
REKLAMA
To przypadek postawił na drodze zamożnego kawalera Rowlanda Malleta, pewnego młodego artystę po godzinach, a na co dzień studenta prawa Rodericka Hudsona. Jako że Mallet nie ma pomysłu na życie, zaś zachwyciła go rzeźba Hudsona, proponuje chłopakowi dwuletni wyjazd do Rzymu, by tam ten mógł się rozwijać. Nie wie, ile będzie kosztować go ta decyzja.
„Roderick Hudson” to pierwsza powieść Henry’ego Jamesa, znanego XIX-wiecznego pisarza, reprezentanta realizmu psychologicznego, co daje wyraz w swoim debiucie. Trochę toporna w porównaniu do późniejszych jego dzieł, jednak nadal świetna i stanowi dobry wstęp do twórczości Henry’ego Jamesa i tematu przewodniego wszystkich powieści – relacje pomiędzy Amerykanami a Europejczykami.
Tutaj podział jest jasny, podobny do tego przedstawionego w późniejszych „Europejczykach”. Amerykanie – to ci bardziej pobożni, skromniejsi, niekoniecznie czujący się komfortowo w luźniejszej w obyczajach Europie – reprezentuje ich przede wszystkim matka Hudsona i jego narzeczona, Mary. Zaś Europejczycy należą do tych swobodniejszych i zwracają mniejszą uwagę na konwenanse – a jeżeli już biorą je pod uwagę to ze względów wyraźnie innych aniżeli Amerykanie – i tu czytelnik spotka się przede wszystkim z całą rodzinką Light czy rzymskimi znajomymi Malleta.
Pomiędzy tym wszystkim jest Rowland Mallet i Roderick Hudson. Nieco zawieszeni – przez fakt wyjazdu z Ameryki dla obcowania ze sztuką – nie znajdują się ani w jednej ani w drugiej grupie. Mallet zbliża się jednakowoż mocniej ku Ameryce skąd pochodzi i ważniejsze są dla niego tamtejsze wartości [związane po części z religią, która nie gra tu jednak dużej roli, chyba że chodzi o sztukę], gdy tymczasem przeprowadzka do Europy dla Rodericka staje się wyzwoleniem i możliwością odrzucenia surowego wychowania, co też z chęcią czyni [tu otwartą kwestią pozostaje, czy dzieje się tak za sprawą sztuki czy też kontaktów z rzymską śmietanką towarzyską].
To powieść całkowicie oparta na trójkątach w różnych konfiguracjach. A zatem czytelnik obserwuje relacje bohaterów na różnych poziomach – Mallet, Hudson i Mary, Mallet, Mary i sztuka, Mallet, Hudson i panna Light… a to jedynie kilka trójkątów w książce, zatem można by wymieniać bez końca. W sumie na samych stosunkach bohaterów można by napisać pracę doktorską, a nie tylko jest „Roderick Hudson”.
Bo nade wszystko – to książka o sztuce i namiętnościach. Te dwa prądy przenikają się, wpływają na siebie wzajemnie i są przyczyną ciągłych konfliktów pomiędzy bohaterami, jak i w nich samych. Stają się powodem powolnej dezintegracji Hudsona, być może mogą nawet zniszczyć jego talent i osobowość.Henry James sprawnie ukazuje, że gdy do gry wchodzi namiętność, rozum przestaje mieć znaczenie i wszystko może ulec destrukcji, by tylko bohater mógł odnaleźć spełnienie.
Henry James zadaje pytanie o to, jaki wpływ na sztukę mają namiętności i jak bardzo człowiek zmienia się w zależności od okoliczności. Do tego stara się ukazać skomplikowane relacje pomiędzy ludźmi – które zawsze są trudne i nigdy nie występują tylko na jednym poziomem. Niby to tylko debiut i James miewał lepsze powieści, ale to i tak kawał porządnej literatury.
Marta Kraszewska
