, wieczystymi dłużnikami Polaków i Greków? Tak między nami mówiąc to i Grecy mają dług wdzięczności wobec Chrystusa Narodów, ale nie wypada chyba tak głośno o tym mówić przy okazji pisania o książce Nikosa Dimou.
Ustalając nasze wyjątkowe miejsce powinniśmy podkreślać, że to nie z naszej winy nie udało nam się zreformować naszej kultury, religii i państwa. Nie my też jesteśmy winni całemu naszemu cywilizacyjnemu i mentalnemu zacofaniu. Inni się rozwijali, my jęczeliśmy pod obcym butem marząc o kolejnej daninie krwi, po której but na naszym karku jeszcze mocniej wbiłby się w nasze ciało. A kiedy wreszcie odzyskaliśmy niepodległość, postrzeganą jako te szklane domy, z przerażeniem odkryliśmy, iż znowu zafundowano nam stara baśń. Oczywiście musiała być to wina obcych, nad którymi wszak górujemy moralnie, bowiem to z naszego narodu pochodzą dowolnie wybrani wielcy ludzie.
Tak, zarówno my, jak i Grecy, swoją wyimaginowaną wielkością, którą tak często podkreślamy graniczącą z chamstwem butą, ujawniamy swoje kompleksy. A kiedy ktokolwiek nam to uświadomi, zaczynamy reagować nieco nerwowo, przywołując cały arsenał inwektyw typu :zaprzaństwo, antypolonizm, zdrada, hańba. Czasami chwytamy się jakiegoś epizodu z historii, nie widząc, iż zaczynamy przypominać syna znanego noblisty, który sam będąc miernotą, prowadzi piar oparty na dokonaniach ojca.
Nie śmiejmy się więc w czasie czytania tej książki, bowiem nie z Greków, ale z samych siebie śmiać się będziemy.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?