Alexandra Burt
Gdzie jest Mia?
Alexandra Burt Gdzie jest Mia? Świat książki

Estelle budzi się w szpitalu, nie mając pojęcia, jak tu trafiła i nie pamiętając żadnych zdarzeń z ostatnich dni. Wie tylko, że jej kilkumiesięczna córka Mia zniknęła. Z czasem docierają do niej niepokojące informacje- przed wypadkiem zachowywała się chaotycznie, nie dzwoniła na policję, a w domu brak jakichkolwiek śladów włamania. W oczach świata to ona jest główną podejrzaną i powoli zaczyna się obawiać, że to prawda.

REKLAMA
Zrozpaczona matka próbuje rozwiązać sprawę, za wszelką cenę pragnąc poznać prawdę, nawet jeśli miałaby być okrutna. Trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie za pomocą eksperymentalnej terapii ma szansę odzyskać pamięć. Ale im dalej, tym Estelle coraz dobitniej zaczyna zdawać sobie sprawę, że może rzeczywiście zrobiła coś strasznego.
„Gdzie jest Mia?” to obiecujący debiut literacki szerzej nieznanej Niemki Alexandry Burt. Thriller szybko wciąga czytelnika nie pozwalając mu zawracać sobie głowy tak nieistotnymi sprawami, jak trzydziestokilku stopniowy upał czy umierające z gorąca rośliny. Z każdą stroną rośnie zaintrygowanie i chęć wyjaśnienia zagadki – co tak właściwie stało się z Mią. I ten efekt utrzymuje się aż do epilogu.
Niewątpliwą zaletą jest poprowadzenie akcji z narracją pierwszoosobową. Czytelnik razem z Estelle nie może być niczego pewny, wraz z nią próbuje odnaleźć prawdę w swoich wspomnieniach, miota się niczym oszalałe zwierzę, szukając córki i nie wiedząc dokładnie, czy górę nie bierze szaleństwo. To wszystko sprawia, że odbiorca czuje się mocniej związany z bohaterką, ale i sam nie wie, czy przypadkiem, nie zmierza do jakiegoś ślepego zaułka i całe poszukiwania na nic się nie zdadzą.
Do tego bohaterowie – brylują zarówno ci pierwszo-, jak i drugoplanowi. Burt umiejętnie zarysowuje postacie, nie bawiąc się w szczegółowe i nużące opisy. Zamiast tego są trafne, zawarte w kilku słowach opinie na temat kolejnych przewijających się przez powieść osób. W sumie jedynie Mia otrzymała dużo miejsca na swój wygląd, ale autorka słusznie postawiła na pisanie o czynach i wydarzeniach, a nie, jak kto był ubrany i w jakim odcieniu fioletu była dana koszula. Innymi słowy – nie poszła za modą stworzoną przez kryminały skandynawskie stawiające sobie za cel poinformowania czytelników o każdym kroku i każdym posiłku czytelnika.
To by niepotrzebnie wytrąciło akcję z kolein. A tak czytelnik otrzymuje wartka fabułę, która niespiesznie, ale konsekwentnie posuwa się do przodu, nie pozwalając odbiorcom na nudę czy też odłożenie choćby na chwilę książki. To książka, która idealnie sprawdzi się na wakacjach, ale i na wieczorną lekturę czy na podczytywanie pomiędzy kolejnymi zajęciami, choć to może grozić przegapieniem wszystkiego wokół. Dobrze napisany thriller – czego chcieć by tu więcej?
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?