Louis de Bernières "Pył, co opada ze snów"
Louis de Bernières "Pył, co opada ze snów" Wyd. WAB

Wojny zawsze wywracają do góry nogami porządek w społecznościach. Nie inaczej jest z I Wojną Światową. Zmieniają się zasady, do domów nie zawsze wracają ci, którzy wyjechali na front, ale największą tragedię doświadczają ci, którzy przeżyli. Bo jak nauczyć się na nowo żyć, gdy w pamięci jeszcze przedwojenne szczęście?

REKLAMA
Bernières to bez wątpienia jeden z ciekawszych pisarzy, który w swym dorobku ma książki najróżniejszego sortu. A to napisze groteskową, utrzymaną w tonach dystopijnych trylogię rozgrywającą się w nieistniejącym państwie w Ameryce Łacińskiej [po polsku ukazały się dwie części]. A to z kolei przerzuci się na wiersze, a to poczuje natchnienie do napisania dziejącego się w Australii westernu dla dzieci. Czasem napisze romans – „Mandolinę kapitana Corellego” [przeniesioną na ekrany z Nicholasem Cagem i Penelopą Cruz w rolach głównych], która pozostaje jego najbardziej znanym dziełem, czasem, tak jak w przypadku jego najnowszej książki „Pył, co opada ze snów”, postawi sobie za zadanie napisania sagi rodzinnej dokumentującej przemiany społeczne.
Początek jest mało skomplikowany. Oto pewnego ciepłego sierpniowego popołudnia rodzina McCosh wraz z przyjaciółmi świętuje koronację Edwarda VII. Dzieci żyjące w bliskim sąsiedztwie i mające praktycznie niczym nieograniczoną swobodę, bawią się, nie wiedząc, że już wkrótce ich paczka rozpadnie się – najpierw przez wyjazd braci Pitt i zaręczyny Rosie z Ashem, potem przez wybuch I Wojny Światowej. Porozrzucani po świecie Kumple – tak bowiem nazywają samych siebie – próbują połapać się w nowych zasadach rządzących światem.
Jak przystało na sagę rodzinną, trudno napisać o niej cokolwiek, by nie zdradzić za dużo, bowiem wątków jest sporo, zaś akcja szybko przeskakuje w czasie. Pomimo stosunkowo krótkich ram czasowych – historia obejmuje kilkanaście lat, zatem biorąc pod uwagę, że opisuje dzieje całej rodziny, nie jest to długi okres – w „Pyle, co opada ze snów” wydarza się wiele.
I to zarówno w kwestiach historycznych – Louis de Bernières dużo poświęcił opowieściom wojennym, informacjom na temat kolejnych wydarzeń [choć warto tu wspomnieć, że w przeciwieństwie do wielu obecnych pisarzy historycznych, nie stara się zasypać czytelnika wiedzą encyklopedyczną, tylko opisuje wszystko tak, jakby streszczał historię komuś współczesnemu tym wydarzeniom], jak i dzieje się sporo w kwestiach dziejowych – wszak przyszło książce opisywać losy kilkunastu bohaterów. Należy dziękować, że autor nie miał na tyle szalonego pomysłu, by dokładnie przytoczyć ich biografie, bo książka byłaby z cztery razy grubsza.
Zresztą należy być mu wdzięcznym za podejście do tematu. Owszem, to saga rodzinna osadzona w przeszłości, ale nie sprawia to automatycznie, że wystarczy tylko nieco nakombinować, potworzyć skandale, osadzić we wdzięcznych czasach przełomu XIX i XX w., ale przede wszystkim stworzyć intrygi, by było jak w „Downton Abbey”, to się nie połapią, że połowa faktów się nie zgadza – a tego typu podejście przoduje ostatnio wśród dzieł próbujących powtórzyć sukces znanego serialu. Nie, Louis de Bernières podszedł do książki z pełną odpowiedzialnością, potrafiąc nie tylko wiernie odtworzyć klimat, jak gdyby sam żył w tamtych czasach, ale i dodając mimochodem masę drobiazgów, które uwiarygadniają powieść. Dzięki temu „Pył, co opada ze snów” to także oprócz ciekawej opowieści, również m.in. kopalnia wiedzy o ówczesnej literaturze – szczególnie dla miłośników poezji, którzy powinni usiąść do książki, mając w zasięgu ręki notatnik i długopis, by móc później zapoznać się z kolejnymi wielkimi nazwiskami.
„Pył, co opada ze snów” to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcieliby przenieść się w klimaty „Downton Abbey”, ale obawiają się niskiego poziomu powieści, jak i dla każdego zainteresowanego sagami rodzinnymi. Zaś nazwisko Louis de Bernières dla wszystkich czytelników warte jest zapamiętania, by wyczekiwać jego kolejnego pomysłu.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?