Ece Temelkuran
Odgłosy rosnących bananów
Ece Temelkuran Odgłosy rosnących bananów Książkowe klimaty

Na początku szok. Spodziewałem się Turcji. Może nie samego Stambułu, ale może Bursy, Izmiru, Antalyi. Wylądowałem jednak w Bejrucie, gdzie można szukać miłości, szczęścia, tożsamości i sensu życia. Mimo wojny, która wciąż tam powraca.

REKLAMA
Bejrut. Niewiele miast na świecie może szczycić się historią sięgającą pięciu tysięcy lat. Wielowiekowa tradycja naznaczana była przez wojny, cierpienia i śmierć. To liczące ponad dwa i pół miliona mieszkańców jeszcze długo leczyć będzie rany po piętnastoletniej wojnie domowej. Miasto różnic i sprzeczności. Miasto, w którym tolerancja towarzyszy pogardzie dla człowieka, gdzie umiłowanie piękna i pokoju towarzyszy groźba przyszłej wojny.
To właśnie miasto codziennie przemierzają trzy osoby. Deniz jest Turczynką, nieco rozkapryszona studentką prestiżowej uczelni, którą stać na kaprys szukania własnej tożsamości. Filipina jest w zupełnie innej sytuacji. Praca pokojówki nie pozwala jej na ekstrawaganckie dylematy. Dziewczyna po prostu pracuje, po to by w wolnych chwilach zastanawiać się nad własną tożsamością. Kim bowiem jest piękna Filipina? Ile w niej pozostało z mieszkanki obozu dla uchodźców Szatila? Co decyduje o jej tożsamości? Ojciec, palestyński uchodźca, czy matka, mieszkanka Filipin, której dziewczyna zupełnie nie pamięta. Wreszcie jest Marwan. Dozorca, który również nie ma czasu na zbyt głębokie refleksje. Ot, może tylko by współczuć Filipinie i zakochać się w niej.
Losy tej trójki muszą splatać się z polityką i najnowszymi dziejami Libanu. Jesteśmy w Bejrucie, a tu nawet wybór taksówkarza czy kibicowanie określonej drużynie piłkarskiej urasta do manifestu politycznego. W czasie napięć drobiazgi decydują tu o życiu lub śmierci. Sama narracja jednak zwalnia czytelnika od obowiązku dokonania politycznego wyboru. Bowiem polityka nie jest istotna w książce, tu ważny jest człowiek i to czarowne, a jednocześnie przeklęte miasto-Bejrut.
Nigdy nie dane mi było odwiedzić tego miasta. Nic dziwnego- odległość i napięcia polityczne nie czynią z tego miasta atrakcyjnej przystani dla turystów. Teraz jednak mogę powiedzieć, że tam byłem. W mieście pięknym i przeklętym, mieście, w którym szczęście jest zbyt kruche, by nie delektować się nim, zatapiając jego smak głęboko w pamięci, by móc do niej wrócić, w chwilach cierpienia. W mieście, w którym nawet przez huk bomb można słyszeć odgłosy rosnących bananów, na przekór śmierci, którą huki te zwiastują.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?